
Tym razem 44-letnia aktorka i piosenkarka promowała zarówno siebie jak i nową płytę, na łamach miesięcznika Elle. Według niej, nowa płyta „Karabin” trafi do każdego, a polityczny wydźwięk spodoba się „lewicowcom”, jak i „prawicowcom”.
Tak, bo poza warstwą słowną jest jeszcze muzyka, obok której ciężko przejść obojętnie. Zrozumiałam, że nienawiść jest częścią nas i tylko my możemy podjąć decyzję, co z nią zrobimy. Każdy jest zdolny do tego uczucia. Ta wiedza czyni nas odpowiedzialnymi za swoje zachowanie, co dla mnie wiąże się nierozerwalnie z wolnością. Jeśli chcemy być wolnymi ludźmi, musimy brać odpowiedzialność za to, jaką część naszego człowieczeństwa dopuszczamy do głosu. Mimo że to odwieczny dylemat, nikt nie znalazł dobrej odpowiedzi. Ja też nie znalazłam, mogę o tym jedynie śpiewać. Przez to, że mówię wyraziście o rzeczywistości, ludzie albo mnie kochają albo nienawidzą. Nie ma nic pośrodku. Początki nie były łatwe, ale teraz nieźle sobie radzę. Z jednej strony spotyka mnie sporo nieprzyjemności, z drugiej - fala akceptacji, która przechyla szalę w pozytywną stronę.
Według artystki, nowy „Karabin” to dojrzalsza kontynuacja jej drogi przez muzykę – w 2012 roku pojawiła się płyta „Jezus Maria Peszek”, która opowiadała o zmaganiach z chorobą piosenkarki.
„Moja wcześniejsza płyta była krzykiem. Tutaj nie krzyczę, śpiewam o prawie do wolności. Chciałam się dowiedzieć, skąd w ludziach bierze się nienawiść, czym ona jest. Nagrałam tę płytę po to właśnie, żeby to zrozumieć. Z producentem chcieliśmy, by ta wypowiedź była pacyfistyczna, ale wyrażona środkami militarnymi, jak seria strzałów z karabinu.”












