Kłęby dymu, które wydobywały się z płonącego składowiska, widać było z odległości kilkunastu kilometrów. Pożar był trudny do opanowania przez ogromne zadymienie, wysoką temperaturę i utrudniony dojazd. W akcji gaszenia wykorzystano także ciężki sprzęt sąsiadującego z wysypiskiem Radkomu. W kulminacyjnym momencie z ogniem walczyło ok. 20 jednostek straży. Akcja gaszenia i dogaszania pożaru trwała ok. 24 godzin.
Po trzech tygodniach od zdarzenia, Prokuratura Radom-Wschód wszczęła śledztwo w sprawie pożaru składowiska na Wincentowie. - Śledztwo prowadzone jest w kierunku przestępstwa z Art. 163. § 1 i jest to czyn zagrożony karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności. śledztwo jest na wstępnym etapie, są gromadzone materiały dowodowe. Z meldunku straży pożarnej, już po zakończeniu akcji gaśniczej, wynikało, że do pożaru doszło w wyniku podpalenia - wyjaśnia Beata Galas, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
W ciągu następnych dwóch tygodni od pożaru w Radomiu doszło do kilku podobnych zdarzeń w innych miastach w Polsce, m.in. w Zgierzu, Olsztynie, Trzebini i w Warszawie. - Postępowanie z Prokuratury Rejonowej zostanie przejęte przez Prokuraturę Okręgową. Jest to zgodne z dyspozycją Prokuratury Krajowej, które mówi, że wszystkie postępowania dotyczące pożarów, do których ostatnio doszło, będą prowadzone właśnie przez Prokuraturę Okręgową. W tym momencie trudno przewidywać kiedy zostanie ono zakończone - wyjaśnia Beata Galas.
Pożarami składowisk zainteresował się premier Mateusz Morawicki i minister środowiska. Sprawę przekazano do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.















Napisz komentarz
Komentarze