
Jednak, czy przypadkiem woda sodowa nie uderzyła artystce do głowy? Dlaczego? Ano.
Jak donosi Super Express, Rodowicz pojechała na zakupy i...
„Roztargniona artystka zaparkowała swoje auto, zasłaniając widok na przejście dla pieszych. Gdy była w sklepie, do jej samochodu ruszył czujny strażnik miejski i szybko zaczął wypisywać mandat- relacjonuje tabloid. Jej syn wybiegł do strażnika, a ona zapłaciła za fatałaszki i spokojnie doszła do rozmawiających mężczyzn. A że zna wszystkie kobiece triki, natychmiast ich użyła. Zatrzepotała rzęsami, uśmiechnęła się uroczo i poprosiła strażnika, by nie wlepiał jej mandatu, który za takie wykroczenie mógłby wynosić nawet 300 zł.”
Co na to sama Rodowicz?
„Mandatu nie było, a był już wypisany. Trzeba było się nawywijać ogonem i wdzięczyć, tiu, tiu, tiu!”













