Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord Radom 29 lat z Wami Radio Rekord Radom 29 lat z Wami
wtorek, 20 stycznia 2026 12:26
Reklama

Czteroletni Bartek z Radomia potrzebuje pomocy

Bartuś Juszczak ma dopiero 4 lata, a już ponad 30 razy przebywał w szpitalu. Co 16 dni jego odporność spada praktycznie do zera. - Zabić może go nawet katar - twierdzą lekarze. Rodzice szukają wsparcia, aby ratować dziecko.

[gallery id=1409]

Mały Bartek z Radomia w swoim krótkim życiu przeszedł już bardzo wiele. W pierwszych miesiącach życia zdiagnozowano u niego cykliczną neutropenię – chorobę szpiku kostnego, powodującą całkowity zanik odporności.

- W Polsce lekarze znają około pięciu przypadków tej choroby. Niestety odmiana na jaką cierpi Bartuś, jest jedyna tego typu w kraju, a być może nawet na świecie. Na naszego syna nie działają dotychczasowe metody leczenia, podawane antybiotyki. Jesteśmy praktycznie bezsilni w walce o życie syna. Każda infekcja jest dla niego śmiertelnym zagrożeniem - wyjaśnia Aneta Juszczak, matka chłopca.

DRAMAT CO 16 DNI

Bartuś przeżył już trzy sepsy, ponad 30 razy był hospitalizowany w Radomiu, Warszawie, Krakowie.

- Prowadzę specjalny zeszyt, aby zauważyć cykliczność pojawiania się ataków choroby. Co około 16 dni Bartkowi całkowicie spada odporność. Wówczas nie wychodzimy z domu, musimy bardzo uważać, wszystko dezynfekować, nikt nie może nas odwiedzać. Chodzimy w maskach, bowiem najmniejsza infekcja jest dla syna bardzo groźna. Czasami udaje nam się uniknąć szpitala. Po kilku dniach, następuje czas względnego spokoju. Po kolejnych 16 dniach znowu jest to samo – mówi matka Bartka.

Chłopiec przyjmuje specjalne leki, niestety niewiele mu pomagają. Na niektóre jego organizm już się uodpornił. Prawdopodobnie jedynym ratunkiem dla dziecka będzie przeszczep szpiku.

- Bartek jest już zarejestrowany i poszukiwany jest dla niego niespokrewniony dawca. Nikt z rodziny nie może być jego dawcą. Syn może nie przeżyć przeszczepu, dlatego zanim to nastąpi, chcemy jeszcze poszukać innych sposobów – wyjaśnia matka chłopca.

MOŻE ZNAJDZIE SIĘ LEKARZ

Rodzice wysłali już historię choroby syna do zagranicznych szpitali.

- Nagłaśniając sprawę liczymy, że być może znajdzie się lekarz, który skontaktuje się z placówkami za granicą i potwierdzi, że przeszczep jest jedynym rozwiązaniem. Jako matka chcę mieć tę pewność, zanim podejmę tak ryzykowną decyzję – powiedziała Aneta Juszczak. - Lekarze w Polsce twierdzą jednak, że przeszczep musi nastąpić wkrótce, zanim, jak mówią, "katar go zabije” - dodaje zrozpaczona matka.

Rodzina i przyjaciele Bartka nagłaśniają sprawę i zbierają pieniądze na leczenie chłopca. Mama chłopca zrezygnowała z pracy, aby opiekować się synem. Oszczędności rodziny już się skończyły. Dojazdy do szpitali, leki dla chłopca to wydatki przekraczające możliwości finansowe rodziny.

W pomoc Bartusiowi angażuje się coraz więcej osób, którym rodzina jest bardzo wdzięczna i pragnie podziękować. Kolportażem ulotek i plakatów zajmuje się nawet sześcioletnia siostra chłopca Gabrysia.

Dokładną historię Bartka oraz jego codzienną walkę z chorobą można śledzić za pośrednictwem fanpage na Facebooku – TUTAJ. Dziecko jest również pod opieką Fundacji Przeciwko Leukemii.

Osoby chcące wesprzeć walkę o życie i zdrowie dziecka mogą wpłacać datki lub przekazać 1proc. podatku na konto fundacji.

FUNDACJA PRZECIWKO LEUKEMII

KRS 0000151978

cel szczegółowy „Bartosz Juszczak”


Podziel się
Oceń

Reklama