- Muzyk Sławek Podlewski "Soni" ruszył na podbój programu Disco Star.
- Piosenkarz przerwał urlop w Egipcie, aby wziąć udział w nagraniach w Warszawie. To było szalone!
- - Nie można porównywać disco polo do jazzu, rocka czy poezji śpiewanej - zaznacza "Soni".
- Muzyk szykuje utwór i liczy na to, że będzie to hit lata 2026!
Piotr Stańczak: Ostatnio jest o Tobie bardzo głośno za sprawą "Disco Star". Jak to się stało, że w ogóle trafiłeś do programu?
Sławomir Podlewski "Soni": - Szczerze mówiąc, to nie ja szukałem programu, w pewnym sensie to on znalazł mnie. Dostałem telefon z Polsatu – zaproponowali mi występ. Nie brałem udziału w żadnych castingach, bo początkowo w ogóle tego nie planowałem. Przekonano mnie jednak, że to będzie świetna promocja dla mnie jako wokalisty, jako Soniego. Pojechałem na jedno nagranie do panelu jurorskiego, dostałem "zielone gwiazdki" i tak zaczęła się ta przygoda.
Przeszedłeś przez eliminacje i dotarłeś do półfinału. Słyszałem za kulisami, że nie obyło się jednak bez przeszkód?
- To prawda, to była dość szalona historia. Kiedy odbywały się nagrania do półfinału, byłem akurat na wczasach w Egipcie. Dosłownie w środku mojego wypoczynku all inclusive musiałem na własną rękę wykupić bilet i natychmiast wracać do Warszawy.
Nagrałem program i... wróciłem z powrotem na urlop. Było warto, choć logistycznie stanowiło to spore wyzwanie (śmiech).
W półfinale zaśpiewałeś utwór "Księżniczka". Jak oceniasz ten występ? Widzowie byli zachwyceni, ale do finału nie wszedłeś.
- "Księżniczka" robi teraz niesamowitą robotę, widzę lawinę komentarzy i polubień w mediach społecznościowych. Jeśli chodzi o sam awans do finału – nie udało się i mam pełną świadomość dlaczego. Można powiedzieć brzydko, że "zrąbałem" ten występ, ale stało się to głównie dlatego, że pojawiły się kłopoty z nagłośnieniem, nie tylko ja miałem ten problem. Jurorzy, Zenon Martyniuk, Magda Narożna, Marcin Miller oraz Skolim też byli zaskoczeni perturbacjami, jakie się pojawiły.
Mimo to nie wyglądasz na kogoś, kto ubolewa nad wynikiem.
- Bo nie ubolewam! Dla mnie wygraną był moment, gdy podczas wyboru finalisty cała sala skandowała moje imię. To było niesamowite uczucie. Ja to biorę "na klatę". Cieszę się z tego, co osiągnąłem, i z pozytywnej energii, którą udało mi się przekazać ludziom.
Muzyka disco polo ma być tą do tańca i zabawy, a nie jazzem i poezją śpiewaną. Nie można obydwu porównywać, to są różne światy.
Kiedy w ogóle zacząłeś śpiewać, opowiedz o swoich muzycznych początkach.
- Zaczynałem w 2000 roku w zespole Squash, ludzie w Radomiu pewnie mnie z tego kojarzą. Potem nastąpiła długa, 20-letnia przerwa. Rodzina, biznes, inne obowiązki – czas spożytkowałem inaczej. Przez długi czas muzyka była "w odstawce", ale teraz, już od około czterech lat znów działam prężnie, już jako Soni. Występują teraz głównie na imprezach okolicznościowych, ale liczę na to, że w tym roku ruszę z koncertami.
Twoja muzyka to nie jest typowe disco polo, słychać w niej mocne inspiracje latami 90.
Zdecydowanie. Wychowałem się na MTV, niemieckiej Vivie i eurodance, polskim power dance – takich muzykach jak DJ Bobo, Dr Alban, La Bush, Mr. President. To są moje klimaty.
Niektórzy porównują mój wokal do Stachursky'ego, inni widzą we mnie typowo rockowego frontmana, bo mój głos jest silny i nieco zachrypnięty. Ja najlepiej czuję się jednak w energii tanecznej, w klimacie dyskotek i festynów, gdzie jest totalny luz, zabawa.
Zobacz:
Współpracujesz z jakąś muzyczną wytwórnią?
- Tak, to wydawnictwo Folk Roberta Dorosza. Bardzo mi pomógł, za co jestem mu wdzięczny. Wiadomo, że z racji wieku, a mam 49 lat, jest trudniej przebić się wśród młodszego pokolenia wykonawców disco polo, ale on zauważył we mnie potencjał. Pamiętam, jak podpisywaliśmy umowę na mój pierwszy utwór po przerwie, "Do nieba bram". Wysłaliśmy go do rozgłośni radiowych, nie spodziewając się jednocześnie jakiegoś odzewu.
Stałem potem w korku w Warszawie i dostałem od Roberta SMS-a z informacją, że udało się! To był dla mnie niesamowity kop do działania!
Co planujesz na najbliższą przyszłość? Słyszałem o nowym utworze, który ma być "hitem lata".
- Na początku marca wychodzi nowa piosenka. Już teraz zbiera świetne opinie, choć oficjalnie jeszcze jej nie ma. Podjęła ze mną współpracę grupa didżejska, która robi remiksy tylko wybranym wykonawcom. Ich wersja mojego utworu jest już grana w największych klubach, co jest dla mnie ogromnym sukcesem. Powiem szczerze: to nie jest typowe disco polo. To numer, który wchodzi nawet do klubów, gdzie ten gatunek normalnie "nie przechodzi". Liczę na to, że faktycznie powstanie hit lata 2026! Przede wszystkim zdradzę ci, że muzyka daje mi mnóstwo radości, jest odskocznią od codzienności. Kiedy słyszę, że komuś poprawia nastrój, pomaga w chorobie, to dla mnie jest absolutny "sztos" i największa nagroda. Chcę po prostu zarażać ludzi dobrą energią.
Dziękuję za rozmowę.














Napisz komentarz
Komentarze