Wszystkowiedzący trąbią, że oferta jest już na stole i opiewa na 400 tysięcy euro. Na tyle potencjalni kupcy z Lublina wycenili piłkarską wartość Luquinhasa. Tacy, co to wszystko wiedzą lepiej puszczają w świat plotki, że jeżeli milioner Zbigniew Jakubas z tylnej kieszeni wyciągnie stówkę lub dwie więcej, to klub ze Struga spakuje Luquinhasa zapłaci za jego taksówkę do Lublina i jeszcze mu pomacha chusteczką na pożegnanie.
Myślę, że Radomiak puściłby pomocnika za owe 400 tysięcy euro, o których się plotkuje. Tyle, że zainteresowanie Motoru filigranowym „grajkiem” to jedynie fakt medialny, bo nikt, ani oficjalnie o niego nie pytał, ani ŻADNA oferta kupna nie wpłynęła.
Czy ewentualny transfer wychodzący Luquinhasa będzie dla Radomiaka poważnym uszczerbkiem? W teorii na pewno. Bo Brazylijczyk to piłkarz z wizją, kreator. Tylko szkoda, że przy Struga tak rzadko to pokazywał… Liczby z ostatniego półrocza, które spędził w Radomiu, ma mocno przeciętne. Jeden gol, fakt że zwycięski w meczu „za sześć” punktów z Widzewem, ale zawsze to tylko jeden gol… Do tego zero asyst. ZERO! Przez całą rundę wiosenną.
Jeżeli dodamy do tego fakt, że jest jednym z najlepiej zarabiających, jeśli nie liderem listy płac, w drużynie, to… rąsia, goździk, klubowy znaczek w klapę i szerokiej drogi.
Nie czarujmy się. Radomiak podobnie, jak trzy czwarte klubów Ekstraklasy żyje z eksportu piłkarzy. Schemat jest prosty: znaleźć dobrego anonima, dać platformę, czyli drużynę, do wypromowania się i dobrze, czyli drogo sprzedać.
I nie ma nic złego w tym, że odejdzie Luqinhas, Maurides czy Wolski. W realiach polskiej ligi każda z takich „gwiazd” jest do zastąpienia.
Więcej, jeżeli ma to zapewnić spokojne funkcjonowanie klubowi, to niech Luquinhas odjedzie na tym Motorze nawet dziś.
Nie rozumiem również biadolenia z powodu rezygnacji Radomiaka ze zgrupowania w Warce. Na logikę, po co jechać pięćdziesiąt kilometrów i siedzieć w jakichś borach i lasach za towarzystwo mając jedynie klacze ze znajdującej się na terenie ośrodka stadniny, skoro można ćwiczyć u siebie, na świetnie przygotowanych boiskach w kompleksie treningowym na Koniówce?
Argumenty, że pobyt w głuszy, w odseparowaniu od pokus świata zewnętrznego, pomoże w koncentracji, uważam za chybione. Dziś piłkarz sam musi siebie pilnować. Zabaluje? Niedośpi? Porządnie nie zje? To będzie słaby. A wtedy straci miejsce w składzie. A jak nie będzie grał, to nie zarobi. Proste.
A poza tym Radom to nie Nowy Jork i zabawić się tu jakoś specjalnie nie ma gdzie. Zwłaszcza jeśli pan piłkarz chce pozostać anonimowy.
ZOBACZ TAKŻE:

Napisz komentarz
Komentarze