
Problem może wynikać z różnic podejścia do tworzenia swojej muzyki. Taylor nagrywając kolejne utwory lubi promować się w mediach społecznościowych – wykorzystuje ten sposób dotarcia do fanów do maksimum, kiedy to Adele… lubi po prostu znikać. Zaszywając się w ciemni, odcina się od szumu i zgiełku sławy, by po kilku miesiącach wypuścić nową płytę. I chociaż jej nowy album sprzedał się w 4 milionach egzemplarzy, to Swift i w tym wypadku góruje. Płyta „1989” wydana nieco ponad rok temu sprzedała się w 5 milionach egzemplarzy, a kontakty reklamowe i dochód z koncertów zasilają konto Taylor codziennie sumą… miliona dolarów (sic!). Jednak niewątpliwie ósma pozycja w rankingu to osiągnięcie, ale nie na stałe. Nie żeby miała z niego spaść – wręcz przeciwnie. Niedawno piosenkarka spotkała się z jedną ze swoich fanek, pochodzącą z Australii 12-letnią Jorją. Dziewczynka powoli traciła słuch i za kilka lat przy postepie choroby, będzie zupełnie głucha. Jedynym marzeniem dziewczyny, było posłuchać po raz ostatni piosenek Taylor, więc ta przed koncertem spotkała się z nią osobiście. W akcję włączyły się media na całym świecie, w tym nawet radiostacje w Sydney, które zaaranżowały spotkanie.
Wydaję mi się, że to właśnie niewielkimi gestami zdobywa się sympatię fanów.













