Zobacz także: Tłumy w Muzeum Wsi Radomskiej. Była tradycyjna procesja, wkopanie palmy i poświęcenie zasiewów
Ekstremalna Droga Krzyżowa? "Duża potrzeba serca"
Ekstremalna Droga Krzyżowa od wielu lat budzi ciekawość nawet tych, którzy na co dzień nie mają po drodze z kościołem. To wielkie wyzwanie fizyczne, ale przede wszystkim fascynująca wycieczka duchowa w głąb własnej duszy. - Z mojej strony to była duża potrzeba serca, bo w poprzednich latach słyszałam o tej drodze krzyżowej, miałam ochotę pójść, a finalnie do tego nie doszło. Tym razem czułam głęboką potrzebę, żeby pójść. Powiedziałam po prostu, że idę, bo chcę pobyć z Panem Bogiem sam na sam - powiedziała Jagoda Wojciechowska z radomskiego Duszpasterstwa Akademickiego, które było jednym z organizatorów EDK.
Wyjątkowa forma wielkopostnego nabożeństwa rozpoczęła się od tradycyjnej mszy świętej w radomskiej katedrze, po której pątnicy ruszyli do Skrzyńska w gminie Przysucha.
- Tej drodze towarzyszy wiele refleksji dotyczących tego, co można zmienić w swoim życiu. Były na trasie takie odcinki, gdzie szło się pięć kilometrów samemu, więc momentami to była też samotna droga. Wtedy człowiek inaczej myśli, inaczej patrzy na wszystko, zastanawia się nad życiem, nad tym, co można zrobić, żeby ono wyglądało lepiej - powiedział nam Kacper Wlazło, starszy szeregowy 42. Bazy Lotnictwa Szkolnego, dla którego była to już druga Ekstremalna Droga Krzyżowa.
Pątnicy mieli do wyboru pięć wariantów tras:
- Trasa św. Klary (żółta) - 40 kilometrów
- Trasa św. Michała Archanioła (niebieska) - 43 kilometry
- Trasa św. Królowej Jadwigi (czerwona) - 45 kilometrów
- Trasa św. Ojca Pio (czarna) - 45 kilometrów
- Trasa księdza Romana Kotlarza (biało-czerwona) - 47 kilometrów
Uczestnicy zaznaczają, że w każdym przypadku nieodłącznym elementem pokonywania trasy była głęboka modlitwa. - Było bardzo ciężko. Najgorsze chwile to chyba te, w których dochodziliśmy na stacje, przyklękaliśmy przy nich, mieliśmy rozważania, a po nich wracaliśmy do marszu. Wtedy chcieliśmy wstać, a nasze nogi nie chciały - przyznała Wojciechowska.
- Pojawiały się takie myśli: "po co ci to?", "jesteś po pracy, a inni sobie odpoczywają", "młodzi wyszli na miasto, a ty idziesz ponad 40 kilometrów ciemną drogą?". Szybko wracałam jednak na dobre tory. Wiedziałam, po co idę i zmieniałam to swoje myślenie - dodała nasza rozmówczyni.
Zobacz także:
Duchowy wymiar EDK. "Wiem, że żadna noc w moim życiu nie jest nie do przejścia"
Ksiądz wygłaszający homilię podczas mszy świętej inaugurującej EDK podkreślał, że droga krzyżowa to metafora zmian, które wykuwają się w trudzie codziennych zmagań życiowych. - Po tej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej wychodzę z takim poczuciem, że żadna noc w moim życiu nie jest nie do przejścia, że każdy kryzys i gorszy moment to tylko ta przysłowiowa noc, po której nastaje dzień. Wyniosłam też ogromne poczucie satysfakcji, bo mogłam na nowo ułożyć sobie tę relację z Panem Bogiem - wyznała Wojciechowska.
Ekstremalna Droga Krzyżowa zakończyła się o 7 rano w sanktuarium Matki Bożej Staroskrzyńskiej w gminie Przysucha.
Zobacz także:














Napisz komentarz
Komentarze