
Podobno sąd potrzebował dosłownie kilka minut na rozprawie rozwodowej, by wydać orzeczenie. Swoją drogą, mogło to wynikać z faktu, że na sprawie nie stawił się były już mąż Beaty, Pietrasa. Prawdopodobnie był zbyt zaskoczony nagłą zmianą podejścia Pani Kozidrak do zdrad i związków – skoro tyle lat wszystko było w porządku, mimo że miał kochanki (zapewne w liczbie mnogiej) na boku, to co się zmieniło?
Po sprawie sądowej Beata pobiegła do urzędu by wrócić do panieńskiego nazwiska i zamknąć sprawę. Pozostaje już tylko podział 10 milionowego majątku – który choć wyceniony nisko opiewa także tantiemy z występów, reklam i tym podobnych. Akurat w tym wypadku Kozidrak nie ma problemów z podziałem, byleby były mąż zniknął z jej życia.
„Zgodziła się podzielić z nim prawami autorskimi do piosenek po połowie, mimo że to ona jest autorką większości z nich. Zatem on także będzie do końca życia dostawał tantiemy za piosenki Bajmu. Poza tym Beata odda mu połowę nieruchomości, w tym także tych za granicą. Pieniądze zgromadzone na kontach pary również podzielono. Ale prawo do posługiwania się nazwą zespołu Bajm otrzyma tylko ona.” - czytamy w tabloidzie.
Jak się okazuje Pietras zachwycony nie jest, prawdopodobnie ze swoją ukraińską gosposią, która oprócz sprzątania mieszkania, miała ponoć robić inne rzeczy (na przykład – dzieci), wyjechał za granicę. Sprawy nie komentuje.
„Beata musiała przez lata robić dobrą minę do złej gry, udając że wszystko jest w porządku, a prawda jest taka, że Andrzej spotykał się z innymi kobietami. Nawet zapraszał je do domu w Lublinie. Beata wkrótce zabiera córki do Las Vegas, gdzie zamierza hucznie świętować odzyskanie wolności. Jest wdzięczna córkom za wsparcie.”













