Najistotniejsze jest, że Zieloni w „meczu o życie” wygrali drugie… życie. I choć ze wznoszeniem toastów za utrzymanie w Ekstraklasie radziłbym się jeszcze wstrzymać, to sytuacja ekipy Bruno Baltazara jest o niebo lepsza, niż przed sobotnim starciem.
Do końca sezonu zostało pięć kolejek. Pięć bitew o wszystko.
Ale są powody do optymizmu. Po Widzewie wróciła wiara, że Radomiakowi może się udać.
Przeciwko nabitym kasą, jak hodowlany kurczak sterydami, Łodzianom Zieloni zagrali najlepszy mecz w tym roku. Wreszcie pokazali, że im zależy. Że potrafią podnieść się po stracie gola, odwrócić wynik i wygrać.
W grze naszych był ogień, pasja i wola zwycięstwa za wszelką cenę. Takiego Radomiaka chcemy oglądać. Takiemu kibicować i w takiego wierzyć. Jeżeli sztabowi szkoleniowemu uda się utrzymać mental zawodników na takim poziomie do końca sezonu, to będzie dobrze. Nie spadniemy!
Sobotnia wygrana musiała szczególnie smakować Bruno Baltazarowi. Portugalczyk mógł wpaść w nerwicę, stracić wiarę w sens pracy i swoje, zdaniem piłkarzy Radomiaka całkiem niezłe, umiejętności. Aż trudno uwierzyć, ale triumf nad drużyną z Łodzi był pierwszą wygraną Baltazara od grudnia 2024 roku. Przerażające…
W życiu człowieka często występuje zjawisko tzw. kuli śnieżnej. Polega ono na tym, że jedno zdarzenie wywołuje kolejne. Wypada wierzyć, że sobotnia wiktoria oznacza nie tylko oddech dla zespołu, ale również, a może przede wszystkim koniec koszmarnej, czarnej serii Baltazara. I teraz boss będzie z Zielonymi kroczył już wyłącznie od zwycięstwa do zwycięstwa. Oby, bo drużynie walczącej o utrzymanie potrzebny jest szkoleniowiec wierzący w siebie i swój warsztat, a nie smutas, który zastanawia się, jak odwrócić złą passę.
Na meczu z Widzewem gościł selekcjoner reprezentacji Polski Jan Urban. Trener Biało-Czerwonych nie boi się sięgać po nieoczywiste nazwiska i powoływać do kadry zawodników, których obecności kompletnie nikt by się nie spodziewał. Jak choćby Filip Rózga ze Sturmu Graz czy były bramkarz Zielonych Mateusz Kochalski. Dziś gracz azerskiego Karabachu Agdam
Skoro tak, to dlaczego Urban nie miałby w czerwcowych meczach towarzyskich sprawdzić Jana Grzesika? A co! Jak się bawić, to się bawić! Prawy obrońca lub wahadłowy może okazać się największym wygranym meczu z Widzewem. Jest w gazie. Szybki, kreatywny, po piłkarsku inteligentny. Nie traci głowy w sytuacjach krytycznych. Umie znaleźć się w polu karnym przeciwnika. A że ma 31 lat i zdaniem malkontentów jest już za stary na debiut w kadrze? Mocno chybiony argument. Po trzydziestce pierwsze powołania otrzymali choćby Paweł Sibik, który z reprezentacją poleciał nawet na mundial do Korei i Japonii w 2002 roku czy bramkarz Bartosz Białkowskiego, którego Adam Nawałka zabrał na Euro do Francji w 2016 roku.
Grzesik pewnie drugim Matty'm Cashem nie będzie, ale warto go sprawdzić w poważniejszym towarzystwie. Oczywiście, o ile Radomiak utrzyma się w lidze, a pan Janek zachowa aktualną formę.















Napisz komentarz
Komentarze