Hubert Błaszczak, trener Broni Radom:
Trudno się nie zgodzić, że mecz derbowy rządzi się swoimi prawami. Towarzyszą mu duże emocje i widowiskowość, jest też sporo napięcia i spięć na boisku. Na szczęście obyło się bez czerwonych kartek. Z obu stron nie brakowało determinacji, nikt nie odstawiał nogi i było widać, że walka trwała do ostatniej minuty. Ostatecznie zwyciężyliśmy w rzutach karnych.
Staraliśmy się podejść do tego meczu z dużą dojrzałością. Po naszej stronie była przewaga wynikająca z wyższej klasy rozgrywkowej, ponieważ mierzyliśmy się z rezerwami Radomiaka. Chcieliśmy więc zagrać mądrze i odpowiedzialnie. Nie wyzbyliśmy się błędów. Mam trochę pretensji o moment, w którym straciliśmy bramkę. Prowadząc 1:0, powinniśmy mądrze zarządzać wynikiem i jednocześnie szukać drugiego gola. Uważam, że byliśmy zbyt mało intensywni w trzeciej strefie. Kiedy posiadaliśmy piłkę na połowie przeciwnika, brakowało konkretów, żeby szukać bramki, która tak naprawdę zamknęłaby ten mecz. Radomiak szukał swoich szans i je znalazł. Uważam, że zasłużył na bramkę wyrównującą. Ostatecznie było 1:1, później rzuty karne i emocje do samego końca. Cieszy to, że cel został zrealizowany, bo przyjechaliśmy tutaj przede wszystkim awansować.
Chcieliśmy również, żeby ten mecz zakończył się bez kontuzji po naszej stronie. Czy udało się to w pełni, to zobaczymy, bo Adrian Dziubiński opuszczał boisko z urazem. Mam jednak nadzieję, że nie będzie to długa przerwa i będę mógł z niego skorzystać w najbliższy weekend.
Nie podchodziliśmy do tego w ten sposób, że będziemy specjalnie przygotowywać się do rzutów karnych. Skupiliśmy się na tym dopiero przed samą serią, żeby opanować emocje, skoncentrować się na strzelcach i wyznaczyć odpowiednią kolejność. Każdy zawodnik, który bierze odpowiedzialność, musiał być przede wszystkim na to gotowy. Zrobiliśmy więc mały, szybki trening już przed serią rzutów karnych. Wcześniej w tygodniu ogóle na to nie patrzyliśmy. Celem było zakończenie meczu w pełnych 90 minutach. To się nie udało, ale najważniejsze, że koniec wieńczy dzieło i mamy awans do kolejnej rundy.
Mamy bardzo napięty terminarz, jeśli chodzi o mecze. Gramy praktycznie co trzy dni, a dodatkowo dochodzą mecze derbowe, które wynikają albo z pucharu, tak jak dzisiaj, albo z rozgrywek ligowych. Graliśmy już w lidze derbowy mecz z Kozienicami, teraz mamy Przysuchę. Dla kibiców to oczywiście dodatkowy smaczek, natomiast dla nas jest to mecz, w którym albo gramy o awans, albo o trzy punkty. Podchodzimy do tego jak do każdego normalnego spotkania.
Chcemy teraz utrzymać dobrą serię. Złapaliśmy wreszcie oddech po ostatnim wygranym meczu z Błonianką, a teraz przypieczętowaliśmy to awansem do kolejnej rundy Pucharu Polski. Mam nadzieję, że ponownie zdobędziemy trzy punkty w lidze w weekend. Chcemy od meczu do meczu realizować to, co jest najważniejsze, czyli punktować.
Do każdego meczu podchodzimy z założeniem, że chcemy go wygrać. W Pucharze Polski zostały dwa etapy, natomiast nie patrzę w kierunku finału. Skupiamy się na każdym kolejnym spotkaniu. Czy to środa, sobota czy niedziela, po prostu realizujemy swój mikrocykl. Wychodzimy po to, żeby wygrywać i się cieszyć. Nie zawsze się to udaje, ale trzeba pamiętać, że mamy nową drużynę. Jesteśmy po spadku, a zespół dopiero się kształtuje. Budujemy go na boisku i poza nim. Cały czas staramy się, żeby z tygodnia na tydzień wyglądało to coraz lepiej. Cieszy to, że teraz są wyniki, bo za wynikami zawsze idzie atmosfera. To buduje morale w zespole, chłopcy chętniej pracują i cieszą się na każdy kolejny mecz.
Roland Thomas, trener rezerw Radomiaka:
Myślę, że od początku narzuciliśmy swój styl. Broń Radom jeszcze niedawno grała na poziomie trzeciej ligi, a my jesteśmy zespołem, który jest beniaminkiem piątej ligi. Jeśli patrzymy na poziom rozgrywkowy, to pokazaliśmy tutaj swoją klasę i jakość. De facto zdominowaliśmy Broń zarówno z piłką, jak i bez piłki. Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni z wyniku, bo ostatecznie przegraliśmy ten mecz. Odczuwam jednak dużą dumę z tego, w jaki sposób zespół się pokazał. Jestem też dumny z naszych kibiców i całego środowiska. Byli tutaj, wspierali młodych zawodników i dopingowali ich do tego, żeby doprowadzić do zwycięstwa. Nie udało się, ale myślę, że dzisiejszy mecz pokazał wszystkim, że ten zespół naprawdę ma jakość i idzie w dobrą stronę. Będziemy dalej się rozwijać i pracować, żeby osiągać kolejne dobre wyniki. Teraz najważniejszy jest mecz w Żyrardowie w sobotę w lidze.
Od samego początku naszego mikrocyklu niczego nie zmienialiśmy i nie chcieliśmy specjalnie przygotowywać się do tego spotkania. Oczywiście od momentu losowania, kiedy wiedzieliśmy, że trafiliśmy na Broń, zawodnicy rozmawiali o tym w szatni, bo to jest normalne. My jako sztab w ogóle jednak się do tego nie odnosiliśmy. Ostatnio najważniejszy był dla nas mecz ligowy w zeszłym tygodniu, który zagraliśmy tutaj z Drogowcem Jedlińsk. Skupialiśmy się na nim, bo przyjęliśmy strategię, że patrzymy po prostu na małe cele. Jeśli chodzi o przygotowanie mentalne do tego meczu, wiadomo, że zespół o nim rozmawiał. Robiliśmy też wszystko, żeby zawodnicy odpowiednio się nastawili. Myślę jednak, że jako zespół pokazaliśmy dużą dojrzałość w przygotowaniu do tego spotkania. Przygotowywaliśmy się tak samo jak do każdego innego meczu. Taki sam plan mieliśmy na mikrocykl, niczego nie zmienialiśmy i niczego dodatkowo nie dokładaliśmy. Oczywiście mikrocykl był krótki, bo mieliśmy mecz w sobotę, później regenerację i odprawę dotyczącą przeciwnika. Nasz plan się jednak nie zmienił. Myślę, że wpłynęło to na to, że nie było dziś po zespole widać, że odczuwa na boisku ten ładunek emocjonalny. Na pewno jednak każdy z zawodników odczuwał go w środku.


Napisz komentarz
Komentarze