Choć sobotni wieczór był chłodny, jak jesienią, to aura nie odstraszyła miłośników dobrej muzyki, którzy tłumnie zjawili się nad zalewem na Borkach, żeby delektować się występami kończącymi radomski Cafe Jazz Festival.
- Cieszę się, że mimo zimna frekwencja dopisała. Wierzę, że publiczność rozgrzeje muzyka płynąca ze sceny. Tym bardziej, że wystąpią naprawdę znakomici artyści. Muzycznych wrażeń będzie równie wiele, jak w piątek – powiedział nam Waldemar Dolecki, dyrektor Amfiteatru, głównego organizatora festiwalu, z którym rozmawialiśmy przed rozpoczęciem sobotniego koncertu.
Muzyczna uczta rozpoczęła się z kilkunastominutowym opóźnieniem, ale warto było czekać, bo widzów w dobry nastrój wprowadzili jazzmani z Big Mielec Band. Potem rozgrzani jazzowymi standardami melomani bawili się przy Singin’ Birds, a na koniec publiczność utonęła w latynoskich rytmach pełnych nostalgii, tęsknoty, ale i ekspresji zaserwowanych przez Rey Ceballo & Tripulation Cubana. Muzyka tak mocno przemawiała do wyobraźni słuchaczy, że wystarczyło zamknąć oczy, żeby przenieść się na roztańczone ulicy Hawany sprzed rewolucji Fidela Castro.
- Kapitalny występ. Ale mnie najbardziej porwał piątkowy koncert Leliwa Jazz Band Jak zawsze wielka klasa – podsumował Mirosław Kucharski, prezes stowarzyszenia Cafe Jazz Festival.

Napisz komentarz
Komentarze