30 października 1945 wieczorem uczniowie radomskich szkół, głównie liceum Kochanowskiego i "państwówki", wyszli z domów i burs. Ustawiali się pod latarniami ulicznymi (bo tylko one świeciły) i czytali szkolne podręczniki. W ten sposób chcieli zaprotestować przeciwko przerwom w dostawie energii do miasta. Był to pierwszy w Polsce antykomunistyczny protest pod hasłem „My chcemy światła”. Dziś te wydarzenia zostały odtworzone na radomskim deptaku. - Po długim okresie wojny i okupacji dzieciaki miały dosyć i chciały zamanifestować komunistycznym władzom, że będą się uczyć na ulicy, odrabiać lekcje pod latarniami - przypomina Adam Duszyk, nauczyciel historii w VI LO i. Jana Kochanowskiego w Radomiu. - Był to prawdziwy happening w nowoczesnym stylu w 1945 roku. Jest to wydarzenie bez precedensu w skali naszego kraju. 1500 osób wyszło na ulice, dzieciaki ryzykowały własnym życiem pod salwami karabinów oddziałów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Rekonstrukcja tamtych wydarzeń objęła również przemarsz uczniów, na czele z braćmi Edwardem i Zdzisławem Trandami, pod dom ówczesnego, komunistycznego prezydenta Radomia Kazimierza Kiełczewskiego. Gdy ten wyszedł na balkon kamienicy, w której mieszkał przy ul. Mickiewicza, został obrzucony kamieniami. - Uczniowie walczyli o swoje prawo do nauki. Myślę, że dzisiaj takie wydarzenie nie miałoby miejsca. To jest coś wyjątkowego, wspaniałego, co powinno trafić do wszystkich podręczników historii, ponieważ historię Polski okresu PRL wyznaczają, jak kamienie milowe, te słynne polskie miesiące: październik, marzec, grudzień, Radomski Czerwiec ‘76, a prawie nikt w Polsce nie wie, że te bunty antykomunistyczne w Polsce zaczęły się w Radomiu już w 1945 roku - zaznacza Duszyk.
Na zakończenie dzisiejszego happeningu uczniowie obejrzeli w Resursie Obywatelskiej dokumentalny film o historii tego protestu. Pierwszy wydarzenie „My chcemy światła” było zorganizowane dwa lata temu.















Napisz komentarz
Komentarze