
Wyruszamy więc czy to solo, czy całą gromadą, bo przecież atmosfera pro rodzinna. Kupujemy mięso, pierniki, cukierki, mleko, kapustę, śledzie, ogórki… Nim zwrócimy uwagę zostaje kilka dni do wigilii Bożego Narodzenia, a przecież wczoraj były Mikołajki. Miesiąc biegania za produktami spożywczymi, prezentami, organizacją rodziny i ustalaniem szczegółów, pochłania tak bardzo, że zapominamy o codziennym życiu, które przemyka niepostrzeżenie. Tak właśnie było w przypadku pewnej kobiety – znanej, nadmienię.
Lucyna Grobicka zmarła w 2013 roku w Mikołajki. Nie byłoby w tym niczego niesłychanego poza przykrą ironią losu dotyczącą daty jej śmierci. Jednak informacja o jej śmierci pojawiła się dopiero kilka tygodni później, czyli pod koniec miesiąca, kiedy świąteczny szał spełzł z ludzi i schował się, wyczekując następnego roku. Lucyna Grobicka była pogodynką, widzom TVP znaną jako „Mgiełka”. Zmarła w wieku 50 lat po ciężkiej chorobie. Na szklanych ekranach mogliśmy ją oglądać przez dobre 20 lat, a debiut miała jeszcze jako studentka Dziennikarstwa na warszawskim uniwerku. Pochodziła z Urugwaju, posługiwała się biegle trzema językami, wcześniej pracowała w dziale handlowym Ambasady Brazylii w Polsce.
Zmarła w zupełnym zapomnieniu, a po dwudziestu latach pracy w mediach, wspomniano o niej w jednym tabloidzie – po kilku tygodniach od śmierci.
W ferworze walki o najlepszą szynkę i suchą krakowską, nie zapominajmy o tym co tak naprawdę ważne jest w zbliżających się świętach. O bliskości, poszanowaniu i… pamięci.
">" />












