W minionym sezonie Broń Radom strzeliła aż 91 bramek w 30 meczach ligowych i dwóch barażowych tracąc przy tym tylko 38 goli. Tak imponujący dorobek bramkowy (średnio 2,8 gola na mecz) sam za siebie świadczy o tym, że statystycznie klub z Plant wypadł naprawdę nieźle. Największe wrażenie robi zwłaszcza dorobek samego Kamila Czarneckiego. Wicekról strzelców IV ligi był niekwestionowanym liderem ekipy prowadzonej przez Artura Kupca. 30 bramek (27 w fazie zasadniczej plus trzy w barażach) Czarneckiego poprowadziło Broń do awansu. Nie można jednak nie zauważyć sporego wkładu innych zawodników. Powyżej 10 bramek na koncie mają Adam Imiela (18) i Piotr Nowosielski (11). Imiela przybył do Broni przed startem rozgrywek, podobnie zresztą jak autor pięciu trafień, Wiktor Putin. Z kolei zarówno doświadczony Nowosielski, jak i strzelec sześciu goli, Dominik Leśniewski, od lat reprezentują barwy radomskiego klubu.


Jeśli chodzi o piłkarzy, którzy najczęściej dokładali cegiełkę do trafień Broni, najlepiej wypada Piotr Nowosielski. Popularny "Cantona" zaliczył osiem kluczowych podań, po których "Broniarze" zdobyli gola. Również w tej klasyfikacji widzimy pewną prawidłowość - znów wysoko jest Wicik (pięć kluczowych podań), a w czołówce plasuje się też król asyst, Wiktor Putin (cztery takie zagrania).



A w jaki sposób najczęściej padały bramki dla Broni? 26 trafień padło po stałych fragmentach gry. Co ciekawe więcej bramek padło po rzutach wolnych niż po rzutach karnych. Często były to bezpośrednie trafienia, którymi popisywał się Piotr Nowosielski. Kiedy spojrzymy na stracone po stałych fragmentach gry gole, prym wiodą rzuty rożne. Aż 10 z 31 bramek Broń straciła właśnie po dośrodkowaniach z narożnika boiska. "Broniarze" 11 razy korzystali z błędów rywali, a blisko połowa bramek padła po akcjach skrzydłami. Najskuteczniejsze ataki Broń wyprowadzała prawą stroną boiska - po nich piłka znajdowała się w siatce 25 razy.
Nie będzie niespodzianką, że piłkarze Broni częściej strzelali bramki prawą niż lewą nogą. Ciekawie jednak wygląda fakt, że po strzałach głową padł zaledwie jeden gol mniej niż po uderzeniach lewą nogą. Podobnie wygląda statystyka straconych bramek. Można zauważyć, że podopieczni Artura Kupca częściej wpisywali się na listę strzelców po przerwie. Ciężko jednak wyróżnić przedział czasowy, który zdecydowanie dominuje nad resztą. W oczy rzuca się tylko fakt, że niewiele goli padało podczas pierwszych 30 minut meczów. Warto też zwrócić uwagę, że tylko dwukrotnie Broń traciła bramkę tuż przed zejściem do szatni.

Uwaga - starałem się, aby statystyki były najdokładniejsze, jak się tylko dało. Niestety fatalna jakość nagrań z meczów, bądź też braki w nagraniach, takie jak brak niektórych bramek czy niedokładne urywki akcji bramkowych spowodowały niewielkie braki również w moim artykule.














Napisz komentarz
Komentarze