Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord Radom 29 lat z Wami Radio Rekord Radom 29 lat z Wami
czwartek, 15 października 2026 15:42
Reklama
Nasz komentarz

Wygrany przegranego meczu z Motorem

Niestety, jestem pewien, że porażka z Motorem (2:3) będzie mieć kolosalne konsekwencje w walce o utrzymanie w Ekstraklasie. Ale nie wszyscy z obozu Radomiaka zostali rozjechani przez jednoślad z Lublina. Jeden człowiek ze sztabu Zielonych może czuć się wygrany.
Źródło: własne
Wygrany przegranego meczu z Motorem

Autor: Michał Stańczyk

Źródło: Radomiak Radom

Blado wypadł debiut Johna Carvera w roli pierwszego trenera Radomiaka. Zieloni mieli przebłyski dobrej gry szczególnie, gdy wyrównali stan meczu z Motorem na 2:2 i mocno przycisnęli gości. Ale co z tego, skoro finalnie to rywale odjechali z kompletem punktów.

Nie rozumiem dlaczego spotkanie na ławce zaczął Luquinhas, a od początku grał na przykład Rafał Wolski, który po boisku poruszał się, jak na zwolnionych obrotach. Poza dośrodkowaniem z rogu, po którym gola zdobył Filip Koperski, kapitan Zielonych nie wyróżnił się absolutnie niczym. Podobnie, jak inny z liderów drugiej linii Roberto Alves. Ten był wolny i zwrotny, jak Batory w porcie.

Koszmarnie zawiódł Kryspin Szcześniak, który popełniał szkolne błędy na prawej obronie. Widać było, że na tej pozycji męczy się okrutnie. W ogóle obrona to był dramat.

Balde? Na sto metrów wygrałby z nim oderwany od obiadu Leandro.

No i wreszcie dwaj bohaterowie tragiczni. Ronaldo Lumungo i Abdoul Tapsoba. Pierwszy permanentnie panikował w polu karnym rywali. Zamiast podawać, strzelał. I odwrotnie. A zresztą określenie strzelał, to w przypadku Lumungo słowne nadużycie. On pchał piłkę w kierunku bramki. Tak lekko, że ta za każdym razem ledwo, ledwo doturlała się do bramkarza. Dlaczego tak robił? Nie wiem. Chyba z głodu... Gdyby dwukrotnie uderzył piłkę z choćby przeciętną siłą, to Zieloni by wygrali. Ale i tak powinni zremisować, i pewne tak by się stało, gdyby nie Abdoul Tapsoba. Przy ostatniej akcji meczu, po rzucie rożnym dla Motoru wesoły Abdoul nie miał prawa odpuścić krycia. To pierwsza strona piłkarskiego elementarza. Podstawy, które pojąłby średnio zdolny trampkarz. Każdy. Tylko nie Tapsoba.

Ale dosyć narzekania. Teraz pozytywy. A właściwie jeden, za to rokujący na przyszłość. To Adam Sadler. Pierwszy asystent Johna Carvera. Prawdziwy kozak. Lubię takich. Nieprzypadkowo Sadler był w sztabie Leicester City, kiedy ta drużyna sensacyjnie zdobyła mistrzostwo Anglii w 2016 roku, a w jej barwach grał inny zakapior, nasz Marcin Wasilewski.

W meczu z Motorem Sadler pokazał, co to znaczy żyć na ławce. Biegał, podpowiadał, gestykulował. Jak było trzeba to rugał sędziego technicznego. Mało brakowało, a by mu przywalił. Carver stał i patrzył. Reszta należała do Sadlera. 

W Radomiaku mówią, że Adam to wulkan zarażający energią. Jest walczakiem, który nie pęka, a w jego słowniku nie ma określenia „przejść obok meczu”. Można przegrać, ale dla Sadlera zbrodnią jest jeśli piłkarz nie walczy. 

Jeżeli ktoś ma „zrobić” atmosferę w szatni, sprawić że piłkarze przestaną wyglądać jakby byli na stypie, to jestem pewien, że taką osobą jest właśnie Adam Sadler.

I w tym cała nadzieja Radomiaka. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze

Reklama