Runda wiosenna rozgrywek 2018/2019 będzie bardzo ważna dla Petera Mazana. Słowak wraca do gry po ciężkiej kontuzji i zamierza ponownie wywalczyć sobie miejsce w podstawowej jedenastce Radomiaka. W ostatnim meczu poprzedniego sezonu, w którym "Zieloni" mierzyli się na wyjeździe z GKS-em Bełchatów, zawodnik zerwał więzadła w kolanie.
Wielu piłkarzy po takiej diagnozie by się załamało, ale nie popularny "Mazi". Słowak od początku ciężko pracował podczas rehabilitacji, aby jak najszybciej wrócić do formy. Teraz jest już o krok od powrotu na boisko. - Głód gry jest bardzo duży. Trwało to pół roku, jeszcze nie jestem gotowy na 100 proc., tak powiedzmy na 90 proc., powoli wracam. Jeszcze tydzień, dwa i będzie dobrze - mówi sam zainteresowany.
Pauza pomocnika trwa już ponad 200 dni, ale zawodnik musi jeszcze chwilę poczekać na występ chociażby w sparingu. - Myślę, że w pierwszych sparingach jeszcze nie zagram, na razie ćwiczę bez kontaktu - tłumaczy.
W trakcie nieobecności Mazana, środek pola Radomiaka przeszedł prawdziwą rewolucję. Zrobił się w nim spory tłok. W tercecie środkowych pomocników jesienią oglądaliśmy młodzieżowców: Michała Kaputa i Macieja Filipowicza, piłkarzy sprowadzonych przez nowego szkoleniowca – Rafała Makowskiego i Meika Karwota, a także Damiana Szuprytowskiego. Słowak nie boi się jednak rywalizacji i chwali swoich klubowych kolegów. - Widziałem, że w środku pola radziliśmy sobie bardzo dobrze. Ten fragment boiska mieliśmy opanowany w każdym meczu, to bardzo istotne. Teraz muszę powalczyć.
29-latek jest jednak pewien, że będzie ważnym punktem Radomiaka w rundzie wiosennej i - parafrazując słynny cytat Mariusza Pudzianowskiego - "tanio skóry nie sprzeda". - Nie odpuszczę, znacie mój charakter (śmiech). Jak będę gotowy na 100 proc., to myślę, że będę grał - przyznaje.
A charakter Petera faktycznie zna każdy. Nie tylko kibice i koledzy z boiska, ale przede wszystkim rywale. Pomocnik ma opinię walczaka nie bez powodu, bo w ostatnich dwóch sezonach w drugiej lidze w barwach Rakowa Częstochowa i Radomiaka obejrzał aż 20 żółtych kartek. Teraz też nie zamierza odstawiać nogi. - Na kartki nie patrzę, patrzę na wyniki - mówi z uśmiechem.
W całej historii związanej z Peterem Mazanem warto podkreślić postawę władz klubu. W czerwcu wygasał kontrakt z piłkarzem, ale Radomiak mimo poważnej kontuzji, nie zostawił zawodnika na lodzie i przedstawił mu nową umowę. Zawodnik na naszych łamach chciał podziękować włodarzom "Zielonych". - Nie miałem jeszcze okazji, żeby podziękować prezesom Radomiaka. Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, że po meczu z Bełchatowem kończył mi się kontrakt. Oni go przedłużyli, wiedząc, że mam zerwane więzadła.
Słowak zaskarbił sobie szacunek kibiców, którzy od pierwszego dnia rehabilitacji mocno go wspierali. Pod każdym zdjęciem pojawiały się komentarze z wyrazami wsparcia, nie brakowało pokrzepiających wiadomości. 29-latek to docenił i przeprowadził konkurs, w którym przekazał swoją koszulkę jednemu z kibiców. Zawodnik podkreśla, że wszystkie słowa otuchy wiele dla niego znaczyły. - Chciałem też podziękować kibicom, dostałem mnóstwo wiadomości, na mieście też słyszałem słowa wsparcia - mówi.
Nic dziwnego, że piłkarz zżył się z klubem, kibicami i samym Radomiem. Wyjawił, że chciałby zostać w naszym mieście na dłużej. - Ostatnio spotkałem się z prezesami, powiedziałem, że chciałbym przedłużyć kontrakt z klubem. Usłyszałem, że nie będzie problemu - zdradza Słowak.
W minionych rozgrywkach zawodnik był czołową postacią Radomiaka. Zdobył osiem bramek, zaliczył też cztery asysty.















Napisz komentarz
Komentarze