Sezon letni w pełni. Piękna pogoda zachęca do kąpieli. A woda nęci… Do tego stopnia, że często traci się zdrowy rozsądek i dopuszcza czynów, które mogą skończyć się tragicznie.
To historia o harcie ducha, dzięki któremu pokonał depresję i myśli samobójcze. Opowieść o miłości do Wisły Kraków i apetycie na życie.
- Tysiące razy pytałem siebie, Pana Boga: po co? Po co mi to było?! Dlaczego to zrobiłem?! – opowiada nam Mariusz Rokicki, który w 1998 roku, w wieku 21 lat, tak feralnie skoczył do wody, że doznał przerwania rdzenia kręgowego. Efektem urazu był paraliż czterokończynowy.
„Nie czułem nic”
- Do mojego nieszczęścia doszło na kąpielisku pod Odrzywołem. Ze znajomymi mieliśmy jechać na dyskotekę. Nagle pojawiła mi się w głowie myśl, żeby podjechać nad wodę. Wykąpać się. Coś mnie do tego popychało. Jechałem, jak wariat. Kiedy zajechaliśmy na miejsce, wyskoczyłem z samochodu, w biegu się rozbierałem i bez słowa, od razu do wody – wspomina pan Mariusz.
- Nie czułem bólu. Kiedy uderzyłem w wodę, usłyszałem tylko pęknięcie. A za moment spojrzałem na unoszące się na tafli bezwładne ręce i nogi. Nie czułem ich. Nie czułem nic! Potem pojawił się natłok myśli. I pulsujące w głowie pytanie: Boże, to tak mam zakończyć swój żywot?! - Mówi Mariusz Rokicki.
Nasz bohater doskonale znał feralne kąpielisko. – Skakałem tam na „główkę” wielokrotnie. Przy brzegu było płytko, ale jakieś dwa, trzy metry dalej zaczynała się już niezła głębokość. Jeżeli wzięło się dobry rozbieg, to lądowało się we właściwym miejscu. Tyle, że tamtego dnia, biegnąc, potknąłem się i walnąłem w płyciznę. Chwila, błysk, sekundy, które zaważyły na całym moim życiu – relacjonuje spokojnym, pewnym głosem Rokicki.
Ożywia się, kiedy apeluje do młodych: - Kochani, jak wiem, że młodość rządzi się swoimi prawami, ale na to nie ma mądrego. Dlatego apeluję i proszę; zastanówcie się dwadzieścia razy, zanim skoczycie „na główkę”. Konsekwencje mogą być nieodwracalne. A straconego w tak głupi sposób zdrowia już nie da się odzyskać – twierdzi pisarz.
"Nigdy nie zdradzę Wisły!"
Mariusz Rokicki przez ponad rok uczył się żyć w świecie pełnym ograniczeń. W świecie zamkniętym w czterech ścianach pokoju w Domu Pomocy Społecznej przy ulicy Wyścigowej w Radomiu. Świecie ograniczonym ramami specjalnie przystosowanego łóżka.
- Depresja goniła depresję. Próby samobójcze. Chciałem umrzeć. Ale to minęło. Przepracowałem wszystko w głowie i nauczyłem się doceniać życie. Kochać je. Odnalazłem sens, miłość – uśmiecha się nasz rozmówca.
Nie ukrywa, że pomogła mu w tym kibicowska pasja. Jest zagorzałym sympatykiem Wisły Kraków. Ściany jego pokoju zdobią zdjęcia wielkiej Wisełki, tej z Kamilem Kosowskim, Maciejem Żurawskim i Tomaszem Frankowskim na czele.
Mariusz jest szczęśliwy, że Biała Gwiazda po czterech lata pierwszoligowego czyśćca wróciła do Ekstraklasy.
- Kiedyś, jako mały chłopiec zapytałem taty: - jaka jest najlepsza drużyna?
- Wisła Kraków – odpowiedział ojciec.
- Uwierzyłem tacie i w od tamtego momentu w moi sercu już na zawsze będzie Biała Gwiazda. Nigdy jej nie zdradziłem i nie zdradzę – zapewnia z dumą w głosie Rokicki.
Poza tym Mariusz pisze. Wydał kapitalną książkę „Życie po skoku”. Przygotowuje kolejną publikację „12 rund czyli depresja świata”. Na jej kartach opowiada o dwunastu załamaniach, które przeszedł. Nie ukrywa, że były tak ciężkie, iż stawką ich stało się jego życie.
Mariusz tworzy muzykę do swoich wierszy. Marzy o tym, żeby druga książka już ukazała się na rynku, chce wydać tomik wierszy i z trybun stadionu przy Reymonta w Krakowie kibicować ukochanej Wisełce. Oczywiście ubrany w koszulkę ulubionej drużyny. Najlepiej Angela Rodado. Ulubionego piłkarza Mariusza.
Być może również dzięki apelom Mariusza Rokickiego świadomość kąpiących się z roku na rok jest coraz większa. Szymon Warmiak z radomskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego: - Na ten moment widzimy, że nasza prewencja, nasze działania profilaktyczne przynoszą skutek. Ilość utonięć w Polsce maleje. Liczba Czarnych Punktów w województwie mazowieckim póki co została utrzymana, ale myślę, że od przyszłego roku też już będzie malała – powiedział nam ratownik.
W ubiegłym roku na Mazowszu utonęło 40 osób.


Napisz komentarz
Komentarze