Miało być referendum, a w jego wyniku odwołanie prezydenta z pompą i z hukiem. Oponenci zarzucali rządzącym niegospodarność i nadmierne zadłużenie miasta. Organizatorzy przedsięwzięcia mocno się jednak przeliczyli. Okazało się, że choć wśród Radomian nie brak niezadowolonych z pracy prezydenta i rady Miejskiej, to nie było ich na tyle wielu, żeby zebrać wymagane minimum, czyli piętnaście tysięcy trzydzieści pięć podpisów mieszkańców miasta koniecznych do tego, żeby referendum w ogóle się odbyło. Zabrakło około tysiąca głosów.
Za puczem przeciwko włodarzom Radomia stały lokalne stowarzyszenia na czele z Filipem Waligórskim z Lepszego Radomia. Opozycja miała poparcie Prawa i Sprawiedliwości oraz Polski 2050.
Fiasko referendalnych planów swoich przeciwników tak w mediach społecznościowych skomentował główny zainteresowany, czyli prezydent Radomia Radosław Witkowski:
-Wiemy już, że referendum w sprawie odwołania Prezydenta Radomia i Rady Miejskiej nie odbędzie się. Jego inicjatorzy w ciągu minionych dwóch miesięcy nie zebrali wymaganej liczby podpisów.
Nie traktuję tej informacji jako powodu do triumfowania. Chcę natomiast serdecznie podziękować wszystkim, którzy w tym czasie okazali mi zaufanie, wsparcie i zwykłą ludzką życzliwość.
Przed nami kolejne wyzwania i wiele pracy. Tego najbardziej potrzebuje nasze miasto. Nie politycznych akcji i sporów. Chcę, abyśmy jak najwięcej energii poświęcali temu, co nas łączy - rozwojowi Radomia i poprawie jakości życia mieszkańców. Taki był i pozostaje mój cel – napisał Witkowski.
Zgodnie z prawem o referendach lokalnych, po niezłożeniu wniosku inicjatorzy mają 3 dni na komisyjne zniszczenie zebranych kart z podpisami mieszkańców i przekazanie protokołu komisarzowi wyborczemu.

Napisz komentarz
Komentarze