Wtorkowa, nadzwyczajna, sesja została zwołała na wniosek prezydenta, a radni mieli się zająć zmianami w tegorocznym budżecie, zmianą Wieloletniej Prognozy Finansowej Gminy Miasta Radomia na lata 2018-2040 i rozpatrzeć uchwałę w sprawie emisji obligacji komunalnych. Najważniejsze były dwie kwestie – umożliwienie prezydentowi zaciągnięcia krótkoterminowej pożyczki do kwoty 50 mln zł i emisja obligacji na kwotę 39 mln 550 tys. zł. O to samo prezydent zwracał się do radnych poprzedniej kadencji przed dwoma tygodniami, ale – przypomnijmy – wszystkie projekty uchwał zostały odrzucone.
W imię dobrej współpracy
- Zatwierdzone w uchwale budżetowej przez radę miejską wydatki były wyższe od planowanych dochodów. Jednocześnie, w tej samej uchwale był zapis, że różnica, czyli deficyt zostanie pokryta kredytem. Ostatecznie zdecydowaliśmy o zamianie kredytu na obligacje, ponieważ jest to prostsza i szybsza metoda pozyskania pieniądza. Propozycja emisji obligacji nie jest więc niczym nowym czy niespodziewanym. Jest to tylko wykonanie tego, do czego radni zobowiązali prezydenta w uchwale budżetowej ze stycznia – tłumaczyła Katarzyna Piechota-Kaim z biura prasowego magistratu.
Na wtorkowe posiedzenie przyszli nie tylko radni. Zjawiło się też kilkudziesięciu dyrektorów szkół i miejskich placówek kultury, prezesi spółek i dyrektorzy wydziałów. A to dlatego, że Karol Gutkowicz na konferencji prasowej kilka dni temu zaapelował do prezydenta, by zaprosił na sesję pracowników samorządowych, bo „niewykluczone, że będziemy mieć do nich szczegółowe pytania”. - Ponieważ pan radny Gutkowicz apelował o zaproszenie tych osób, to - w imię dobrej współpracy - zaprosiłem – wyjaśnił prezydent Radosław Witkowski.
Na pensje zabraknie w styczniu
Prezydent przypomniał, że w poprzednich kadencjach prezydent miał możliwość zaciągania krótkoterminowych zobowiązań do wysokości 50 mln zł. Bo tak się zwykle dzieje pod koniec roku, że „moment dokonywania wydatków nie pokrywa się z terminem realizacji dochodów”. Miasto musi płacić faktury za rozmaite dostawy, usługi, roboty budowlane, za dostawę mediów, a przede wszystkim – wypłacić wynagrodzenia. Pieniądze do kasy miejskiej na te wydatki wpłyną, ale później. Do końca roku miasto musi mieć prawie 40 mln zł, by pokryć wszystkie zobowiązania. Zdecydowało się na emisję obligacji, bo są tańsze niż kredyt.
- W tym miesiącu zrealizowaliśmy już wypłaty wynagrodzeń, wypłaty grudniowe też nie są zagrożone. Ale kosztem czegoś... Nie zapłacimy np. ZUS-u w grudniu, nie zapłacimy faktur na kwotę 15 mln zł. I będziemy płacić odsetki – mówił prezydent. - A jeśli państwo nie zgodzicie się na emisję obligacji, z wypłatą pensji w styczniu, np. nauczycielom, będzie już problem. To może być czarny scenariusz – nie wyjedzie żaden autobus, nie będzie pieniędzy na odbiór i wywóz śmieci. Kto weźmie za to odpowiedzialność?
Kraina mlekiem i miodem płynąca
- Kto poniesie odpowiedzialność? Pan, panie prezydencie. To pan zarządza miastem – stwierdził Dariusz Wójcik, przewodniczący klubu radnych PiS. - Jak słyszymy wynagrodzenia w sferze budżetowej nie są zagrożone. I bardzo dobrze. Wiedzieliśmy zresztą o tym od początku. Pracownicy budżetówki byli wprowadzeni w błąd. Po co? Podczas kampanii prezydent zapewniał, że Radom to kraina mlekiem i miodem płynąca. A po wyborach nagle zaczęły się problemy. Gdzie podziały się pieniądze? Nie dostaliśmy na to pytanie odpowiedzi.
Kazimierz Woźniak (Bezpartyjni Radomianie) przypominał, że takie „uchwały czyszczące” związane z budżetem pojawiały się na sesji co roku. I powinny być przyjęte bez dyskusji, bo taka jest specyfika końcówki roku – miasto ma wydatki, ale dochody pojawią się dopiero za kilka tygodni. - Panie radny Wójcik, dlaczego pan mówi, że tylko prezydent ponosi odpowiedzialność za miasto? Taką samą odpowiedzialność ponoszą radni – stwierdził Woźniak. - I nikt nie ma prawa zrzucać z siebie tej odpowiedzialności. Zwłaszcza, że radni dostają za swoją pracę wynagrodzenie. Czasami wyższe niż niektórzy obecni tu na sali.
Wypowiedź Woźniaka obecni na sali nagrodzili oklaskami.
Wykreślić!
Klub Prawa i Sprawiedliwości złożył do projektu uchwały dwa wnioski – zaproponował, by wykreślić paragraf mówiący o upoważnieniu prezydenta do zaciągania zobowiązań do wysokości 50 mln zł i punkt dotyczący emisji obligacji. Za wykreśleniem głosowało 14 radnych PiS, dziewięciu z Koalicji Obywatelskiej i Bezpartyjny Radomianin byli przeciw.
Musimy mieć świadomość konsekwencji takich decyzji. Proponuję więcej spokoju i rozsądku – apelował prezydent. - Nie podejmujmy żadnych decyzji pochopnie. Bądźmy konsekwentni, co do tej uchwały budżetowej, którą przyjęliśmy w styczniu. W ten sposób pozbywamy się 40 mln zł dochodu.
Radni – 15 głosami PiS – odrzucili także projekt uchwały w sprawie zmiany WPF i emisji obligacji.
- Przenieśliście tu zwyczaje z Wiejskiej - piszecie wnioski na kolanach, radzicie czwartą, piątą godzinę, a potem idziecie jak walec. Zabraliście z dochodów miasta 40 mln zł, nie wskazując, czym ta kwota zostanie pokryta – mówiła Marta Michalska-Wilk, przewodnicząca klubu radnych Koalicji Obywatelskiej. - Destabilizujecie finanse miasta. Nasuwa się tylko jedno - z terrorystami się nie negocjuje.
Kto przeciwko radzie?
Jej wystąpienie sala nagrodziła gromkimi brawami. Katarzyna Kalinowska (Koalicja Obywatelska) stwierdziła, że radni PiS „chcą postawić prezydenta pod ścianą”. - Waszym celem nie jest dobro mieszkańców. Waszym celem dzisiaj jest to, żeby dostać upragnione stołki i posady – zarzuciła radnym PiS.
- To nie my głosujemy przeciwko panu. To pan jest przeciwko radzie – ripostował Wójcik.
- To wy wystąpiliście przeciwko mieszkańcom Radomia. Nie przeciwko mnie czy panu prezydentowi. Zrobiliście to na złość - odpowiedziała mu Michalska-Wilk.
- Byliśmy już nazwani podpalaczami, niedawno usłyszeliśmy, że przyznaliśmy sobie 500+, teraz jesteśmy terrorystami – wyliczał Wójcik. I zwrócił się do prezydenta: - Nie uda się panu nas zastraszyć.














Napisz komentarz
Komentarze