Jako mały chłopiec kojarzyłem w Radomiu dwie apteki.. „Pod Białym Orłem” przy Żeromskiego i na Placu Konstytucji. Po przekroczeniu progu tej pierwszej zawsze miałem wrażenie, że znalazłem się w innym, tajemnym świecie, coś jak w zakładzie Filipa Golarza z Akademii Pana Kleksa. Wysokie, pełne szuflad, regały w hebanowym kolorze (tak je zapamiętałem), zapach specyfików i nobliwe panie po drugiej stronie lady. Atmosfera powagi, niezmąconego spokoju, przypominająca klimat panujący w pustym kościele.
„Pod Białym Orłem” nie wypadało mówić głośno, nie wiem w sumie dlaczego, ale rozmowy z farmaceutką na temat realizowanych recept odbywały się w tonie nieco tylko głośniejszym od szeptu.
Apteka na Placu Konstytucji była bardziej swojska. Całodobowa. W niej człowiek nie czuł się przytłoczony atmosferą, klimatem miejsca. Tu zawsze były kolejki, w których ludzie głośno gadali. Narzekali na powolne tempo obsługi, skarżyli się na ceny w sklepach i opowiadali o swoich dolegliwościach.
Dziś apteki są inne. To sklepy z uśmiechniętymi, zdarza się, że i z atrakcyjnymi, absolwentkami farmacji. Kuszą reklamami wybielaczy do zębów, suplementów diety czy specyfików w magiczny i błyskawiczny sposób uzdrawiających zharataną wątrobę i reperujących zardzewiałą męskość.
Ale jest w Radomiu apteka, gdzie czas się zatrzymał, a klientów obsługuje postać z bajki. Bajki o „Jasiu i Małgosi”. I owa dama w białym fartuchu absolutnie nie wpisuje się w wyobrażenie Małgosi. Jasia zresztą też nie. To personifikacja trzeciej bohaterki znanej opowieści dla dzieci. Tej dobrej inaczej.
Apteka, w której dzieje się nasza bajka mieści się naprzeciwko akademickiego zagłębia. W jej okolicach wrze studenckie życie. Uczelniane, towarzyskie i noclegowe.
Dlaczego doczepiłem się do akurat tej farmaceutki? Bo była nieprzyjemna. Ba, wręcz odpychająca. Każdym ruchem, miną, wypowiedzianym słowem dawała do zrozumienia, że robi łaskę obsługując klientów.
Jedną osobę maglowała średnio dziesięć minut. W kierunku każdej rzucała komentarz. Raczej niepochlebny. Gościowi tak pod sześćdziesiątkę próbowała wmówić, że podaje jej zły Pesel.
- Ale to jest mój Pesel, jak mogę się mylić?
- Panie, ja tu przez pięćdziesiąt lat nie takie pomyłki widziałam.
- A ja znam swój Pesel!
- Ależ pan jest złośliwy! Po co mnie pan denerwuje?! Proszę spokojnie stać i czekać. Jeszcze raz spróbuję, Może teraz jakoś uda się go wbić w system.
Po kilku próbach udało się. Kiedy ów pan zrealizował wreszcie receptę, poprosił o paczkę witamin. Była ułożona wysoko na półce.
A jako, że nobliwa farmaceutka nie grzeszyła wzrostem, musiała sięgnąć po drabinkę. I jakoś się na nią wtoczyć.
- Pan jednak jest złośliwy – uznała z sarkazmem, za którymś razem dosięgając wreszcie towaru żądanego przez kupującego.
Za chwilę zła pani miała pretensję do kolejnej petentki, która poprosiła o jakiś suplement na cerę. Traf chciał, że kolejny towar z wyższej półki.
Nestorka farmacji coś tam scenicznym szeptem mówiła do siebie, tak przy tym sugestywnie kręcąc z dezaprobatą głową, że kupująca bez słowa odwróciła się na pięcie i wyszła z lokalu. Musiała otworzyć drzwi tkwiącym w nich kluczem, bo była sobota, tuż przed 15 i ekspedientka po załatwieniu gościa od Peselu, zamknęła za nim drzwi na zamek.
W drzwiach apteki wychodząca z niej kobieta minęła się z inną, która chciała wejść do środka.
- Gdzie? Nie widzi pani, że jest piętnasta?! Ja też mam prawo do odpoczynku! Proszę wyjść! Proszę wyjść!
Powitana w tak mało ekskluzywny sposób potencjalna klientka zbaraniała. Autentycznie, Stanęła w progu i ją zatkało. Po dłuższej chwili mamrocząc „przepraszam”, zamknęła za sobą drzwi z zewnętrznej strony.
Byłem autentycznie zniesmaczony, ale też w jakiś psychodeliczny sposób podziwiałem farmaceutkę za to, że wczasach wszechobecnej walki o klienta, ma na tego klienta serdecznie wywalone. Że liczy się dla niej wyłącznie prestiż wykonywanego zawodu i woli nic nie sprzedać, niż z wysokości swojego ego zejść do poziomu
Tradycyjnie. Jeżeli byli Państwo uczestnikami lub świadkami bulwersujących czy absurdalnych zdarzeń oraz zachowań i chcieliby Państwo o tym opowiedzieć, proszę pisać na [email protected]

Napisz komentarz
Komentarze