Trener Bruno Baltazar na przedmeczowej konferencji prasowej przed starciem z Widzewem podkreślał, że drużyna wie ile waży sobotnie spotkanie. Mówił też, że drużyna wyciągnęła wnioski z poprzedniego słabego spotkania z Zagłębiem Lubin, w którym Radomiak nie oddał nawet jednego celnego strzału. Portugalski szkoleniowiec zamieszał w wyjściowym składzie, w którym nastąpiło pięć zmian - na ławce zasiedli Joao Pedro, Romario Baro, Maurides i Ibrahima Camara, a za kartki pauzował Adrian Dieguez. W ich miejsce w pierwszej jedenastce znaleźli się Zie Ouattara, Steve Kingue, Christos Donis, Abdoul Tapsoba i Elves Balde.
Również kibice byli mocno zmotywowani przed tym spotkaniem. Fani Zielonych zorganizowali nawet wspólny przemarsz na stadion spod placu Corazziego. Co prawda do zakończenia sezonu pozostało przed tym starciem jeszcze sześć kolejek, ale wszyscy w Radomiu mieli świadomość, że jest to mecz o życie. Zarówno dla jednych, jak i dla drugich.
Widzew zaczął od uderzenia Emila Kornviga już po kilku sekundach, było to jednak uderzenie niecelne. Pierwsze minuty to badanie się z obu stron. Widzew jednak przez chwilę sprawiał wrażenie drużyny aktywniejszej. To Łodzianie, jako pierwsi celnie strzelali w tym spotkaniu - najpierw Sebastian Bergier, a chwilę później Lindon Selahi - w obu przypadkach jednak dobrze interweniował Filip Majchrowicz. Jak się potem okazało, więcej razy celnie już w tym meczu goście na bramkę Majchrowicza nie strzelili.
Radomiak grał dość niechlujnie. Zielonym brakowało dokładności i spokoju - na przykład w 20. minucie, kiedy to w całkiem niezłej sytuacji w polu karnym rywali znalazł się Elves Balde. Jego strzał byłby jednak dobry, gdyby przy Struga odbywał się mecz futbolu amerykańskiego lub rugby, a nie piłki nożnej. Pierwsze uderzenie gospodarze oddali po pół godzinie gry - Balde tym razem z ostrego kąta zmusił do interwencji Bartłomieja Drągowskiego, ale ten skutecznie odbił futbolówkę.
Całkiem ładną akcję miejscowi przeprowadzili w 33. minucie - Luquinhas uruchomił Jana Grzesika, ten wyłożył w pole karne, ale zabrakło celnego uderzenia. W 38. minucie piłka zatrzepotała w bramce Drągowskiego i stadion przez chwilę eksplodował. Trwało to jednak zaledwie kilka sekund, bo sędzia Przybył anulował trafienie - Vasco Lopes był na pozycji spalonej w momencie podania od Zie Ouattary. Gospodarze trochę się rozkręcili. W końcówce stworzyli kolejną okazję - po dograniu Rafała Wolskiego strzelał głową niecelnie Abdoul Tapsoba, a chwilę później strzał Jana Grzesika został zablokowany. Do przerwy goli jednak nie było.
Drugą połowę Radomianie otworzyli z większym animuszem. Po kilkunastu sekundach celny strzał Grzesika wyłapał golkiper Widzewa. Obaj zawodnicy spotkali się kilka minut później na piątym metrze. Z bliskiej odległości zawodnik Radomiaka nie zdołał jednak pokonać Drągowskiego, który popisał się znakomitą interwencją. Jednak nawet gdyby trafił, to gola by nie było, bo Grzesik znalazł się na pozycji spalonej. Za chwilę próbował Lopes, który trafił jednak tylko w boczną siatkę.
Widzew przetrwał trudny moment i odpowiedział - w przeciwieństwie do Radomiaka - skutecznie. W 59. minucie po składnej akcji gości, piłkę do własnej bramki wpakował interweniujący Christos Donis. Jak mówi stare piłkarskie powiedzenie, niewykorzystane okazje lubią się mścić... Zieloni znaleźli się wtedy w piekielnie trudnym położeniu.
Po zdobytym golu Łodzianie się nie cofnęli. Radomiak z kolei wyglądał jakby dostał obuchem w głowę. Podopieczni Baltazara długo nie potrafili się pozbierać.
Przebudzili się dopiero w 80. minucie. Najpierw strzelał wracający po kontuzji Roberto Alves, jednak uderzenie zostało zablokowane. Szwajcar jednak nie dał za wygraną i spróbował raz jeszcze chwilę później - tym razem już był skuteczny strzelając pięknie sprzed pola karnego! Piłka wylądowała w bramce, a stadion eksplodował z radości - 1:1! Za chwilę doszło do spięcia pomiędzy zawodnikami obu drużyn przy linii bocznej, co pokazało jak ważny jest ten mecz. Posypały się żółte kartki.
Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry po strzale głową w słupek trafił Maurides - zabrakło niewiele. Zieloni mieli jeszcze okazje w doliczonym czasie - Samuel Kozlovsky zagrał piłkę ręką przed własnym polem karnym. I to był kluczowy moment! Alves uderzył z rzutu wolnego w mur, a odbitą piłkę przejął Wolski i od razu spróbował strzału. Futbolówka po rykoszecie trafiła Salifou Soumaha w bocznym sektorze pola karnego, ten huknął w poprzeczkę, a całą akcję z bliska kolanem wykończył Luquinhas. Radość przy Struga była niesamowita, stadion wręcz zadrżał w posadach! Gospodarze dowieźli ten wynik do końca i po meczu długo cieszyli się wraz z kibicami.
To zwycięstwo wywindowało Radomian na dziesiąte miejsce w tabeli! Mają obecnie na koncie 37 punktów. Do zakończenia sezonu pozostało już tylko pięć kolejek. Radomiak zmierzy się jeszcze z Wisłą Płock (wyjazd), Lechią Gdańsk (dom), Cracovią (wyjazd), Lechem Poznań (dom) i Górnikiem Zabrze (wyjazd).
Radomiak Radom - Widzew Łódź 2:1 (0:0)
Bramki: Alves 80', Luquinhas 90+3' - Donis (samobójcza) 60'.
Radomiak: Majchrowicz - Ouattara, Kingue, Blasco, Grzesik, Donis, Wolski (90+4' Camara), Luquinhas, Lopes (70' Alves), Balde (60' Soumah), Tapsoba (70' Maurides).
Widzew: Drągowski - Isaac (90+3' Żyro), Kapuadi, Wiśniewski, Kozlovsky, Kornvig, Selahi, Shehu (68' Lerager), Alvarez, Bergier, Fornalczyk (86' Bukari).
Żółte kartki: Balde, Wolski, Ouattara, Maurides - Żyro, Wiśniewski.
Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork).














Napisz komentarz
Komentarze