Trener Dariusz Banasik nie mógł przeboleć porażki w meczu siatkonogi. Wszystko dlatego, że jak sam przyznaje, dawniej uchodził za mistrza tej gry. - Tyle gwiazd co ja ograłem, połowa w Ekstraklasie gra! - chwalił się w żartach szkoleniowiec Radomiaka. W Villafranca di Verona trener przebywał kilka lat temu z zespołem Młodej Ekstraklasy Legii Warszawa. - Michał Kopczyński, Dominik Furman, Rafał Wolski, to była bardzo mocna drużyna - wylicza swoich podopiecznych szkoleniowiec "Zielonych". Podopiecznych, a zarazem też tych, których zostawił w pokonanym polu właśnie podczas rozgrywek popularnej siatkonogi. Co ciekawe, stołeczny klub rywalizował wtedy z Interem Mediolan, który... musiał uznać wyższość Legii. - "Kopa" strzelił wtedy gola i wygraliśmy 1:0 - wspomina Banasik.
Nieoficjalnie ustalono już kolejną datę rozgrywek w siatkonogę. Rywalizacja ma zostać wznowiona w sobotę i znów możemy spodziewać się emocji. Sztab szkoleniowy przyjął wyzwanie zawodników, ale nietypowe ultimatum dostał Karol Kucharski. Obrońca nie może grać... głową. - Ja cie obserwowałem, ty tylko głową grasz, to nie fair jest - żartował Maciej Lesisz.
Szkoleniowcy Radomiaka postanowili też sprawdzić, z jakimi wyzwaniami muszą mierzyć się ich podopieczni podczas treningów. Dariusz Banasik, Maciej Lesisz i Jakub Studziński ćwiczyli ze specjalnymi sankami z przymocowanym ciężarem. Sztab zgodnie przyznał, że to ćwiczenie do łatwych nie należy. Przebiegnięcie całego boiska z takim obciążeniem to nie lada wyzwanie. - Idzie w nogi, ale za to po zdjęciu obciążenia biega się lżej niż przed tym treningiem - przyznali.



- Tu podaj, tu podaj!
- Sam sobie podaj i tak byś to...
No właśnie.





- Trener? - spytałem.
- Nieee, skaut - odpowiedział Meik.
Była moda na Hiszpanów, którzy do Polski trafiają już chyba razem z pomarańczami, to teraz czas przygotować się na wagon młodych Szwajcarów. Oby chociaż przywieźli ze sobą zegarki...
















Napisz komentarz
Komentarze