Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord Radom 29 lat z Wami Radio Rekord Radom 29 lat z Wami
środa, 28 stycznia 2026 14:43
Reklama Czarno Białe sprzątanie profesjonalne

Dramatyczny pożar zabrał ich marzenia. Właściciel ujawnił szczegóły [TYLKO U NAS]

W nocy z soboty na niedzielę w Milejowicach przy ul. Radomskiej spłonął warsztat, w którym od kilku lat swoją działalność prowadziła firma AL-TRANS. W środku znajdowało się kilkanaście pojazdów, które również zostały strawione przez ogień. Właściciel, Leszek Popowicz, jest załamany. Na pomoc ruszyli synowie, którzy uruchomili internetową zbiórkę. W środowy poranek zebrana kwota przekroczyła już 60 tys. złotych. - To świadczy o tym, że są jeszcze na świecie dobrzy ludzie - mówi ze łzami w oczach wzruszony właściciel.
Dramatyczny pożar zabrał ich marzenia. Właściciel ujawnił szczegóły [TYLKO U NAS]

Autor: CoZaDzień.pl/Piotr Nowakowski

Zobacz także: Tragedia w Radomiu. Nie żyje dwumiesięczne niemowlę

Niszczycielski pożar w Milejowicach zabrał im wszystko. Firma działa na rynku od 17 lat

W nocy z piątku na sobotę (23-24 stycznia) doszło do tragicznego pożaru dla rodziny Popowiczów. W chwili spłonął warsztat, w którym swoją działalność prowadził Leszek Popowicz. "Mam na imię Hubert i z całego serca proszę o pomoc dla mojego taty i brata, którzy w jednej chwili stracili dorobek życia, miejsca pracy i jedyne źródło utrzymania." - czytamy w opisie zbiórki założonej przez jednego z synów właściciela firmy AL-TRANS.

We wtorek udaliśmy się na miejsce, by porozmawiać z szefem warsztatu, który prowadzi swoją działalność od 17 lat. Jest zrozpaczony, ale zgodził się na rozmowę, by opowiedzieć dokładnie o tym, co wydarzyło się feralnej nocy. 

Leszek Popowicz, właściciel firmy AL-TRANS w rozmowie z Rekord Grupą Mediową (fot. CoZaDzień.pl/Piotr Nowakowski)

Zobacz także: Waldemar Trelka w Porannej Rozmowie Radia Rekord i Telewizji Dami: likwidacja 1/3 szpitali, w tym głównie szpitali powiatowych, to program polskiego rządu [WIDEO]

Wstrząsające sceny. "Próbowałem odpalić ten pojazd i uratować go z płonącego warsztatu"

- Dostałem telefon z ochrony o godzinie 1:20 w nocy, że jest sabotaż na czujkach. Postanowiłem szybko przyjechać do warsztatu - powiedział nam Popowicz, właściciel firmy AL-TRANS, który w warsztacie naprawiał samochody ciężarowe, busy oraz maszyny budowlane. W tylnej części warsztatu znajdował się magazyn sklepu internetowego, który prowadził jego syn.

- Przyjechałem i gdy otworzyłem drzwi, z warsztatu wylatywał już ciemny dym. Próbowałem odpalić to Volvo, żeby uratować je z tego płonącego warsztatu, ale już nie mogłem go odpalić, bo stopiła się obudowa filtra. Pojazd odpalał i od razu gasł. Gdybym wyprowadził ten samochód, to mógłbym próbować uratować następny, ale nie dało rady odpalić tego pierwszego auta i spłonęły wszystkie pozostałe - odtworzył dramatyczne wydarzenia Leszek Popowicz. 

Samochód ciężarowy marki Volvo, który udało się uratować z płonącego warsztatu (fot. CoZaDzień.pl/Piotr Nowakowski)

- Gdy dojechałem na miejsce, zadzwoniłem pod numer "112". Tylko pani działała bardzo opieszale. Najpierw musiała przeprowadzić wywiad środowiskowy i dopiero wezwała straż. Z tego co wiem, straż została poinformowana dopiero o godzinie 1:48. Pierwsza jednostka straży dojechała na miejsce kilkanaście minut później. Poinformowałem od razu strażaków, że w środku znajdują się gazy techniczne i oni wtedy już bardzo ostrożnie rozpoczęli działania - wyjaśnił właściciel warsztatu. 

Zobacz także: Warsztat w Milejowicach po niedzielnym pożarze [GALERIA ZDJĘĆ]

Pożar gasiły 22 zastępy straży pożarnej. Akcja trwała niemal do południa

Jak udało nam się ustalić, łącznie na miejscu pracowały 22 zastępy straży pożarnej. Pożar został ugaszony dopiero około 10 rano. W niedzielę 25 stycznia na miejscu pojawili się biegli. Zabezpieczyli niezbędne dowody i obecnie pracują nad ustaleniem oficjalnych przyczyn pożaru - W niedzielę na miejscu było dwóch biegłych, było także dwóch policjantów, jeden z nich z kryminalistyki - przyznał nasz rozmówca. 

- Łącznie w warsztacie znajdowało się trzynaście pojazdów mechanicznych. Spłonęły wszystkie poza samochodem ciężarowym marki Volvo. Uratowała się jeszcze jedna koparka i dwa wózki widłowe - dodał ze łzami w oczach. - Nie byłem właścicielem budynku, dlatego nie mogłem budynku ubezpieczyć. Jestem tylko najemcą budynku, dlatego miałem ubezpieczenie na powierzony sprzęt i na wyposażenie warsztatowe - wytłumaczył. - Obecnie muszę zgłosić szkodę do ubezpieczalni. Dotychczas tego nie zrobiłem, bo czekałem na oględziny biegłych. Teraz zgłoszenie, mam nadzieję, że jak najszybciej przyjadą na oględziny, by móc dalej coś z tym robić i dalej działać - zapowiedział Popowicz.

Zobacz także: 7-letni bohater z Radomia uratował swoją mamę. Czekała na niego wyjątkowa niespodzianka

- Moja firma istnieje ponad 17 lat. Cały czas naprawialiśmy tylko samochody ciężarowe i busy. W tym miejscu pracowaliśmy piąty rok. Mnie się pracowało tutaj dobrze. Zawsze pracowałem do późna, zawsze byłem do dyspozycji klientów. Pomagałem im niezależnie od tego, czy to była awaria na drodze, czy po prostu przyprowadzali samochody na miejsce - wspominał właściciel firmy AL-TRANS.

W pożarze ucierpiała także znajdująca się obok firma, która zajmuje się precyzyjną, zautomatyzowaną obróbką materiałów takich jak metale, tworzywa sztuczne i drewno za pomocą maszyn sterowanych komputerowo (frezarki, tokarki). 

Warsztat w Milejowicach po tragicznym pożarze (fot. CoZaDzień.pl/Piotr Nowakowski)

 

Ruszyła pomoc. "W jednej chwili tata i brat stracili miejsca pracy, źródła dochodu i poczucie bezpieczeństwa"

Na ratunek błyskawicznie ruszył jeden z synów właściciela firmy AL-TRANS, Hubert Popowicz, który założył zbiórkę na portalu pomagam.pl. Towarzyszy jej poruszający opis tragedii, jaka dotknęła rodzinę. "W jednej chwili mój tata i brat stracili miejsca pracy, źródło dochodu i poczucie bezpieczeństwa. To nie była tylko firma - to był dorobek 17 lat ciężkiej pracy, pasji i poświęcenia" - czytamy w opisie. 

"Każda, nawet najmniejsza wpłata, daje nam nadzieję, że uda się podnieść po tej tragedii. Dziękujemy z całego serca za każdą formę wsparcia, udostępnienie i dobre słowo." - napisał założyciel zbiórki. 

- Dziękuję każdemu, kto dołożył do tego choćby cegiełkę. To świadczy o tym, że są na świecie jeszcze normalni ludzie, którzy chcą pomóc - dodał wzruszony właściciel firmy AL-TRANS. - Synowie mi pomagają. To oni założyli tę zbiórkę. Chcę odbudować ten warsztat, bo naprawianie samochodów ciężarowych to była moja pasja - zakończył zrozpaczony Leszek Popowicz. 

 

Powiązane galerie zdjęć:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze

Reklama