Oglądając pierwszą połowę, po której goście przegrywali 0:5, można było odnieść wrażenie, że Radomianie w trakcie meczu balowali w którejś z wielu knajp na Śląsku, a w ich miejsce trener Bruno Baltazar poprzebierał w klubowe koszulki złapanych gdzieś po drodze Dolfika, Bercika czy innego Alojza.
Na mecz w Zabrzu można jednak spojrzeć dwuwymiarowo. Piłkarze z Radomia przegrywając 2:6 owszem, skompromitowali się, ale w szczytnym celu. To była ich cegiełka dołożona do pożegnania legendy Górnika, mistrza świata z 2014 roku - Lukasa Podolskiego. Nasi kulturalni i dobrze wychowani futboliści, tak zwyczajnie, z ludzkiej empatii, wyszli z założenia, że benefis Poldiego powinien być jak najbardziej okazały i dlatego pozwolili rywalom walić do swojej bramki, jak do kaczek.
Podobnie jak na śląski prysznic, wielowymiarowo należy spojrzeć na Radomiaka w zakończonym w sobotę sezonie PKO BP Ekstraklasy. Biorąc pod uwagę sekwencję zdarzeń, które rzutowały na opinie o naszym klubie, nie był to udany czas. Oskarżenie o gwałt Camary, czterech trenerów prowadzących drużynę i wizerunkowy strzał w kolano z zatrudnieniem Gonzalo Feio, o którym było wiadomo, że raczej prędzej niż później narobi wiochy. Do tego zranienie kierownika Korony Kielce rzuconą z trybun butelką.
Z drugiej strony - Radomiak zakończył rozgrywki na dziesiątym miejscu. Dostał solidne lanie od Górnika, ale przecież jesienią pokonał Zabrzan 4:0, skompromitował Pogoń (5:1), pewnie ograł Raków (3:1) czy stworzył kapitalne, pełne zwrotów akcji i dramaturgii, widowiska z Widzewem (2:1) i Lechią (3:1).
Trzeba docenić, że utrzymał się w lidze na trzy kolejki przed końcem, kiedy takie firmy jak Widzew, Cracovia, Piast i Lechia do ostatniej minuty drżały o życie. Lechia zresztą zleciała z Ekstraklasy. Razem z Arką Gdynia, którą w końcówce miał uratować - uważany przez radomskich kibiców za cudotwórcę - Dariusz Banasik.
Poza tym stabilizacja finansowa. W kuluarowych rozmowach piłkarze ujawniali, że pobory są płacone na bieżąco. A proszę mi wierzyć, wciąż nie jest to w Ekstraklasie standard, skoro opóźnienia w wypłatach zdarzały się choćby w Legii Warszawa, która ma kilkakrotnie większy budżet niż Zieloni.
Jeżeli dodamy do tego sprzedaż Capity Capemby za rekordowe w historii kubu 2,4 mln dolarów do Sportingu Kansas City, to był to transferowy sukces w skali całej ligi.
W Polsce zapanowała moda na mówienie o Radomiu w prześmiewczym tonie. Do tej narracji wpisano też, niestety, Radomiaka. W odniesieniu do klubu modne stało się dorabianie ideologii pod tezę. Jeżeli w świat poszedłby news, że – dla przykładu – trener Baltazar jest w ciąży, to jaki byłby przekaz? Gdyby rzecz dotyczyła szefa każdego innego klubu, podkreślano by, że to sensacja na skalę światową, że pracownik polskiego klubu znalazł się w stanie błogosławionym, itd. Ale, gdyby o sensacyjnym zjawisku informowano w kontekście Radomiaka, to najważniejsze i najczęściej zadawane pytanie brzmiałoby: „Dlaczego nie uważał?!”.
Łamię sobie głowę, czy to zwykły, złośliwy, czarny PR, normalnie ogólnopolski spisek mający na celu godzenie w dobre imię RKS-u, czy też przyczyna takiego postrzegania klubu leży gdzie indziej? Tylko gdzie?


















Napisz komentarz
Komentarze