To, czy pod Radomiem otworzą wystawkę sprzętu militarnego. Jeśli konkurencję polityczną interesuje to, dlaczego ich przeciwnicy nie wywiązują się z obietnic, niech sami dzwonią i interweniują, a nie wysługują się mediami. Telefony są dostępne w Internecie. Mam nadzieję, że tym wstępem zamknąłem temat PGZ-u.
Podpytałem kolegów z redakcji, o czym by chcieli przeczytać. O obchodach Radomskiego Czerwca... już, niestety, było. Ale jeden pomysł okazał się dobry. Kolega o zacnym imieniu Adam podpowiedział - o tym, że nareszcie zamkną lotnisko i że miasto nie będzie musiało do niego dopłacać.
Z tym zamykaniem i przejmowaniem radomskiego lotniska przez PPL nie jest jednak tak różowo. Nie ma co się oszukiwać - cała sprawa jest mocno polityczna. Prawo i Sprawiedliwość musi pokazać, jak to chce pomóc w znalezieniu inwestora dla tego, co sami stworzyli. I podsyła państwową spółkę. Prezydent też musi pokazać, jak bardzo jest otwarty na przejęcie lotniska. Choć w tej chwili powołana przez niego prezes może co miesiąc pobierać całkiem spore (nie tylko na warunki radomskie) pobory. Więc mimo że lotnisko jest takim gorącym kartoflem, to chyba prawie żadnemu politykowi nie zależy, żeby coś z nim zrobić. Napisałem „prawie”, bo w ten proces poważnie zaangażował się jedynie polityk, wobec którego na początku byłem bardzo sceptyczny, czyli Adam Bielan.
Choć we wtorek, na nadzwyczajnej sesji rady miejskiej sprawa przygotowania do przejęcia ruszyła do przodu. Radni wyrazili zgodę na „odstąpienie od obowiązku przetargu i zawarcie przez Gminę Miasta Radomia z podmiotem zarządzającym lotniskiem cywilnym użytku publicznego umowy dzierżawy”. Przedmiotem dzierżawy ma być kilkadziesiąt działek, na których znajduje się port lotniczy. Część gruntów jest własnością miasta, część stanowi własność skarbu państwa. Tymi terenami dysponuje spółka Port Lotniczy Radom, na zasadzie użyczenia. Według wiceprezydenta Frysztaka, aby przejęcie Portu Lotniczego Radom przez PPL zostało dokonane, konieczne jest jeszcze złożenie ostatnich dokumentów. - Sądzę, że to kwestia raczej dni niż tygodni – powiedział wiceprezydent.
Optymista – tak pomyślałem. Ja, będąc realistą, twierdzę, że obiecanek związanych z lotniskiem mieliśmy już bardzo dużo. Dlatego uwierzę w przejęcie dopiero wtedy, gdy ono dojdzie do skutku. Gdybym wierzył we wszystko to, czego możemy się dowiedzieć o lotnisku, pewnie chciałbym kupić bilet do Egiptu. Bo przecież tam właśnie miały latać pierwsze samoloty upadłego biura podróży Alfa Star. Pewnie bym też uwierzył, że z Radomia będzie latać nieistniejąca linia lotnicza 4 You Airlines, która nawet nie mogła się nazywać linią lotniczą. Uwierzyłbym też, że w grudniu ubiegłego roku poznamy nowego przewoźnika i nową siatkę połączeń. Pewnie bym wierzył, że 70 mln zł z Buy-Sell-Back będzie wykorzystane na niezbędne inwestycje (wydłużenie pasa, budowę płyt postojowych czy też zapowiadaną budowę stacji na paliwo lotnicze Ewo Avgast), a nie przejedzone. Ba, uwierzyłbym, że formuła będąca ukrytą formą pożyczki jest znalezieniem inwestora, jak to ówczesny zarząd przedstawiał. O inwestorach również słyszeliśmy wiele pogłosek było. Chińczycy, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy też (najbardziej konkretna) izraelska firma iHLS, z którą został nawet podpisany list intencyjny. Co z tego wszystkiego wyszło? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam.
Jedno jest pewne – sprawa przejęcia radomskiego lotniska przez PPL ruszyła. Kiedy dojdzie ono do skutku? Czas pokaże. I miejmy wszyscy nadzieję, że nastąpi to w bliższej niż w dalszej przyszłości. Oby jeszcze przed wyborami.














Napisz komentarz
Komentarze