Radomski HydroTruck podchodził do rewanżowego starcia w dwumeczu pierwszej rundy fazy play-off drugiej ligi z nieznaczną przewagą. W Pruszkowie podopieczni Piotra Kardasia pokonali rywali 69:64 i przed drugim starciem mieli pięć "oczek" przewagi. Radomianie byli faworytem, tym bardziej, że fazę zasadniczą zakończyli w grupie B na drugiej lokacie, a Znicz był siódmy. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna.
Początek nie zapowiadał klęski. Zaczęło się od wyrównanej walki, a potem HydroTruck odskoczył na cztery punkty (12:8). Z czasem jednak ekipa z Pruszkowa zaczęła przejmować inicjatywę. Jeszcze przed końcem pierwszej odsłony odwróciła wynik i objęła prowadzenie (17:21). W drugiej kwarcie Znicz dalej miał przewagę, jednak HydroTruck trzymał dystans (37:40). Jeszcze przed przerwą jednak goście dorzucili pięć "oczek" i po 20 minutach prowadzili ośmioma punktami (37:45). Decydująca była trzecia kwarta, bardzo słaba i przegrana wysoko, 17:30 przez HydroTruck. Znicz zyskał wtedy spokój i kontrolował boiskowe wydarzenia już do końca wygrywając ostatecznie 103:81. Niezwykle skutecznym zawodnikiem w szeregach Znicza był Paweł Łapiński, autor aż 41 punktów!
- Zdecydowanie to dla nas rozczarowanie. W Pruszkowie wypracowaliśmy co prawda niewielką przewagę pięciu punktów, ale uczulałem zawodników, że w dwumeczu to właściwie żadna różnica. To jest kilkadziesiąt sekund gry, więc od początku trzeba było wyjść agresywnie i być skoncentrowanym. Niestety, chyba zostawiliśmy to w szatni. Wiem skąd to się bierze, dla części zawodników to były pierwsze playoffy i było widać stres, ręce momentami się trzęsły. Zdarzały się proste błędy, jak choćby sytuacje, w których mieliśmy piłkę już zebraną pod koszem, a mimo to wybijaliśmy ją sobie nawzajem. Takie rzeczy nie powinny się zdarzać na tym poziomie. Z jednej strony młodych zawodników można w pewnym stopniu usprawiedliwić, bo to dla nich nowe doświadczenie. Z drugiej, więcej oczekiwałem od tych bardziej doświadczonych, którzy mają już za sobą sezony w pierwszej lidze. Mam wrażenie, że po meczu w Pruszkowie za szybko uwierzyli, że to już jest rozstrzygnięte. Trzeba też oddać rywalowi, że zagrał dziś bardzo dobre spotkanie. Pruszków był skuteczny, szczególnie za trzy punkty, i grał bardzo agresywnie. To było zasłużone zwycięstwo - powiedział po meczu Piotr Kardaś, trener HydroTrucku
W dwumeczu Pruszkowianie byli lepsi o 17 "oczek" i to oni awansowali do kolejnej fazy play-off. Dla HydroTrucku oznacza to koniec sezonu. Choć przystępował on do pierwszej rundy play-offów w roli faworyta.
- Patrząc szerzej, to był dla nas bardzo dobry sezon zasadniczy. 24 zwycięstwa, 6 porażek, drugie miejsce w bardzo mocnej grupie. Pokazaliśmy, że potrafimy regularnie wygrywać. Oczywiście teraz jest rozczarowanie, ale to też lekcja. Ci młodzi zawodnicy muszą przez takie momenty przejść, żeby w przyszłości dawać nam więcej radości. Nie zamierzam nikogo rozliczać na gorąco, bo wiem, ile pracy i serca włożyli w ten sezon. Wszyscy chcieli wygrać, po prostu czegoś zabrakło. Za kilka dni spokojnie to przeanalizujemy i wyciągniemy wnioski. Już teraz mogę powiedzieć, że organizacyjnie musimy szybko określić, w jakim miejscu będziemy przed kolejnym sezonem. To będzie kluczowe. Będę rozmawiał z zawodnikami i oczekuję konkretnych deklaracji, kto chce z nami zostać. Nie zamierzamy czekać do sierpnia. Zabieramy się do roboty jeszcze w kwietniu - podkreślił trener i jednocześnie prezes radomskiego klubu.
HydroTruck Radom - Znicz Basket Pruszków 81:103 (17:21, 20:24, 17:30, 27:28)
HydroTruck: Wydra 25, Rojek 17, Miroszniczenko 15, Ziółko 10, Kręgiel 4, Łagowski 3, Wall 3, Indyka 2, Wiśniewski 2, Garita, Zaręba.
Znicz: Łapiński 41, Bilko 16, Michalski 14, Jankowski 13, Gomółka 8, Hablera 5, Zawarczyński 2, Tomaszewski 2, Górski 2, Zarychta, Pawłowski.
W pierwszym starciu: 69:64 dla HydroTrucku.
Awans po dwumeczu: Znicz Basket Pruszków















Napisz komentarz
Komentarze