Mecz Radomiaka z Arką miał się odbyć 30 stycznia, ale spotkanie zostało odwołane z powodu poważnej awarii zasilania na stadionie przy ul. Struga 63.
- Ta sytuacja była ekstraordynaryjna. Nastąpiło przeciążenie automatyki zasilenia wewnętrznego stadionu. Na zasileniu średniego napięcia został wyłączony wyłącznik bezpieczeństwa i nie byliśmy w stanie uruchomić go ręcznie - wyjaśnił Robert Dębicki, wiceprezes MOSiR-u. Według niego instalacja elektryczna została przeciążona przez jednoczesną pracę wielu urządzeń wykorzystywanych podczas organizacji meczu. Chodziło zarówno o infrastrukturę stadionową, jak i sprzęt używany przez podmioty obsługujące wydarzenie.
- Gdybyśmy to porównali do instalacji domowej, to tak jakby wyskoczyła główna "różnicówka", a nie zabezpieczenia poszczególnych obwodów. Wszystkie urządzenia ustawione na tryb grzania, grille, klimatyzacja, dodatkowe ogrzewanie w strefach cateringowych, a także urządzenia posiadające silniki powodowały pik zapotrzebowania na moc - tłumaczył.
Dodatkowym obciążeniem okazał się sprzęt telewizyjny. – Tym razem przyjechały trzy wozy transmisyjne, a nie jeden jak zwykle, i wszystkie zostały włączone do systemu. Tych zbiegów okoliczności i dodatkowych obciążeń było naprawdę sporo – mówił Dębicki.
MOSiR zapewnia, że przed spotkaniem z Arką przeprowadzono próby działania instalacji. Oświetlenie stadionu oraz inne systemy zostały uruchomione i nie zgłoszono żadnych nieprawidłowości. - Przeprowadzona została próba oświetlenia i pełnego obciążenia przed meczem. Światło zostało włączone o godzinie 16.20, następnie je wyłączono i ponownie uruchomiono. Z tym załączeniem nie było problemu - podkreślił wiceprezes MOSiR-u.
Awaria nastąpiła dopiero w momencie, gdy włączono kolejne urządzenia, a instalacja osiągnęła maksymalne obciążenie. Próby ręcznego przywrócenia zasilania nie przyniosły skutku, ponieważ system zabezpieczeń automatycznie blokował ponowne uruchomienie sieci. Sytuację dodatkowo komplikowały alarmy przeciwpożarowe oraz presja czasu. Komisarz zawodów wyznaczył organizatorom kilkanaście minut na usunięcie usterki. - Musieliśmy jednocześnie reagować na komunikaty o ewakuacji, alarmy przeciwpożarowe i próbować przywrócić zasilanie. Byliśmy pod ogromną presją czasu - relacjonował Dębicki.
Jednym z czynników, który mógł doprowadzić do przeciążenia, było niedawne rozszerzenie systemu o nowe części stadionu. - Ostatnią ingerencją w ten system było włączenie trybuny wschodniej i zachodniej. Wydaje się, że nastąpiło niedoszacowanie wartości prądu potrzebnego do obsługi wszystkich trybun i nastawy automatyki były źle dobrane - ocenił wiceprezes MOSiR-u. Zaznaczył również, że w dniu meczu nie miał możliwości samodzielnej ingerencji w system. - Instalacja objęta jest gwarancją, a wszelkie zmiany w jej ustawieniach mogą być wykonywane wyłącznie przez firmę odpowiedzialną za montaż i konfigurację automatyki. Samowolna próba regulacji parametrów mogłaby skutkować utratą gwarancji, a także stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa użytkowników obiektu. Dlatego konieczne było oczekiwanie na reakcję wykonawcy systemu, który odpowiada za jego prawidłowe działanie - wyjaśnił.
Jak przypomniał, instalacja przez dwa lata funkcjonowania stadionu nie sprawiała podobnych problemów. Również poprzedni, listopadowy mecz z Górnikiem Zabrze, już przy czterech otwartych trybunach, odbył się bez zakłóceń.
Do awarii mogły przyczynić się także trudne warunki pogodowe. - W momencie próby wzbudzenia instalacji zanotowaliśmy temperaturę -14 stopni Celsjusza. Im niższa temperatura, tym większa oporność na kablach i większy wydatek mocy. To również był duży problem w momencie prób uruchomienia instalacji - tłumaczył Dębicki.
Po zdarzeniu MOSiR wezwał wykonawcę instalacji elektrycznej stadionu. Specjaliści pojawili się na obiekcie w poniedziałek (2 lutego) rano i dokonali zmian w systemie. - Fachowcy dokonali przestawienia nastaw automatyki prądu i podwyższyli zakres możliwości obciążenia systemu. Wydaje się, że to powinno dać gwarancję, że taka sytuacja się nie powtórzy - poinformował wiceprezes MOSiR-u.
Dodatkowo podczas nadchodzącego meczu z Koroną Kielce, zaplanowanego na 13 stycznia pracę instalacji mają nadzorować specjaliści odpowiedzialni za jej wykonanie.
Robert Dębicki zdementował pojawiające się w przestrzeni publicznej sugestie o ingerencji osób trzecich. - Uważamy, że to są plotki. Weryfikacja tego, co się wydarzyło, jest dość jasna - stwierdził. Dodał również, że MOSiR nie był organizatorem imprezy masowej i nie widzi podstaw do przypisywania ośrodkowi odpowiedzialności za skutki odwołania spotkania. - Stadion przekazujemy Radomiakowi wraz ze wszystkimi systemami. One są sprawne i działają. To, jak organizator imprezy masowej z nich korzysta, jest już odrębną kwestią - powiedział. Awaria miała jednak realne konsekwencje dla wszystkich uczestników.
MOSiR zapowiada przeprowadzenie dodatkowych prób instalacji przed nadchodzącym spotkaniem z Koroną. Podczas testów mają zostać jednocześnie uruchomione wszystkie urządzenia wykorzystywane w trakcie meczu. - Opieramy się na zapewnieniach wykonawcy, że system jest gotowy do pracy. Wierzę, że wszystko będzie funkcjonowało prawidłowo - podsumował Dębicki.















Napisz komentarz
Komentarze