Dramatyczny apel posła. "Jest straszny mróz. Te psy zamarzną"
W sobotę 10 stycznia w godzinach wieczornych poseł Nowej Lewicy, Łukasz Litewka, opublikował na portalu Facebook poruszający post, na który zareagowały tysiące Polaków. "Schronisko Kocham Psisko pod Radomiem zostało zamknięte przez właściciela. Mężczyzna pozostawił ponad 200 psów (obecnie przebywa w szpitalu) z jednym wolontariuszem, który nie ma możliwości pomóc zwierzętom. Wiem, że w całej Polsce jest straszny mróz, ale w większości placówek wolontariusze robią co mogą, by psiaki były zabezpieczone. Pod Radomiem to nie chwyt pijarowy czy gra na emocjach, te psy zamarzną" - napisał Litewka.
"Mieszkańcy na własną rękę starają się dostarczyć im wodę i ciepły posiłek. Proszę zaufane grupy lokalnych wolontariuszy o natychmiastowy kontakt - przeznaczam wszystkie potrzebne środki na karmę, wodę, transport. Jedzie tam teraz Pogotowie dla zwierząt. W nocy zabiorą najcięższe przypadki, ale to nie koniec: psów jest setki i każdy jest zagrożony. Każdy ma też świadomość i chcę żyć. Otrzymałem zapewnienie, że jutro schronisko zostanie otwarte dla ludzi, którzy chcą adoptować psa" - można przeczytać w dalszej części komunikatu parlamentarzysty.

Niebywały odzew społeczeństwa. Do akcji wkroczyła sama Doda
Apel posła Litewki odbił się w sieci szerokim echem. Do pomocy ruszyły fundacje specjalizujące się w pomocy zwierzętom, wolontariusze oraz ludzie z całej Polski, którzy wyrazili chęć adopcji psów ze schroniska. Medialnie akcję wsparła sama Doda, która opublikowała w tej sprawie nagranie.
- Kochani, nawet nie zdajecie sobie sprawy, co się dzieje w tym schronisku pod Radomiem. Jedźcie tam i się tam wkradajcie, bo działa tam tylko jeden wolontariusz. Fundacje robią, co mogą. Czasami jak się zadzwoni na straż pożarną, to od wielkiego dzwona dadzą im pić. Nie jedzą, głodują, zamarzają. 250 psów! Cały Radom musi się zmobilizować, pojechać tam, ocieplić budę, a najlepiej zaadoptować te psy. Nie patrzcie na nic. Wchodźcie tam i pomagajcie tym zwierzętom - zachęcała Doda.
W nocy z soboty na niedzielę w schronisku "Kocham Psisko" w Mąkosach Nowych pojawili się przedstawiciele "Pogotowia dla Zwierząt". - Jesteśmy tu nie od wczoraj, a od tygodnia. Ze zgłoszeń świadków wynikało, że psy od dawna nie miały tu wody, miały tu ciężko. To są psy skrajnie wychudzone, odwodnione, żyjące w odchodach, bez wody, bo miski zamarzały. Skala zaniedbań jest i była bardzo duża - stwierdził Grzegorz Bielawski, wolontariusz "Pogotowia dla Zwierząt".
W niedzielny poranek w Mąkosach Nowych zjawili się także przedstawiciele Fundacji dla Szczeniąt Judyta. Tego dnia i kolejnego, w poniedziałek 12 stycznia, dzięki ich pracy z zamkniętego schroniska "Kocham Psisko" wyjechało łącznie około stu czworonogów. Zdaniem Małgorzaty Brzezińskiej, prezes fundacji, w niedzielny poranek z tego miejsca zabranych zostało około osiemnastu najsłabszych psów, które były w stanie krytycznym.

Zobacz także: Pasażerowie docenili radomskie lotnisko. Ich zdaniem najgorzej lata się z... Modlina!
Pojechaliśmy na miejsce. Co stało się ze schroniskiem dla zwierząt "Kocham Psisko"?
W poniedziałkowe popołudnie sami wybraliśmy się do Mąkosów Nowych, aby porozmawiać z właścicielem schroniska i pracującymi na miejscu wolontariuszami. Wówczas w schronisku pozostało jeszcze ponad sto psów. Pracowali tam członkowie fundacji, ale także osoby prywatne, które dostarczyły potrzebne materiały: karmę suchą, mokrą, środki czystości, koce, ręczniki, smycze, obroże, miski na wodę oraz jedzenie, ręczniki papierowe, preparaty przeciwpasożytnicze oraz suplementy i probiotyki. Nie brakowało także tych, którzy zdecydowali się na adopcję bezbronnych czworonogów.
"Tam dzieje się tragedia. A my nie potrafimy przejść obok niej obojętnie. Znamy to miejsce. Bywaliśmy tam. Zabieraliśmy stamtąd psy w stanie krytycznym i zawsze reagowaliśmy" - czytamy we wpisie opublikowanym na portalu Facebook przez Fundację dla Szczeniąt Judyta.
- Schronisko jest zamknięte. Naszym zdaniem to, co zastaliśmy tutaj, to były warunki, które zagrażały życiu zwierząt. Staramy się jak najwięcej psów stąd wywieźć. My jako fundacja przejęliśmy już kilkadziesiąt psów. Różne organizacje zaoferowały pomoc zwierzętom. Ja zabrałam psy w bardzo ciężkim stanie. Kilka zabrał też Grzegorz Bielawski z Pogotowia Dla Zwierząt. Są psiaki, które są mega wycofane, a wiem, że one nie znajdą domu, bo jest ciężko - powiedziała w rozmowie z portalem cozadzien.pl prezes Fundacji dla Szczeniąt Judyta, Małgorzata Brzezińska.
- Ja pomagam tutaj od wielu miesięcy. Przejęłam stąd kilkadziesiąt zwierząt w bardzo różnym stanie. Z racji tego, że chciałabym, aby te psy stąd wyjechały, nie chciałabym komentować na tę chwilę ich stanu. Mogę powiedzieć jedynie tyle, że niektóre były w przerażającej kondycji, w bardzo złym stanie - dodała Brzezińska.
Poniżej publikujemy zdjęcia jednego z psów odebranych w ostatnich dniach przez członków Fundacji dla Szczeniąt Judyta.

Poniżej zdjęcia z jednej z letnich interwencji Fundacji dla Szczeniąt Judyta w schronisku "Kocham Psisko" w Mąkosach Nowych.

Właściciel odpiera zarzuty. "Nasze zwierzęta są w dobrej kondycji fizycznej"
Przy okazji wizyty w Mąkosach Nowych udało nam się porozmawiać z właścicielem schroniska "Kocham Psisko", Robertem Piątkiem.
- Zamykamy schronisko z powodów finansowych. Niestety, system finansowania przez jednostki samorządowe jest bardzo nieracjonalny. Jednorazowa opłata za przyjęcie zwierzęcia do schroniska, gdzie potrzebna jest często opieka weterynaryjna, zabiegi kastracji, sterylizacji, wszelkie badania, jest tak niska, że nie zostaje wiele środków na takie codzienne utrzymanie zwierząt - wyjaśnił Piątek.
- Niestety, nie poradziliśmy sobie z tym. Nasze zwierzęta są w dobrej kondycji fizycznej, co wielokrotnie stwierdziła Państwowa Inspekcja Weterynaryjna. Stwierdzili, że dobrostan zwierząt, jeśli chodzi o wagę ciała, jego ruchomość, jest bardzo dobry, że psy są dobrze karmione i dobrze wyglądają - stwierdził właściciel schroniska zlokalizowanego nieopodal Radomia.
Zobacz również: 400 milionów złotych zainwestowanych w rozwój Radomia. Witkowski: to był dobry rok
Gdy przedstawiamy zarzuty, które formułują wobec zarządzającego schroniskiem organizacje ratujące psy, słyszymy:
- Żeby sobie zrobić zasięgi, ludzie są w stanie zrobić wszystko. Z drugiej strony ma to pozytywny skutek, bo ruszył się proces adopcyjny. Przy okazji powiem tak: nie można obrażać ludzi, którzy pracują tu na co dzień, oddają serce tym zwierzętom, którzy byliby w stanie oddać za nie życie. W taki sposób się nie postępuje - zaznacza Piątek.
We wtorkowy poranek w schronisku zostało już tylko niespełna sto psów. Zapytaliśmy, o to jak wygląda proces adopcji. - Najpierw trzeba przyjechać do schroniska, przekazać nam swoje preferencje, jeśli chodzi o zwierzaki. My wtedy przedstawiamy kilka psiaków. Osoba adoptująca wybiera takiego zwierzaka, ale to jest dopiero początek. W tym momencie zaczyna się najważniejsza faza adopcji czyli pies musi po prostu zaakceptować człowieka. Jeżeli pies zaakceptuje człowieka, to po dwóch spacerach wypełnia się ankietę adopcyjną i podejmuje decyzję o adopcji - wyjaśnił nam właściciel schroniska "Kocham Psisko".
- Oczywiście, w tej trudnej sytuacji mamy skrócony proces adopcyjny, ale mam nadzieję, że wybraliśmy dobre domy i nie będzie żadnych problemów. Na razie nie mamy takich sygnałów. Wczoraj adoptowaliśmy ponad 40 zwierząt. Około 50 psów wyjechało do fundacji, które pomagają nam rozwiązać ten nasz trudny problem - dodał.

Schronisko funkcjonowało od wielu lat. "To jest całe moje życie"
Pan Robert Piątek w pomoc zwierzakom jest zaangażowany od około dziesięciu lat. Wójt gminy Jastrzębia, w której znajduje się schronisko, Wojciech Ćwierz, stwierdził w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że właściciel schroniska to dobry człowiek. - Pan Robert był bardzo oddany psom, ale warunki go przerosły. Nowych psów formalnie nie mógł przyjmować już od grudnia. Decyzję w tej sprawie wydał powiatowy lekarz weterynarii. Problem w tym, że nie odebrał oficjalnie pisma. To znaczy, że decyzja nie obowiązywała - wyjaśnił wójt w rozmowie z "GW".
- Powiem tak: to jest całe moje życie. Mimo że prowadzę je od 9-10 lat, to życie oddałem dla tego schroniska. Uratowaliśmy ponad 2 tys. zwierząt. Z tymi się rozstajemy, bo musimy, ale niech idą do dobrych domów - powiedział nam łamiącym się głosem właściciel schroniska w Mąkosach Nowych.
- To nie są psy do uratowania, bo one są uratowane. Proszę spojrzeć na te psy - czy widzicie tutaj jakiegoś psa zabiedzonego? Nie, my po prostu szukamy dla nich dobrych domów, żeby nie przeżyły całego życia na wybiegu, chociaż te wybiegi mają porządne, duże, od 60 do 70 metrów, budy ocieplane, wyścielane dużą ilością słomy, ale nawet najlepsza ochrona w schronisku nie zastąpi ciepłego domu, a my po prostu mamy poważne problemy finansowe i nie jesteśmy w stanie pociągnąć tego dalej - przyznał rozgoryczony właściciel.
Obecnie w schronisku "Kocham Psisko" pozostało niespełna sto psów, które czekają na swój nowy dom. Zapraszamy do wsparcia.















Napisz komentarz
Komentarze