Ciekaw jestem, czy trauma po 0:5 przy Łazienkowskiej będzie miała wpływ na dalsze losy Bartka w Radomiu? Czy chłopak zaciśnie żeby, podniesie się i pokaże, że to był wypadek przy pracy, czy też egzekucja na Legii zniszczyła mentalnie tego piłkarza?
Jestem podły. Oglądając mecz Piasta z Wieczystą Kraków trzymałem kciuki za gości, żeby dowieźli prowadzenie 4:0 do końca. Kombinowałem, że jeśli Wieczysta wygra tak wysoko, to ten wyczyn przyćmi baty jakie dostał w piątek Radomiak. Liczyłem, że to o graczach Piasta będzie się po tej kolejce mówiło, jak o „przegrywach” weekendu. Wszak to mimo wszystko mniejszy wstyd dostać solidne baty od Legii. niż u siebie od Wieczystej… Jednak Ślązacy w końcówce podnieśli się i wbili beniaminkowi z Krakowa trzy gole. Nie wystarczyło to do remisu, ale poprawiło ogóle wrażenie.
Bo Piast w odróżnieniu od Radomiaka, przynajmniej atakował, walczył, stwarzał zagrożenie. Nawet przy 0:4. A Zieloni sprawiali wrażenie, jakby na stadion w ogóle nie dojechali. Jakby utknęli w piątkowych warszawskich korkach, a w ich miejsce na boisko wyszli totalni amatorzy.
Już się nie dowiemy, czy z Filipem Majchrowiczem w bramce Radomiak przegrałby z Legią równie wysoko. Przegrałby na pewno, bo nie da się uzyskać korzystnego wyniku, jeśli przez 90 minut oddaje się dwa anemiczne strzały na bramkę rywali. Pytanie tylko: ile?
Trener Zielonych Tomasz Kaczmarek założył sobie, że Majchrowicz i Gradecki będą bronić po trzy mecze z rzędu, a potem zmiana. Nie wiem, czy to dobra koncepcja. Bramkarz to specyficzny fach, w którym niezmierne ważne są powtarzalność i zaufanie szkoleniowca. A o to trudno, kiedy wychodzisz na boisko ze świadomością, że czy zagrasz genialnie, czy zepsujesz mecz, to i tak przez trzy kolejki jesteś nie do ruszenia.
Radomiak ściągnął latem Gradeckiego, żeby podnieść rywalizację w bramce. Bo Gradecki zna swoje rzemiosło. Wbrew temu, co pokazał na Legii, umie bronić.
Uważam natomiast, że wysłanie go do bramki właśnie na mecz z Legią było strzałem w kolano trenera Radomiaka. Chłopak debiutował na szalenie trudnym terenie, z bardzo mocnym rywalem. Do tego słaba jeszcze znajomość nawyków obrońców. No i trema, która, co jest naturalne, towarzyszyła pierwszemu występowi w nowym klubie. Myślę, że gdyby Gradecki dobrze zaczął, zanotował dwie, trzy udane interwencje, to udźwignąłby ciężar zadania, jakim go obarczono. Tyle że już przy pierwszym wybiciu piłki trafił w rywala. Jeszcze wtedy obyło się bez konsekwencji, ale taki falstart musiał poważnie zachwiać jego pewnością siebie. Potem było już tylko gorzej. Puścił trzy gole w nieco ponad kwadrans. Przy każdym w mniejszym lub większym stopniu zawalił. Nawet nie chcę myśleć, co po takim „wejściu” działo się w jego głowie…
W przerwie w trakcie wywiadu dla Canal+ Bartek był totalnie załamany. Próbował nadrabiać miną, wziął winę na siebie, ale widać było, że jest wstrząśnięty, zdruzgotany. Zachował się po męsku przyjmując odpowiedzialność za swój blamaż i dobrze to o nim świadczy.
Natomiast pewnym jest, że w żadnym wypadku Gradecki nie nadawał się do gry w drugiej połowie. Siłą rzeczy wyszedł na boisko „elektryczny”, z jedną myślą: oby nic więcej już nie zawalić! I zawalił. Po strzale Kapustki na 5:0, puścił piłkę pod ręką. W przerwie w szatni Bartek pewnie nadrabiał miną. Nie mógł pokazać, że pęka i zakładam, że zadeklarował, iż nadaje się do dalszej gry. Ale od czego jest trener?! Kaczmarek jest na tyle doświadczony, że musiał widzieć, w jakim stanie jest piłkarz. Czy lepszym wyjściem nie byłoby posadzenie bramkarza przed drugą połową na ławce, niż nakazanie mu kontynuowania gry? Tylko ktoś skrajnie naiwny mógł zakładać, że Gradecki w kilka minut wyczyści głowę, zapomni o koszmarze z pierwszej połowy i teraz, to już będzie bronił, jak z nut.
Trener zdecydował, że nie będzie zmiany. No to Gradecki zagrał. Źle, jak cały Radomiak. Dziś kluczową kwestią pozostaje, czy uda mu się przezwyciężyć piątkową traumę, czy też Legia waląc do jego bramki, jak w bęben, zniszczyła chłopaka psychicznie?
Swoją drogą, jeżeli po przyjacielsku Warszawianie zaaplikowali Zielonym pięć goli, to aż strach pomyśleć, ile by nastrzelali, gdyby się z Radomiakiem nie przyjaźnili...

Napisz komentarz
Komentarze