To marzenie spełniło się w przypadku Christine Jiaxin Lee, wtedy 17-latki z Malezji, która zorientowała się, że na jej konto wpłynęło... 4.6 miliona dolarów australijskich, czyli coś w okolicy 13 MILIONÓW ZŁOTYCH. Co zrobiła? Nie powiedziała o tym nikomu, prócz swoich rodziców, a potem ruszyła w dzikie tango swojego życia. Fortunę przeznaczyła na między innymi wynajem super luksusowego apartamentu w najlepszym miejscu w Sydney, ponad milion poszedł na torebki sygnowane przez takich projektantów jak Louis Vuitton, Channel, Moschino, Loubotoutin, czy też Yves Saint Laurent.
"Jestem przekonany, że moja klientka zostanie uniewinniona. Za pomyłkę odpowiedzialność ponosi bank. Rodzina Christine w pełni popiera to, co zrobiła. Miała prawo wydać te pieniądze" - powiedział australijskim mediom, adwokat studentki, Hugo Aston.
Niestety w końcu ją złapano po tym jak bank winny pomyłce zgłosił ją na policję. Funkcjonariusze zatrzymali Christine na lotnisku, gdzie miała już wsiadać do samolotu w kierunku Sydney.
"Tylko jednego dnia potrafiła wydać 220 tysięcy dolarów w butiku Diora. Kupiła kolekcję najdroższych torebek Hermes na specjalne zamówienie, które kosztowały ponad milion dolarów. Swoje zakupy chętnie pokazywała w sieci. Podczas przeszukania jej apartamentu znaleziono liczne, drogocenne przedmioty: komplet biżuterii Chanel, szpilki od Louboutin, torebki Moschino i Yves Saint Laurent." - czytamy w australijskich tabloidach. Z prawie pięciu milionów baksów pozostało studentce około 1,3 miliona dolarów - które bank oczywiście odzyskał.













