Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord Radom 29 lat z Wami Radio Rekord Radom 29 lat z Wami
sobota, 2 maja 2026 14:05
Reklama

Ze Słoikiem po Radomiu. Garniturek z pawilonów

Podróż sentymentalna po Radomiu trwa. Po latach odkrywam rodzinne miasto na nowo. I z każdym krokiem coraz bardziej się w nim zakochuję.
Ze Słoikiem po Radomiu. Garniturek z pawilonów
Pawilony przez lata były jednym z charakterystycznych punktów na mapie Radomia.

Był rok 1982. Polscy piłkarze na mundialu w Hiszpanii wywalczyli trzecie miejsce na świecie, a ja szedłem do I Komunii Św. W kapliczce przy ulicy Struga. 

Nawet po tylu latach, kiedy sobie przypomnę tamtą akcję, to śmieję się, jak głupi do sera.

Trwała jedna z prób przygotowujących dzieci do przyjęcia sakramentu. Za rzędami skupionych bardzo młodych ludzi, stali w zwartej grupie rodzice. Jakieś śpiewy, ale szło kulawo. W końcu prowadzący zajęcia ksiądz pyta: „dlaczego was nie słychać? Kto nie śpiewa?”. I wtedy ja z przedostatniego szeregu- buch!, ręka w górę. „ Moja mama nie śpiewa, bo tego nie zna!”

Tłum rodziców w śmiech, mama opowiadała, że gdyby mogła, to ze wstydu wykopałaby tunel i schowała się w nim. A ja dumny i blady, że wspomniałem o rodzicielce. W drodze do domu dostałem niezły ochrzan…

W tamtych czasach nikt nie słyszał o tym, żeby stroje dla „komunistów” szył jeden krawiec. Dziś zwykle polecany przez katechetów. Każdego z nas rodzice ubierali tak, jak chcieli i w to, co udało im się kupić. Ale w konwencji. Dziewczynki, wiadomo. Biała sukienka, jakieś wianuszki, pierduszki. Chłopcy obowiązkowo garniaki. Przyjęło się, że do I Komunii przystępowało się w ciemnych – czarnych lub granatowych ubrankach. U nas jeden chłopak, akurat mój najlepszy wtedy kumpel  Mariuszek, wyłamał się. A właściwie, to wyłamali go rodzice, którzy uznali, że syn musi się wyróżniać i wystroili go we wściekle kremowy garniturek. W kościele Mariuszek świecił tym wdziankiem, jak latarnia na Rozewiu.

Mama Mariusza z dumą zakomunikowała pozostałym rodzicom, że owo modowe dzieło sztuki, w które obuła syna, kupiła w pawilonach.

Pawilony przy Witolda, to wtedy było coś! Takie miniaturowe połączenie bazaru Różyckiego i targu w podwarszawskim Rembertowie. Styl, szyk i klasa. Dla wybranych. Tych z wypchanymi portfelami. Rząd sklepików z odzieżą komunijną, przez moment również z sukniami ślubnymi, a już po upadku komuny także z częściami samochodowymi i akcesoriami militarnymi. Oficjalnie. Zorientowani wiedzieli, że w pawilonach dostaną wszystko. Trzeba było tylko wiedzieć do kogo się zwrócić i o co zapytać.

Za pawilonami co kilka miesięcy rozstawiało swoje klamoty wesołe miasteczko. 

Odkąd sięgałem pamięcią pawilony zawsze były. Idąc z Żeromskiego, przez Witolda do Malczewskiego trzeba było obok nich przejść. Zobaczyć, co nowego na wystawach. W siermiężnych komunistycznych latach pawilony stanowiły symbol czegoś innego. Bardziej kolorowego.

Im człowiek starszy , im większa była świadomość świata, tym bardziej przaśne wydawały mi się pawilony. Ale jakie by nie były, to były. Zawsze! Nie wyobrażałem sobie miasta bez pawilonów. Traktowałem je, jako stały, niezniszczalny, nieprzemijający element przynależny do tego miejsca. Wrośnięty w nie. 

Po latach i powrocie do Radomia, nie mieściło mi się w głowie, że pawilonów może nie być. Że przeminęły, jak woda z saturatora sprzedawana na każdym większym rogu czy placki po węgiersku serwowane w Balatonie. Ani mojej ulubionej potrawy, ani samej knajpy też już zresztą nie ma.

Pojawiła się za to nazwa ulicy prowadzącej z Witolda do Malczewskiego. Ten fragment, gdzie stały pawilony nosi dziś nazwę „Stańczyka”. Zamiast betonowych płyt, między którymi zbierało się błoto, jest normalna, prosta jezdnia. A na rogu Witolda, od biedy można uznać, że w miejscu pawilonów, powstała Galeria Rosa. Z siłownią, sklepami, bankiem. Nowoczesna trzykondygnacyjna budowla zadająca temu miejscu europejskiego sznytu. Nowoczesna, jak dzisiejszy Radom.

Nie wiem, czy brak mi pawilonów. Dziś bardziej zaawansowane architektonicznie są miejskie szalety. Zburzone w 2008 roku sklepiki uświadamiają mi za to, że wszystko przemija. Nie tylko mury. 

ZOBACZ TAKŻE:

 


 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze

Agata 01.05.2026 09:14
Bardzo ładny, ciepły tekst :)

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.
Reklama