
Według informacji, które krążą po kolorowej prasie, kryzys pojawił się niedługo po tym jak Kruszewska wylądowała w szpitalu. Już wtedy według doniesień, Andrzejowi nie w smak było zajmowanie się chorującą żoną. Czy to prawda? Tego nie wiadomo, a sam artysta oczywiście zaprzecza… choć jakoś nikt mu nie wierzy.
„Kiedy mężczyzna choruje, kobieta staje na rzęsach, żeby mu pomóc, a sytuacji odwrotnej mężczyźni nie dają rady.” - nawet jego własna żona, tak nie do końca podziela opinię Grabowskiego o dawaniu z siebie wszystkiego wobec kochanego partnera, bo to tymi słowami skwitowała swoje relacje z nim na łamach „Na Żywo”. Przed kilkoma miesiącami Grabowski spakował walizki i wyjechał do podwarszawskiego dworku, by tam przemyśleć swoje sprawy. A Anita wymaga jednak przynajmniej odrobiny uwagi, bo stan jej zdrowia nie pozwala nawet na powrót do pracy – pogarszający się wzrok uniemożliwia podjęcie wyuczonego zawodu charakteryzatorki. Stres, sprzedaż mieszkania by mieć za co żyć – to wszystko tylko utrudnia rekonwalescencje Anity Kruszewskiej, która w maju tego roku ponownie wylądowała w szpitalu. Grabowski miał do niej chociażby zadzwonić, ale podobno mu nie wyszło. A pozwu rozwodowego nie złożył, bo… zależy mu na wizerunku.
„ Chociaż oboje utrzymują, że małżeństwa nie da się już uratować, Andrzej wolałby, żeby to Anita złożyła papiery rozwodowe do sądu. Nie chce być postrzegany jako mężczyzna, który porzucił żonę w potrzebie.” - czytamy w Fakcie.
Jeżeli jest w tym chociaż odrobina prawdy – w tych wszystkich informacjach, które obiegają już nie tylko tabloidy, ale również media – to Grabowski nie powinien martwić się swoim wizerunkiem, bo go nie ma.

