W tym meczu powinno być wesoło, bo Radomiak jest w gazie, a drużyna z Trójmiasta to takie polskie Atletico Madryt. Nie znosi półśrodków. Równie wiele goli strzela, co traci. Nie kalkuluje.
Ale to dopiero będzie. Tymczasem za nami konfrontacja Radomian z Wisłą w Płocku. Chociaż od tego meczu minęło kilka dni, to kibice ciągle żyją drugą wygraną RKS-u z rzędu.
Jadąc do redakcji w autobusie byłem świadkiem rozmowy dwóch fanów Zielonych. Kibiców, którzy, sądząc po ich fizjonomiach, na niejednym meczu zęby zjedli, albo je stracili broniąc ukochanych barw. Mniejsza o to. W każdym razie panowie dobrze po czterdziestce dyskutowali o trenerach Radomiaka. Byłym - Gonzalo Feio i obecnym Bruno Baltazarze.
O tym drugim wypowiadali się z neutralną życzliwością, a o Feio z zachwytem. Doszli do wspólnego wniosku, że z „Gonzem” Zieloni graliby teraz nie o utrzymanie, ale o pierwszą trójkę ligi i awans do europejskich pucharów. Mężczyźni wychwalali krewkiego brodacza niemożebnie. Że taki charakterny, że to dobrze, iż wszyscy się go bali, że nie pękał przed nikim i nikomu nie dawał sobie w kaszę dmuchać. Z ich rozmowy wynikało, że ten Feio to "sztywny” gość.
Mam na temat Gonzalo odrobinę inne zdanie. Znam go z czasów, kiedy za rządów Stanisława Czerczesowa był w Legii analitykiem. Na meczach przy Łazienkowskiej siedzieliśmy w sąsiednich boksach. Zawsze grzeczny, z daleka się kłaniał. W życiu bym nawet nie pomyślał, że drzemie w nim tak ciemna, wręcz psychopatyczna natura…
Nie wiem, czy z Feio Radomiak walczyłby o puchary. To zresztą już nieistotne. Patrząc na to, jak teraz wygląda drużyna, to nawet dobrze, że Portugalczyk dostał w Radomiaku to, na co solidnie przez ostatnie miesiące pracował. W Motorze Lublin, gdzie walnął prezesa kuwetą na dokumenty, czy w Legii. Tam ludzie mający z nim kontakt przed wejściem do klubu brali leki uspokajające. W Radomiu też fikał okrutnie, aż nadział się, w dosłownym tego słowa znaczeniu, na radnego Wójcika. A w zasadzie jego piąchę. I wtedy okazało się, że ten Feio jest mocny wyłącznie do słabszych. Do takich, którzy mu nie odszczekną, nie postawią się. A jak ktoś odpowie mu tak, jak na to zasłużył, to kuli ogon pod siebie i ucieka. Tak Jak z Radomiaka.
Nie jestem zwolennikiem rozwiązywania sporów przez dawanie sobie w mazak, ale niech ta lekcja czegoś „Gonzusia” nauczy. Może zejdzie na ziemię i zamiast prowadzić wojnę ze wszystkimi, skoncentruje się na trenowaniu. Bo w tym jest niezły.
Mimo, że Feio zna się na swoim fachu, to nie wiem, czy na tę chwilę bardziej by Radomiakowi pomagał, czy… szkodził. Kiedy drużyna gra o ligowe życie nadmierna presja narzucana przez trenera często przynosi odwrotny skutek. Przemotywowanie może paraliżować. Ciśnienie wytworzone przez szkoleniowca, nieustanne krzyki i pretensje mogą działać na zespół destrukcyjnie.
Nie wiem, czy Bruno Baltazar ma lepszy warsztat, niż jego poprzednik. O to trzeba by zapytać zawodników. Jestem natomiast pewien, że nie ma w głowie takiego bałaganu, jak Feio. Imponuje spokojem. I tym bije „Gonza” na głowę.
Nie byłem entuzjastą powrotu Baltazara. Smutny, jak zimowy wieczór na Marii Gail, trener musiał mieć potężną traumę, bo przychodził na Struga z etykietką gościa, który przez półtora roku nie potrafił wygrać meczu…
Ale nie krzyczał, nie skakał, nie rwał się do bicia wszystkich wokół, tylko zaczął spłacać dług wobec klubu, który wyciągnął go z zawodowego niebytu. Portugalczyk zabrał się do roboty i tak wpłynął na piłkarzy, że zaczęło im się chcieć. Jeżeli wysoki mental podtrzyma i w meczu z Lechią, to będzie dobrze.
Ale nawet zakładając, że Radomiak się utrzyma, czego jestem pewien!, to przyszłość cichego Bruna w RKS-ie pozostaje niewiadomą. Jak opowiadał mi kiedyś Leszek Ojrzyński, kumpel ze studiów obu wymienionych, to Grzegorz Gilewski i Maciej Skorża w akademickich czasach marzyli, że pierwszy będzie rządził Radomiakiem, a drugi zostanie jego trenerem. Co do pana Grzegorza, to już się dokonało. Ostatnio pan Maciej rozstał się z japońską Urawą, więc może już za miesiąc i młodzieńcze pragnienie trenera się spełni...
ZOBACZ TAKŻE:














Napisz komentarz
Komentarze