
Potem felietonistka opowiadała np. o swojej sesji dla "Playboya": – Podczas jednego ze spotkań w programie ,,Śniadanie Mistrzów” Marcina Mellera, który jednocześnie jest naczelnym Playboya, zaproponował mi napisanie felietonu. Napisałam, po czym zgłosiło się do mnie dwóch redaktorów z prośbą o przeprowadzenie ze mną wywiadu - oczywiście nie na temat seksu, bo ja niewiele pamiętam. Rozmawialiśmy o życiu i o śmierci. Po wywiadzie musiały powstać zdjęcia. Padła propozycja, by wykonano je na warszawskich Powązkach. Zgodziłam się i tak doszło do mojej sesji dla "Playboya".
A tak mówiła o związkach z Radomiem:
- To jest moja pierwsza wizyta w tym mieście. Mam jednak korzenie radomskie. Nie posiadam dzieci, ale od lat kocham psy. Artur Andrus, który przeprowadzał ze mną wywiad, odnalazł w Internecie ogłoszenie o porzuconym w Radomiu psie. Przygarnęłam go i nazwałam Supron. Mam zatem wielki sentyment do Radomia, a po dzisiejszej wizycie na pewno będzie on jeszcze większy.
O wydawnictwie "Każdy szczyt ma swój Czubaszek” jednak coś było. Skąd wziął się pomysł na książkę?- Wszyscy mówili mi "Maria napisz książkę". Taka Perepeczko już chyba szóstą machnęła i końca nie widać, więc ja się zdecydowałam – mówiła Maria Czubaszek. - Tytuł książki wymyślił tak naprawdę Jonasz Kofta, który w programie 3. Polskiego Radia prowadził audycje. Pod koniec jednej z nich padły słowa "każdy szczyt ma swój czubaszek". Artur Andrus, który spisał wywiad ze mną uznał, że będą one idealnym tytułem tej książki. Ja nie zachęcam do jej przeczytania...













