Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord Radom 29 lat z Wami Radio Rekord Radom 29 lat z Wami
piątek, 15 maja 2026 15:42
Reklama

Ze Słoikiem po Radomiu. Placki z Balatonu

To był nasz rytuał. Coś niezmiennego, czego nie zakłóciłaby epidemia dżumy, czarnej ospy czy innej zarazy. Sobotnie turnee z ojcem po radomskich restauracjach.
Ze Słoikiem po Radomiu. Placki z Balatonu

Autor: cozadzien.pl / Szymon Wykrota

To zawsze wyglądało tak samo. Około 10 rano meldowałem się u taty. I na powitanie tekst: „spóźniłeś się. Znowu”. Mogłem być przed czasem. Nieważne. „Spóźniłeś się” i koniec.

W grę wchodziły trzy knajpy. Z najlepszym jedzeniem. Co tydzień wybieraliśmy, gdzie idziemy jeść. Tak my… Uhm... Ojciec wybierał, którą restaurację zaliczymy. Ja miałem słuchać. Wiadomo: starszy wie lepiej.

Najbliżej Reja, gdzie mieszkał rodzic była „Myśliwska”. Tam chodziliśmy na najlepszego w mieście tatara. O tym przybytku jeszcze opowiem...

Kiedy indziej naszym celem była taka mordownia pod piętnastym na Żeromskiego. Żulernia potworna. W środku twarze rzeźbione wiatrem. Bywalcy wyglądali, jakby czas stanął dla nich w miejscu w latach siedemdziesiątych, kiedy byli panami z Radoskóru, Tytoniówki czy Waltera. Kolejny kufel browaru, czy setka pozwalały im przenieść się do dawnego, dobrego życia i zapomnieć o naznaczonej permanentnym kacem prozie współczesności. Przed południem w sobotę w powietrzu unosił się jeszcze zapach zwietrzałego piwska i nieprzetrawionej wódy. Wspomnienia po piątkowym bajlando. Te drobne w sumie niedogodności nie miały jednak znaczenia. Pod piętnasty chodziliśmy na rewelacyjną fasolkę po bretońsku. Tak gęstą, że łyżka stawała w niej na baczność. Pełną boczku i kawałków kiełbasy. Dziś pewnie Sanepid zamknąłby tą budę w dwie minuty, ale dla nas nie było wówczas ważne, że danie jest podawane w niedomytych talerzach. Liczyła się zawartość, a nie opakowanie.

Naszą listę rankingową zamykał Balaton. Uwielbiałem tam chodzić. Przy wejściu szatnia z taką starszą, otyłą panią. Na prawo dwie łączone sale. Na wprost wejścia jeszcze jedno pomieszczenie. Niby taki większy VIP gabinecik dla specjalnych gości. Podczas hurtowo organizowanych w Balatonie wesel to tam odbywały się tańce hulańce. Tam zawiązywały pierwsze płomienne romanse, tam wreszcie dochodziło do burzliwych kłótni zazdrosnych kochanków, a zdarzało się, że i do zwyczajnego mordobicia.

Kochałem Balaton. Miał swój styl. W czasach mojej młodości to był taki gastronomiczny top level. Ostatnio przeczytałem na genialnej stronie „Radom retrospekcja”, której autorzy z ogromnym wdziękiem opisują dawny Radom, że otwarta w 1976 roku restauracja mogła pomieścić stu dwóch gości. Dziś patrząc na gabaryty lokalu, nie do wiary.

Bez względu na porę dnia do Balatonu ściągały tłumy. Wabikiem dla klientów były placki po węgiersku. Okręt flagowy restauracji. Fama głosiła, że do Radomia przybywały pielgrzymki Węgrów, którzy za zdradzenie tajemnych składników dania, byli gotowi zapłacić szefowi kuchni potężne pieniądze.

Placki były wielkie, jak – nie urażając tym porównaniem potrawy – zad mojej byłej teściowej. Nie do przejedzenia. Placki. Bo teściowej nie próbowałem.

Złożone na pół niczym gigantyczny pieróg. Gąbczaste. W cieście były takie malutkie pesteczki, do dziś nie wiem z czego, które nadawały plackowi wyjątkowy, niepodrabialny smak. W środku kawałki przypieczonej wieprzowiny. Z gęstym sosem. A wszystko to polane śmietaną. Normalnie kulinarny orgazm. Jak się zjadło takiego giganta, to człowiek trzy dni chodził nie najedzony tylko przeżarty.

Do tego Balatonu zazwyczaj chodziłem tylko z ojcem. Ale zdarzało się, że towarzyszył nam sąsiad i najlepszy kumpel taty, pan Leszek. Chudy, głośny, jowialny, serdeczny. Z brodą jak Rumcajs. Do dziś nie wiem, dlaczego miał wdzięczny pseudonim „Musztarda”. Ale chociaż pana Leszka traktowałem, jak członka rodziny i szalenie lubiłem, to tych wspólnych wizyt w Balatonie nie wspominam z sentymentem. Z prostej przyczyny. Chłopaki, po ostrym placku, przepłukiwali sobie gardła naszym narodowym napojem. A że gorzałka to złodziej czasu, tata i pan Leszek tak się zapominali w rozmowach, że siedzieliby i siedzieli w tej knajpie. A ja znudzony niczym na matematyce w liceum, robiłem za dekorację stolika.

Pamiętam, że podczas każdej wizyty w Balatonie miałem ochotę zdjąć wiszące wtedy na ścianach repliki skrzyżowanych szabli. Raz było blisko.

Po pisemnej maturze wybraliśmy się tam z naszą szkolną ekipą. Im bardziej ubywało płynów, tym robiło się weselej. Z ułańską fantazją próbowaliśmy z kolegą Grześkiem ściągnąć te szabelki, by Jak Wołodyjowski z Kmicicem na środku sali skrzyżować ostrza. Nie udało się. Nie czuła na naszą ułańska fantazję obsługa, za nic mając nasze poszanowanie dla bohaterów Trylogii Sienkiewicza, ostudziła patriotyczne zapędy maturzystów groźbą wezwania milicji.

Ostatnio z redakcyjną koleżanką Iwonką odwiedziliśmy Balaton. Już nie jest Balatonem. Dziś restauracja jest mniejsza. Nie ma tęgiej pani za kontuarem ani samej szatni. Ale placki zostały. Równie pyszne. Serio. I nie jest to jakaś tania ( dlaczego tania?!) kryptoreklama, ale fakt niezaprzeczalny. W porównaniu do ulubionego dania z młodości, w dzisiejszych plackach nie wyczułem tych pesteczek nie wiadomo z czego. Ale poza tym, prima sort! Iwonka, dziewczę raczej płoche, delikatne i szczuplutkie, swojego nie dojadła. Ja z trudem. A profilaktycznie zamówiliśmy mniejszą wersję dania.

Przez lata mojej nieobecności w mieście, Radom się zmienił. Wypiękniał. Ale to dobrze, że wciąż są tu jeszcze takie miejsca jak Balaton nie Balaton, w których smakując placki, smakuje się wspomnienia przeszłości.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze

Reklama