Ostatnio spotkałem kibica Radomiaka. Miły gość. Nowy trener Zielonych John Carver by go polubił. Z twarzy fana biło, że mają z coachem podobne hobby. I ten facet zapytał mnie, jak będzie w poniedziałek?
- 2:1 dla naszych, odpowiedziałem.
- To tak obstawię – zadeklarował, po czym oddalił się. Chyba do wodopoju.
Moja wiara w wygraną Radomiaka z Motorem na przywitanie z Johnem Carverem to nie zwykłe chciejstwo kibica. To przewidywanie poparte statystyką. Anglik jako pierwszy szkoleniowiec, stały bądź tymczasowy, ma całkiem niezły bilans swoich debiutów.
Z Newcastle wygrał z Blackburn Rovers 3:0, w Leeds pokonał Birmingham 3:2, ponownie w roli ratownika w Newcastle zremisował z Burnley 3:3. Na Cyprze z Omonią Nikozja w kwalifikacjach Ligi Europy ograł Bananc Erewan 1:0. No i w grudniu 2024 roku w pierwszym meczu jako trener Lechii Gdańsk zainkasował komplet punktów ze Śląskiem Wrocław. Tym samym przełamał kryzys drużyny z Trójmiasta, która przed przyjściem Carvera w pięciu kolejnych spotkaniach zdobyła zaledwie dwa „oczka”. W debiucie nowy opiekun Radomiaka przegrał raptem raz. W amerykańskiej MLS, kiedy stojąc za sterami Toronto FC musiał uznać wyższość Columbus Crew (0:2).
W poniedziałek John Carver zamierza zgasić Motor i szerokim uśmiechem przywitać się z kibicami przy Struga. Właśnie ten uśmiech to charakterystyczna cecha Anglika. W klubie twierdzą, że nie zadziera nosa, jest uprzejmy, z każdym się przywita, zagada i co najważniejsze, tak jak w poprzednich zespołach, w Radomiu drzwi do pokoju trenerów są zawsze otwarte. To sygnał, że zawsze jest do dyspozycji zawodników.
W najbliższym meczu Carver przywita się z Radomiem, a trener gości, Mariusz Misiura może zsiąść z Motoru. Notowania trenera Lublinian są ponoć tak kiepskie, że jeżeli przegra z Radomiakiem to wyleci z roboty.
Ostatnio wywiadu udzielił były trener Zielonych Tomasz Kaczmarek. Ten sam, który zbiera baty w Rakowie Częstochowa. I wspomniany Kaczmarek powiedział, że w Radomiu piłkarze go nie szanowali. Cóż, na szacunek trzeba sobie zapracować. A na to pan Tomasz nie miał czasu, bo wybrał grubą kasę zaoferowaną mu pod Jasną Górą. Czytając wynurzenia Kaczmarka, utwierdzam się w przekonaniu, że faceta poznaje się po tym, jak kończy. I to zakończenie może mieć różne oblicza, ale jedno jest pewne: publicznie nie pluje się na własne gniazdo. Nawet jeżeli oczekiwania obu stron i pracodawcy i pracownika rozminęły się z rzeczywistością.
I na koniec jeszcze o postępku szefów Radomiaka. Unikatowym w skali Ekstraklasy. Rzadko zdarza się, żeby w czasach, gdzie jedynym miernikiem wartości człowieka jest grubość jego portfela, ktoś zdecydował się na taki gest, jak Radomiak wobec Mateusza Cichockiego. Zawodnik, który w zielonej koszulce występuje od 2019 roku i miał ogromny udział we wszystkich ostatnich awansach, od dłuższego czasu boryka się z kontuzjami. Obecnie przechodzi kolejną rehabilitację. Pech chciał, że w trakcie leczenia wygasł mu kontrakt. Mimo że nie ma pewności, czy „Cichy” wróci do szczytowej formy ani jak długo przyjdzie czekać na jego powrót na boisko, właściciel Radomiaka przedłużył z nim kontrakt do końca czerwca 2027 roku. Przejaw zaufania, wdzięczności za to, co piłkarz zrobił dla klubu i wiara w to, że Cichocki jeszcze wiele da Radomiakowi. Wbrew temu, co pan mówi panie Kaczmarek, w Radomiaku szanuje się ludzi. Jeżeli sobie na to uznanie, zaufanie i szacunek zapracują.


Napisz komentarz
Komentarze