Piątek w Villafranca di Verona był dniem kulminacyjnym doskonałej atmosfery podczas obozu. We Włoszech odkryto nowe "drzewo korkowe", Jakub Wawszczyk odkrył w sobie talent płotkarski, a Leandro dał się podpuścić młodszemu koledze.
Szymon Janczyk
16.02.2019 10:40
W sobotnie popołudnie piłkarze Radomiaka wyruszą w drogę powrotną do Polski. Za nimi tydzień, który dał się zawodnikom we znaki, bo treningi były intensywne. Na niektórych działa to jednak motywująco. - Diesel się rozgrzewa dłużej niż benzyna. I ja jestem jak ten diesel, zajechany, ale dopiero teraz się rozgrzałem - tłumaczył Artur Haluch po piątkowej pracy nad grą na linii.
Po krótkich zajęciach piłkarze sami zorganizowali sobie "dogrywkę" poza boiskiem. W tajemniczy sposób zaczęły znikać... buty.
Okazało się, że dąb korkowy nie jest jedynym przedstawicielem flory, z którego uzyskuje się korek. Korki "zakwitły" też na krzewach w Villafranca di Verona.
"Dojrzałe" obuwie "zrywali" z krzewów... ich właściciele.
W zabawie nie brał udziału Rafał Makowski. - Po tym, jak miałem łóżko postawione pionowo, zakopałem topór wojenny... - zdradził sam zainteresowany. Jedni wrzucali buty na krzewy, a drugi obrzucali się... kasztanami. A przynajmniej czymś, co przypominało kształtem i twardością kasztany. Wojna przybrała formę "każdy na każdego", a kilku zawodników popisało się efektownym "headshotami". Oby z taką samą celnością kopali na boisku!
Jedni popisywali się zręcznością, a inni skocznością. Jakub Wawszczyk spojrzał na murek i stwierdził "ja nie przeskoczę"? No i przeskoczył.
Z kolei Dominik Sokół pokazał, jak kontrolować piłkę głową, a Bruno Luz zakładał się z trenerem Maciejem Lesiszem o to, kto lepiej opanuje spadającą z dużej wysokości futbolówkę.
Podczas meczu z Zurichem można się było poczuć jak przy Struga 63. Przynajmniej wtedy, kiedy spojrzało się na zadaszenie trybuny stadionu w Caselle. Był nawet klimatyczny bar, niestety - tym razem zamknięty.
Po meczu zrobiło się trochę nostalgicznie, bo każdy mógł przypomnieć sobie swoje pierwsze kroki w piłkarskiej karierze, obserwując zacięte zmagania kilkuletnich miejscowych chłopców. Boisko całe w piachu? Brak linii, sędziego, narzutek? Co z tego. Piłka i gramy. Czyste piękno futbolu, które chyba każdy z nas zna z autopsji. Brakowało tylko słynnych bramek z plecaków...
A co do kawałów, to po spotkaniu z Zurichem na odwagę zebrał się Filip Świerczyński, który przełamał zasadę o tym, że to starszyzna "wypuszcza" młodzież. Pechowcem okazał się Leandro, który z powagą zameldował się "na dywaniku" u Dariusza Banasika. - Trener chciał rozmawiać. - Ja? Wtedy okazało się, że najlepszy strzelec padł ofiarą żartu kolegi ze sztabu Radomiaka. - Do czego to doszło, żeby młody mnie wypuszczał... Oj przechlapałeś sobie, pamiętaj, jeszcze jeden dzień tu jesteśmy! - odgrażał się w żartach Brazylijczyk.
Trochę szkoda, że nie doszło do ostatecznego starcia w siatkonogę w sztabie szkoleniowym, które wyłoniłoby zwycięzcę rywalizacji. Obydwie strony są jednak zbyt ambitne, żeby odpuścić wygraną, więc pewnie ten pojedynek odbędzie się już w Radomiu. Najpierw jednak zasłużone dwa dni wolnego.