Reklama

Dzień Apokalipsy
W tematyce wizji końców świata "Dzień Apokalipsy" z 2010 r.
Justina Jonesa jest jednym z najgorszych filmów ostatnich lat.
- 20.01.2012 09:45
Produkcje USA bywają kiepskiej jakości. Owszem - efekty specjalne są naprawdę dopieszczone - na to nie szczędzi się pieniędzy. Szkoda tylko, że fabuła na tym traci i tak naprawdę po kilkunastu minutach oglądania, człowiekowi chce się spać.
Tym razem dowiadujemy się od amerykańskich władz, że niebawem nastąpi koniec świata - w Ziemię uderzy ogromna kometa i niestety na jakąkolwiek reakcję jest już za późno. Nawet Ameryka jest bezradna. Nie potrafi uratować świata (jak czyni w każdym filmie). Górnolotne słowa prezydenta USA: "(...) nie możemy zapobiec tej katastrofie. Niech Was Bóg błogosławi" brzmią komicznie.
Konsekwencją zbliżającej się komety są wszelkiego rodzaju kataklizmy - powodzie, opady atmosferyczne, trzęsienia ziemi itp. Ludzie wpadają w panikę, złodzieje i wandale pojawiają się jak grzyby po deszczu - tak wygląda amerykańska Apokalipsa. W zasadzie niczym się nie różni od innych wizji końców świata. Jedyną rewelacją jest to, że po raz pierwszy w historii amerykańskiego kina, władze USA, wojsko, policja, naukowcy, odważni bohaterowie są bezradni, ale tylko do czasu. W końcu ratują świat i znów Stany Zjednoczone mogą szczycić się potęgą i władzą w każdej dziedzinie życia.
Miłośników tandetnego kina "Dzień Apokalipsy" zaciekawi, ale jeśli ktoś jest bardziej wymagający, zdecydowanie polecam inne produkcje o tej tematyce, np. "Melancholia", "Armagedon" czy "Pojutrze".
Reklama













