Seria kolejnych zwycięstw przypomina wyprawy Czyngis Chana. Gdzie się nie zapuścić - wygrana, dominacja, popłoch i strach. Tak wyglądają ostatnie mecze Radomiaka i nie ma się co dziwić, że z każdej strony płyną zachwyty i gratulacje. Trener Dariusz Banasik ma obecnie jeden wielki kłopot, do którego sam się przyznał. Piłkarzy w formie, chętnych do gry jest... więcej niż miejsc na boisku. Na ławce siedzą przecież Artur Haluch, który wiele razy ratował "Zielonych" swoimi interwencjami, Jakub Wawszczyk, czołowy młodzieżowiec, Damian Szuprytowski, drugi zawodnik w klasyfikacji kanadyjskiej, czy Jakub Rolinc, który w ostatnich czterech meczach zdobył dwa gole. Nie wiadomo, co stanie się z Michałem Kaputem, który z jednej strony ma niepodważalną pozycję w pierwszym składzie, a z drugiej... za rywali ma zawodników, którzy w ostatnim meczu zdobyli albo trzy gole (Karwot) albo trzy asysty (Filipowicz). Już dawno Radomiak nie był w tak komfortowej sytuacji. Od czasu wyjazdu do Tarnobrzega "Zieloni" legitymują się bilansem bramek 13-1. W całym sezonie padały już wyniki: 6:0, 5:0 (dwa razy), 5:1 i 4:0. Poprzednią rundę jesienną Radomiak kończył z 26 golami na koncie. Teraz ma ich aż 40 - więcej niż jakikolwiek inny zespół na półmetku rozgrywek, tak w zeszłym sezonie, jak i teraz. Połowę z nich wypracował Leandro (11 goli, dziewięć asyst). Wizyta "Zielonych" u lekarza prawdopodobnie wyglądałaby dziś tak.

W dalszej części tekstu chwalimy Meika Karwota, ale na wstępie wielkie brawa należą się dla Macieja Filipowicza i Patryka Winsztala. Ten pierwszy wręcz eksplodował formą i jako drugi w tym sezonie piłkarz Radomiaka zaliczył trzy asysty w jednym spotkaniu (wcześniej zrobił to Leandro, w starciu z Resovią). Bez wątpienia można o nim powiedzieć - lider. Walczak - tak z kolei należy określić Patryka Winsztala. Autor trzech goli w tym sezonie w meczu z Górnikiem co prawda nie trafił do siatki, ale jego powrót na boisko po tym, jak zszedł z placu gry przy pomocy ratowników medycznych był imponujący i w zupełności oddał charakter tego zespołu.
Jak feniks z popiołów
Czasami można mieć odczucie satysfakcji po wygłoszeniu jakiejś opinii i takie odczucie mam po występie Meika Karwota. Po meczu z Pogonią Siedlce, w którym Karwot zawalił dwie bramki i dostał wędkę, wziąłem go w obronę pisząc: Nie zamierzam pastwić się nad Meikiem Karwotem. Po pierwsze dlatego, że jeśli ktoś popełnia dwa błędy skutkujące stratą bramki, to naprawdę niewiele więcej można dodać. Po drugie dlatego, że uważam Meika za piłkarza, który po dojściu do pełnej dyspozycji poradzi sobie w Radomiaku i nie skreślałbym go zbyt szybko. Dalej tłumaczyłem to możliwym przemotywowaniem lub po prostu brakiem szczęścia. Pewnie nie poznamy przyczyny tamtego występu, ale występ z Górnikiem zamazał pozostawioną po tamtym meczu plamę. Karwot dał show, skompletował hattricka i zrobił to w imponującym stylu - strzelając bramki brzuchem, nogą i głową. Z dystansu i z bliska, po akcji i po stałych fragmentach gry. Poza tym mocno pracował w defensywie, odbierał piłki, stanowił ostoję środka pola, ruszał do przodu, jak chociażby w akcji zakończonej jego drugim golem. Można nawet pokusić się o nazwanie go zawodnikiem typu box to box. Po raz kolejny oczywiście popisał się Rafał Makowski, którego też można podciągnąć pod box to box - był zarówno pod bramką rywali, jak i swoją.
W poprzednim sezonie często brakowało mocnej pracy w środku pola. Nie było tam osób, które dają liczby, jak dziś Makowski, Filipowicz i Karwot. To oni wypracowali wszystkie bramki - Makowski zakończył mecz z golem i kluczowym podaniem, Filipowicz z trzema asystami, a Karwot, jak wspomnieliśmy, z trzema golami. Dla Karwota były to pierwsze oficjalne "liczby" w tym sezonie, ale Makowski i Filipowicz wypracowali już w tym sezonie po dziewięć goli. Kolejne sześć dołożył pauzujący za kartki Michał Kaput, a liderem jest Damian Szuprytowski z 10 wypracowanymi golami na koncie. Każdy z tych zawodników plasuje się w czołówce klasyfikacji kanadyjskiej Radomiaka. Dla oddania przemiany "Zielonych" w centralnej części boiska podajemy statystyki wypracowanych goli w poprzednim sezonie, na półmetku rozgrywek: Peter Mazan - 7, Maciej Filipowicz - 5, Chinonso Agu - 2, Matthieu Bemba - 1, Simon Colina - 1. Oprócz Słowaka, żaden teoretycznie odpowiedzialny za rozgrywanie zawodnik się nie popisał. Cóż, teraz mamy piłkarzy typu box to box, wtedy byli pay to pay.
Uniknąć deja vu
Co ciekawe, na półmetku poprzednich rozgrywek Radomiak miał... tyle samo punktów. Wtedy dwa dodatkowe mecze okazały się zgubą dla "Zielonych", którzy zgubili "oczka" i oddalili się od podium. Wówczas 33 punkty dawały czwarte miejsce, ale Warta Poznań miała na koncie identyczną ilość. Ówczesny lider, GKS Jastrzębie miał 37 "oczek", czyli tyle samo, co obecny lider ligowej tabeli - Widzew. Porównując obydwie tabele wygląda to tak:
1. GKS Jastrzębie 37 - Widzew Łódź 37
2. ŁKS 34 - Radomiak 33
3. Warta Poznań 33 - Elana Toruń 32
4. Radomiak 33 - GKS Bełchatów 29
5. Olimpia Elbląg 26 - Olimpia Grudziądz 28
6. Siarka Tarnobrzeg 26 - Górnik Łęczna 26
O ile wtedy dwa dodatkowe mecze sprawiły, że GKS Jastrzębie uciekł "Zielonym" na dziewięć punktów, ŁKS na cztery, a Warta na dwa, tak teraz nastroje przed czterema spotkaniami, które mają zostać rozegrane awansem są bardzo dobre. Cel - czyli komplet punktów w meczach ze Skrą Częstochowa, Ruchem Chorzów, GKS-em Bełchatów i Olimpią Grudziądz jest realny do osiągnięcia. Tonując jednak nastroje - przypominamy, by nie tracić czujności. Skra Częstochowa po słabym początku rozwinęła skrzydła (tu również mam pewną satysfakcję, bo wspominałem, że ten zespół będzie groźny w późniejszej fazie sezonu - odpukać, bo oby nie dla nas) i na swoim boisku przegrała tylko raz, a jest to stadion specyficzny. Kameralny i przede wszystkim ze sztuczną murawą. Trener Dariusz Banasik zapowiada, że Radomiak przed wyjazdem do Częstochowy będzie korzystał ze sztucznych boisk MOSiRu. Czy to wystarczy, by odpowiednio się przygotować?
Dalej - Ruch Chorzów. Zespół o tyle zawodzący, co też... nieprzewidywalny, z "nową miotłą" na stanowisku trenera i kilkoma asami w składzie, jak młody Mateusz Bogusz. A GKS Bełchatów i Olimpia Grudziądz? Czołówka ligi. Grudziądzanie w meczu z Widzewem wyciągnęli 0:2 na 3:2 strzelając gole od 89. minuty gry. Bełchatowianie w lidze nie przegrali od sześciu kolejek. Łatwo nie będzie...
Prorok Banasik
Wspomniałem o odczuwaniu satysfakcji nie przez przypadek. Taką może odczuwać też trener Dariusz Banasik. Szkoleniowiec "Zielonych" mówił, że jego zespoły zwykle mają trudniejszy początek, a rozkręcają się pod koniec. Od 1:2 do 3:2 z Pogonią, 2:0 z Siarką, 6:0 z Błękitnymi i 5:1 z Górnikiem Łęczna. Wygląda na to, że Dariusz Banasik jest prorokiem. Albo po prostu wie, co robi. Używając takiego porównania, jak w przypadku box to box i pay to pay - wygląda na to, że teraz mamy trenera, a wtedy... No właśnie.















Napisz komentarz
Komentarze