Radosław Witkowski na spotkaniu z dziennikarzami był spokojny, wyluzowany. Pojawił się w towarzystwie swoich zastępców: Katarzyny Kalinowskiej, Marty Michalskiej-Wilk i Bartosza Bednarczyka. Dziękował Radomianom za wsparcie, jakie otrzymywał przez sześćdziesiąt dni akcji zbiórki podpisów za organizacją referendum w sprawie jego odwołania.
Ostatecznie referendum nie odbędzie się, ponieważ jego inicjatorom nie udało się zebrać wymaganych piętnastu tysięcy trzydziestu pięciu podpisów.
Z informacji Krajowego Biura Wyborczego wynika, że do potrzebnego minimum zabrakło około tysiąca podpisów.
Zapytany przez naszego reportera, jak uczcił fakt, że akcja jego oponentów nie powiodła się, prezydent odpowiedział:
- Nie świętowałem. Ciężko pracowaliśmy, ale lekki kamyczek z serca spadł, bo referendum to nie jest co, czym powinniśmy się zajmować.
Za inicjatywą referendalną przeciwko włodarzom Radomia stały lokalne stowarzyszenia na czele z Filipem Waligórskim z Lepszego Radomia. Opozycja miała poparcie Prawa i Sprawiedliwości oraz Polski 2050.
- Dziękuję mieszkańcom Radomia również za to, że nie dali się wciągnąć w polityczną hucpę, w którą byli zaangażowani prominentni parlamentarzyści i europarlamentarzyści PiS-u na czele z Markiem Suskim – dodał Radosław Witkowski.
Witkowski przyznał również, że jest wiele dziedzin do poprawy i jest otwarty na głosy Radomian. Zapewnił, że tak, jak dotąd szczególnie uważnie wsłuchuje się w głosy niezadowolonych.

Napisz komentarz
Komentarze