14 lutego ich świat obrócił się w gruzy. Na stacji w Woli Bierwieckiej, Dominik, który jechał z mamą do Radomia, pomógł kobiece wynieść wózek z dzieckiem. Kiedy wsiadał do wagonu, drzwi się zatrzasnęły ucinając mu dłoń. Pociąg ruszył i zmiażdżył chłopcu nogi. Życie synowi uratowała mama, która natychmiast zaciągnęła hamulec bezpieczeństwa.
Przez dwa miesiące trwała walka o życie Dominika. 1 maja chłopiec został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej. Kolejny etap powrotu do zdrowia to długa, bolesna rehabilitacja.
- Od poniedziałku do piątku syn przebywa w Klinice Rehabilitacji w Otwocku. Jest z nim mama. Do domu wracają na weekend – mówi nam tata chłopca Dariusz Hołuj.
Mężczyzna z dumą pokazuje albumy z rysunkami Dominika. Są ich dziesiątki. Świetnie, bardzo starannie wykonane. Każda z prac przedstawia… lokomotywę.
- Pasję do kolejnictwa Dominik odziedziczył po moim tacie. Zresztą u mnie w rodzinie niemal wszyscy pracowali w PKP. Tylko ja wybrałem obcowanie z przyrodą i zostałem leśniczym – zdradza pan Dariusz.
Ojciec pokazuje nam kolejne albumy. Tym razem ze zdjęciami. Oczywiście… lokomotyw. Wszystkich typów… Oczywiście autorstwa Dominika.
Na tym nie koniec. W salonie, w którym rozmawiamy, jest specjalna szafka, w której chłopiec przechowuje swoje zbiory. Ponad trzysta metalowych modeli lokomotyw. Wartość najcenniejszych egzemplarzy to kilkaset złotych za sztukę.
Bo kolej i pociągi to wielka pasja Dominika. I jak wielką ironią losu jest fakt, że to miłość chłopca do torowych składów doprowadziła do nieszczęścia. To oraz chęć niesienia pomocy potrzebującej kobiecie.
- Bo nasz syn taki jest. Nie odwróci się od tych, którzy oczekują wsparcia. Nigdy nie mieliśmy z nim żadnych problemów wychowawczych. W liceum ma średnią ponad pięć – chwali jedynka tata. I dodaje: - Pociągami zjeździliśmy każdy zakątek kraju. Planowaliśmy podróż po Europie. Wierzę, że się w nią wybierzemy.
Przysłuchujący się rozmowie Dominik z lekkim uśmiechem kiwa głową. Mimo nieszczęścia, które go spotkało, młodzieniec z przekonaniem komunikuje, że swoją przyszłość wiąże z kolejnictwem. Chciałby się zajmować logistyką - planowaniem i ustalaniem tras taborów.
Chłopiec mówi cicho, niemal szeptem, ale bije od niego bardzo pozytywna energia. Mimo nieszczęścia jakie go dotknęło, który od 14 lutego stał się nieodłącznym towarzyszem jego życia, zaraża optymizmem. Podobnie, jak rodzice uważa, że ma szczęście, bo Pan Bóg ocalił mu życie.
- Pan Bóg ma jakiś plan na naszego syna – wtóruje mu ojciec.
- Jestem bardzo dumna z Dominika. Z tego, jak dzielnie poddaje się wszystkim ćwiczeniom. Ich pierwsze efekty widać już po tygodniu – mama, pani Agnieszka z czułością patrzy na syna.
Zbiórka ludzkich serc
Państwo Hołujowie to skromni, normalni ludzie. Ze wzruszenia łamie im się głos, kiedy mówią o skali pomocy, jaka przyszła od nieznajomych ludzi z całej Polski.
- Po miesiącu rehabilitacji w Otwocku zespół specjalistów podejmie decyzję, co dalej. Jaki będzie kolejny etap leczenia. Mają również zostać podjęte próby zaprotezowania – wyjaśnia tata chłopaka. – Protezy będą kosztować milion czterysta tysięcy złotych. Wraz z przyrostem masy mięśniowej za kilka lat trzeba będzie je wymienić. To ogromna suma. Nie udźwignęlibyśmy jej. Na szczęście Dominik jest pod opieką fundacji „Podaruj dobro”, która na swojej stronie uruchomiła zbiórkę pieniędzy na zakup protez, ich serwis i rehabilitację syna. Jej efekty przeszły nasze oczekiwania i wyobrażenie. To była powszechna mobilizacja ludzi o wielkich sercach. Zebrano blisko dwa miliony złotych. Bardzo dziękujemy, że dzięki państwu nie zostaliśmy sami. Prosimy o wsparcie, modlitwę i każdą złotówkę, bo nawet symboliczny grosz ma znaczenie dla zapewnienia Dominikowi stabilnej przyszłości – twierdzi tata chłopca.
A mama, pani Agnieszka ze łzami w oczach, łamiącym się głosem, dodaje: - Dziękuję z serca. Jak matka, bo da nas Dominik to największy skarb.
Chłopiec natomiast zapewnia, że już niebawem odwiedzi koleżanki i kolegów z I LO im. Mikołaja Kopernika w Radomiu. – A we wrześniu wracam do szkoły. Do klasy maturalnej! – zapowiada Dominik.
Czas na ruch kolei
Po serii informacji medialnych do państwa Hołujów wreszcie odezwali się przedstawiciele Mazowieckich Kolei. – Zaproponowali spotkanie. Jesteśmy na nie gotowi – mówi tata Dominika.


















Napisz komentarz
Komentarze