Otóż w czwartek, 13 września odbyła się w Łaźni pierwsza z debat kandydatów na prezydenta. Debatę zorganizowało radio należące do (tfu, tfu, zgiń przepadnij maro nieczysta) Grupy Agora. A, parafrazując Boya, z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. Agora chciała, ale On nie. Bo przecież każdy wie, że tamto radio równa się Agora równa się „Gazeta Wyborcza”. „Zdecydowałem, że jako protest przeciwko brudnej kampanii, którą Agora rozpoczęła w Radomiu, nie wezmę udziału w debacie organizowanej 13 września. Chociaż Agora nie wymienia mnie w swojej kampanii pomówień, protestuję przeciwko metodom, jakich używa” - napisał w oświadczeniu Wojciech Skurkiewicz. I może bym uwierzył w ten propagandowy tekst, gdyby nie jeden szczegół. Po tym, jak na stronach „Gazety Wyborczej” i Radia Zet (nota bene należącego do Czechów, czyli ukrytej opcji niemieckiej) ukazał się artykuł „Układ radomski PiS. Jak ukręcono łeb korupcyjnemu śledztwu CBA”, w którym głównymi bohaterami byli czołowi radomscy politycy, wiceminister i kandydat na prezydenta udzielił wywiadu tej rozgłośni. I zrobił to dokładnie 10 dni po publikacji tego artykułu. Wtedy powodów do protestu nie widział. Co się zatem stało między 9 a 13 września? Nie wiem. Czyżby kandydat, obawiając się merytorycznej debaty z konkurentami?
Jedno jest pewne – nie zrobił na złość ani kontrkandydatom, którzy w debacie uczestniczyli, ani też organizatorom. Józef Bakuła, dyrektor PUP w Radomiu napisał nawet na Facebooku, że dyskusja była merytoryczna, sympatyczna i konstruktywna i pokazała, że gdy nie ma PiS-u, ludzie potrafią się ze sobą dogadać.
W mojej opinii Wojciech Skurkiewicz zrobił na złość wyborcom. Bo to oni nie mogli usłyszeć, jakie ma pomysły na nasze miasto i nie mogli poznać go bliżej. To oni nie mogli się przekonać, w czym minister jest lepszy od innych startujących w wyścigu o fotel prezydenta. A może wyborcy PiS nie potrzebują takiej wiedzy? A minister najwyraźniej media traktuje wybiórczo. W niektórych śmiało bryluje; choćby w Radiu Maryja, gdzie przekonywał, że prezydent z Platformy w zemście za patriotyczny koncert odwołał dyrektora Zespołu Szkół Muzycznych. Pominął, że były dyrektor był skonfliktowany ze wszystkimi - zarówno z nauczycielami, jak i rodzicami. Mam jednak nadzieję, że nasz lokalny minister, którego osobiście bardzo lubię (i nie piszę tego z kurtuazji - to jest naprawdę fajny gość), nie obrazi się na inne redakcje (w tym media należące do Radomskiej Grupy Mediowej, do których ma zawsze otwarte drzwi i dobrą kawę z naszego ekspresu). Takim zachowaniem bowiem nie zrobi krzywdy mediom, w których jego wystąpień nie będzie, ani też wyborcom, do których nie dotrze ze swoim przekazem. Krzywdę może zrobić jedynie sobie, gdyż jego głos dotrze jedynie do bardzo wąskiego grona. I to w większości już określonego politycznie. Jeśli się obrazi, to co ministrowi pozostanie? Tylko TVP i jedna czy dwie mniejsze lokalne alternatywy – radiowa i portalowa? Troszkę mało, by wygrać.
Zastanawiam się nad jednym - czy minister obraził się również na sieć kin Helios? Bo przecież ich właścicielem też jest Agora. O, Jezu, ale się narobiło!















Napisz komentarz
Komentarze