
Przeszedł do historii dzięki jednej, ale za to bardzo ważnej bramce, która dała Radomiakowi w meczu z Lublinianką w 1977 roku awans do II ligi. W 87. minucie po faulu na Jerzym Turoniu sędzia podyktował karnego. Do piłki podszedł Stanisław Kosiec. Rozbieg... strzał... i gol! Szaleństwo na stadionie. Zdobywca bramki na miarę awansu utonął w objęciach kolegów. Kibice na rękach znosili z boiska bohatera spotkania.
- Czy się bałem? - odpowiadał po latach na pytania dziennikarzy. - A czego? Normalnie podszedłem, kopnąłem i piłka wylądowała w siatce. Nie było czasu do namysłu. Dopiero po pewnym czasie dotarło do mnie, co by się działo gdybym nie strzelił. W plebiscycie na najlepszego piłkarza 85-lecia klubu zajął 7. miejsce.
Od wielu lat Stanisław Kosiec zmuszony był poruszać się na wózku inwalidzkim ze względu na amputowaną nogę. Zawsze w klapie jego marynarki można było dostrzec odznaki RKS oraz Radomiaka.
źródło informacji: radomiak.com.pl














