Lugagnano, godz. 20.30. Po dotarciu na miejsce myślę sobie "cholera, nie wygląda to dobrze". Chwilę wcześniej odesłano mnie z dużego ośrodka sportowego w tym miasteczku, mówiąc, że wprawdzie faktycznie trafiłem na stadion piłkarski, ale nie ten co trzeba, bo istnieje drugi, większy klub, który rozgrywa mecze na naprawdę ładnym obiekcie. Ten należący do Realu ni w ząb nie przypomina Santiago Bernabeu. Ale przynajmniej mają miejsca dla vipów.


Ciężko o jakiekolwiek minusy w grze Radomiaka. Błędy wynikały raczej z nierówności na murawie niż chociażby z pressingu Realu. Płyta główna obiektu w Lugagnano została okraszona wieloma epitetami, ale nic to nie dało, bo dalej plotła figle radomianom. Gospodarze musieli się tylko dziwić, że wizytujący ich miasto Polacy wciąż mówią o jakichś zakrętach (wł. "curva" - zakręt). Momentami na boisku było sporo fauli, ale udało się uniknąć urazów. Plus można na pewno zapisać po stronie Patryka Winsztala, który strzelił kapitalnego gola nożycami. Równie efektowne było trafienie Damiana Jakubika z dystansu. Kolejny raz akces do gry na "dziesiątce" zgłosił Rafał Makowski, autor hattricka. Rafał, przepraszam za tego Bakayoko. Jednak Cutrone.
Zabawnym elementem byli sędziowie asystenci. Początkowo wszystko wyglądało profesjonalnie. Panowie stanęli po bokach boiska z chorągiewkami, pilnując linii spalonego. Problem pojawił się wraz z pierwszym gwizdkiem, kiedy okazało się, że... się nie ruszają. Tak, poważnie stali w jednym miejscu przez cały czas, aż w końcu chłód dał się we znaki (kto by się spodziewał...) i następowała zmiana. Jeden pan swoją wartę potraktował wyjątkowo, bo... nie dotarł nawet na swoją część boiska. Po prostu stanął tam, gdzie bliżej i razem z kolegą na przeciwległej flance "nadzorowali" ustawienie defensywy Radomiaka.

Trzeba też przyznać, że "Zieloni" mogli odpalić prawdziwą bombę. Radomiak zwlekał ze sparingiem, ponieważ były duże szanse na grę przeciwko absolutnemu topowi - Hellas Werona. To spadkowicz z Serie A, który ostatnio przeżywa spadek formy i trener Fabio Grosso mógłby przetestować nowe rozwiązania. Niestety Hellas odesłał negatywną odpowiedź i radomianie musieli obejść się smakiem zamiast pojedynku z Giampaolo Pazzinim, Pawłem Dawidowiczem i spółką. Wielka szkoda, ale przygodę w Lugagnano można docenić, bo takiej egzotyki nie uświadczy się na co dzień. W piątek Radomiaka czeka mocniejszy test, wkrótce powiemy wam nieco więcej o ciekawej drużynie Zurichu U-21.
STATYSTKI MECZU RADOMIAK - REAL (w nawiasie do przerwy)
Strzały celne: 11-1 (6-0)
Strzały niecelne: 1-5 (0-2)
Strzały zablokowane: 3-2 (0-2)
Rzuty rożne: 7-4 (1-2)
Faule: 9-12 (3-9)















Napisz komentarz
Komentarze