Cztery 250 kilometrowe odcinki, które prowadzą przez cztery pustynie – The 4 Deserts Race Series. Biegacze oprócz niesłychanych odległości muszą pokonać często zabójcze klimaty Chile, Egiptu, Antarktydy i Chin. Tym razem jednak oprócz corocznego biegania doszło do niezwykłej sytuacji – do jednego z uczestników na pustyni Gobi podszedł mały pies, który… wystartował z nim w biegu. Dion Leonard przygarnął go do siebie i razem wyruszyli w wycieńczającą trasę. Czworonóg, jednak musi jakoś nazywać, nie można całymi dniami na niego wołać „bezdomny”, albo po prostu „pies”, więc nowy właściciel nadał mu imię od pustyni na której się poznali „Gobi”.
Drugiego dnia byłem na linii startowej tego etapu wyścigu, a ona stanęła obok i patrzyła się na mnie. Gdy ruszyłem, pomyślałem sobie, że ten maleńki pies nie dotrzyma mi kroku. Ale biegła ze mną przez cały dzień i przebyła 37 kilometrów.”

„Gobi wybrała mnie na swojego przyjaciela na całe życie. Teraz ja robię, co w mojej mocy i z wielkim wsparciem ludzi z całego świata, żeby tak właśnie było.”
To jednak nie takie proste, przede wszystkim przez wzgląd na problemy biurokratyczne, które teraz musi obejść biegacz. Myślę, że co by się nie wydarzyło, choćby pieszo, wspólnie wrócą do domu.













