- Mam ogromny żal do szpitala, że taty nie przyjęli na oddział. Starsza osoba, która przez ponad 40 lat płaciła składki, a nie została jej zapewniona należyta opieka i pomoc – mówi w rozmowie z redakcją pani Katarzyna, córka zmarłego.
Jak opowiada pani Katarzyna, ojciec trafił na oddział ratunkowy przy ul. Tochtermana, bo miał problemy z oddychaniem, źle się czuł. Został na SOR, gdzie został mu podany tlen. - Ok. 15 tata mnie poinformował, że czeka na dalsze badania, ale o 17 zadzwonił do mnie, że wychodzi do domu, bo został wypisany. Byłam bardzo zaskoczona – mówi pani Katarzyna. - Po tatę pojechał mąż, który zastał go siedzącego na kosztu przed szpitalem w towarzystwie dwóch zbulwersowanych sytuacją pań. Tata nie był w stanie sam przejść do samochodu, a to jakieś 10 metrów, więc mąż poszedł po wózek inwalidzki. Kiedy tata siedział już w samochodzie, mąż poszedł odstawić wózek. Kiedy wracał, mówił mi właśnie przez telefon, że wracają i gdy podszedł do samochodu zobaczył, że z tatą coś się dzieje. Z przejeżdżającej obok karetki ratownicy natychmiast zaczęli tatę reanimować, ale bez powodzenia, tata zmarł.
Pani Katarzyna zdziwiona jest opisem stanu pacjenta w karcie, który jak mówi, brzmi „stan stabilny”.
Rodzina zmarłego złożyła do szpitala skargę, sprawę skierowała także do prokuratury i Rzecznika Praw Pacjenta.
Nie udało nam się w tej sprawie skontaktować z rzecznikiem Radomskiego Szpitala Specjalistycznego i Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego.














Napisz komentarz
Komentarze