Zobacz także: Tragedia w Radomiu. Nie żyje dwumiesięczne niemowlę
Niszczycielski pożar w Milejowicach zabrał im wszystko. Firma działa na rynku od 17 lat
W nocy z piątku na sobotę (23-24 stycznia) doszło do tragicznego pożaru dla rodziny Popowiczów. W chwili spłonął warsztat, w którym swoją działalność prowadził Leszek Popowicz. "Mam na imię Hubert i z całego serca proszę o pomoc dla mojego taty i brata, którzy w jednej chwili stracili dorobek życia, miejsca pracy i jedyne źródło utrzymania." - czytamy w opisie zbiórki założonej przez jednego z synów właściciela firmy AL-TRANS.
We wtorek udaliśmy się na miejsce, by porozmawiać z szefem warsztatu, który prowadzi swoją działalność od 17 lat. Jest zrozpaczony, ale zgodził się na rozmowę, by opowiedzieć dokładnie o tym, co wydarzyło się feralnej nocy.

Zobacz także: Waldemar Trelka w Porannej Rozmowie Radia Rekord i Telewizji Dami: likwidacja 1/3 szpitali, w tym głównie szpitali powiatowych, to program polskiego rządu [WIDEO]
Wstrząsające sceny. "Próbowałem odpalić ten pojazd i uratować go z płonącego warsztatu"
- Dostałem telefon z ochrony o godzinie 1:20 w nocy, że jest sabotaż na czujkach. Postanowiłem szybko przyjechać do warsztatu - powiedział nam Popowicz, właściciel firmy AL-TRANS, który w warsztacie naprawiał samochody ciężarowe, busy oraz maszyny budowlane. W tylnej części warsztatu znajdował się magazyn sklepu internetowego, który prowadził jego syn.
- Przyjechałem i gdy otworzyłem drzwi, z warsztatu wylatywał już ciemny dym. Próbowałem odpalić to Volvo, żeby uratować je z tego płonącego warsztatu, ale już nie mogłem go odpalić, bo stopiła się obudowa filtra. Pojazd odpalał i od razu gasł. Gdybym wyprowadził ten samochód, to mógłbym próbować uratować następny, ale nie dało rady odpalić tego pierwszego auta i spłonęły wszystkie pozostałe - odtworzył dramatyczne wydarzenia Leszek Popowicz.

- Gdy dojechałem na miejsce, zadzwoniłem pod numer "112". Tylko pani działała bardzo opieszale. Najpierw musiała przeprowadzić wywiad środowiskowy i dopiero wezwała straż. Z tego co wiem, straż została poinformowana dopiero o godzinie 1:48. Pierwsza jednostka straży dojechała na miejsce kilkanaście minut później. Poinformowałem od razu strażaków, że w środku znajdują się gazy techniczne i oni wtedy już bardzo ostrożnie rozpoczęli działania - wyjaśnił właściciel warsztatu.
Zobacz także: Warsztat w Milejowicach po niedzielnym pożarze [GALERIA ZDJĘĆ]
Pożar gasiły 22 zastępy straży pożarnej. Akcja trwała niemal do południa
Jak udało nam się ustalić, łącznie na miejscu pracowały 22 zastępy straży pożarnej. Pożar został ugaszony dopiero około 10 rano. W niedzielę 25 stycznia na miejscu pojawili się biegli. Zabezpieczyli niezbędne dowody i obecnie pracują nad ustaleniem oficjalnych przyczyn pożaru - W niedzielę na miejscu było dwóch biegłych, było także dwóch policjantów, jeden z nich z kryminalistyki - przyznał nasz rozmówca.
- Łącznie w warsztacie znajdowało się trzynaście pojazdów mechanicznych. Spłonęły wszystkie poza samochodem ciężarowym marki Volvo. Uratowała się jeszcze jedna koparka i dwa wózki widłowe - dodał ze łzami w oczach. - Nie byłem właścicielem budynku, dlatego nie mogłem budynku ubezpieczyć. Jestem tylko najemcą budynku, dlatego miałem ubezpieczenie na powierzony sprzęt i na wyposażenie warsztatowe - wytłumaczył. - Obecnie muszę zgłosić szkodę do ubezpieczalni. Dotychczas tego nie zrobiłem, bo czekałem na oględziny biegłych. Teraz zgłoszenie, mam nadzieję, że jak najszybciej przyjadą na oględziny, by móc dalej coś z tym robić i dalej działać - zapowiedział Popowicz.
Zobacz także: 7-letni bohater z Radomia uratował swoją mamę. Czekała na niego wyjątkowa niespodzianka
- Moja firma istnieje ponad 17 lat. Cały czas naprawialiśmy tylko samochody ciężarowe i busy. W tym miejscu pracowaliśmy piąty rok. Mnie się pracowało tutaj dobrze. Zawsze pracowałem do późna, zawsze byłem do dyspozycji klientów. Pomagałem im niezależnie od tego, czy to była awaria na drodze, czy po prostu przyprowadzali samochody na miejsce - wspominał właściciel firmy AL-TRANS.
W pożarze ucierpiała także znajdująca się obok firma, która zajmuje się precyzyjną, zautomatyzowaną obróbką materiałów takich jak metale, tworzywa sztuczne i drewno za pomocą maszyn sterowanych komputerowo (frezarki, tokarki).

Ruszyła pomoc. "W jednej chwili tata i brat stracili miejsca pracy, źródła dochodu i poczucie bezpieczeństwa"
Na ratunek błyskawicznie ruszył jeden z synów właściciela firmy AL-TRANS, Hubert Popowicz, który założył zbiórkę na portalu pomagam.pl. Towarzyszy jej poruszający opis tragedii, jaka dotknęła rodzinę. "W jednej chwili mój tata i brat stracili miejsca pracy, źródło dochodu i poczucie bezpieczeństwa. To nie była tylko firma - to był dorobek 17 lat ciężkiej pracy, pasji i poświęcenia" - czytamy w opisie.
"Każda, nawet najmniejsza wpłata, daje nam nadzieję, że uda się podnieść po tej tragedii. Dziękujemy z całego serca za każdą formę wsparcia, udostępnienie i dobre słowo." - napisał założyciel zbiórki.
- Dziękuję każdemu, kto dołożył do tego choćby cegiełkę. To świadczy o tym, że są na świecie jeszcze normalni ludzie, którzy chcą pomóc - dodał wzruszony właściciel firmy AL-TRANS. - Synowie mi pomagają. To oni założyli tę zbiórkę. Chcę odbudować ten warsztat, bo naprawianie samochodów ciężarowych to była moja pasja - zakończył zrozpaczony Leszek Popowicz.
![Dramatyczny pożar zabrał ich marzenia. Właściciel ujawnił szczegóły [TYLKO U NAS] Dramatyczny pożar zabrał ich marzenia. Właściciel ujawnił szczegóły [TYLKO U NAS]](https://static-radom.cozadzien.pl/data/articles/xl-dramatyczny-pozar-zabral-ich-marzenia-wlasciciel-ujawnil-szczegoly-tylko-u-nas-1769595746.jpg)


![Dramatyczny pożar zabrał ich marzenia. Właściciel ujawnił szczegóły [TYLKO U NAS] Dramatyczny pożar zabrał ich marzenia. Właściciel ujawnił szczegóły [TYLKO U NAS]](https://static-radom.cozadzien.pl/data/articles/sm-16x9-dramatyczny-pozar-zabral-ich-marzenia-wlasciciel-ujawnil-szczegoly-tylko-u-nas-1769595746.jpg)











Napisz komentarz
Komentarze