Tak katastrofalnie dysponowanego Adriana Diegueza jeszcze nie widziałem. Patrząc na jego nieporadność, nonszalancję i brak koncentracji pojawiała się myśl, czy nie pomyliły mu się koszulki i drużyny. Bo robił wszystko, żeby „pomóc” rywalom. Pierwsza i trzecia bramka to efekt jego juniorskiego zachowania.
Tomasz Kaczmarek i tak miał dużo cierpliwości do Hiszpana, bo powinien go wywalić z boiska już po pierwszej połowie. Spokój trenera skończył się w 74. minucie i zastąpił stopera Filipem Koperskim. I można tylko pytać: dlaczego tak późno? Bo 22-latek zanotował bardzo przyzwoity debiut. Grał pewnie, odpowiedzialnie i bez tremy.
Oczywiście, katastrofalne mecze zdarzały się zdecydowanie lepszym piłkarzom, niż Dieguez. Tyle, że w takich przypadkach należałoby posypać głowę popiołem, zachować pokorę. Tymczasem hipokryzja i nadmuchane ego Adriana wyszły przy zmianie, kiedy nie podał ręki trenerowi. Był zły na siebie za totalny piach, jaki zaprezentował, czy na szkoleniowca, że ten zdjął go z boiska? Nie wiadomo. Pewnym jest, że wykazał się arogancją i brakiem szacunku dla przełożonego.
Ale, żeby było jasne: zrzucanie winy za porażkę z Górnikiem wyłącznie na Diegueza byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Zęby bolały, kiedy patrzyło się na Fernanda Goure. Nie grał nic. NIC! Podobnie, jak Che Nuennely. O ile dobrze pamiętam, wychowany przez Ajax Amsterdam skrzydłowy miał bodaj cztery kontakty z piłką. Z tego trzy skończyły się zagraniem do tyłu, a zaledwie jeden, wykonany wślizgiem, w kierunku bramki Zabrzan.
Górnik wygrał, bo był drużyną bardziej pragmatyczną, bardziej pewną swojej mocy. Świetnie ułożoną taktycznie. Poza fragmentem z pierwszych minut, kiedy gospodarze mieli dwie wyborne okazje, Ślązacy kontrolowali mecz. Trener Gasparik w Radomiu miał z tyłu głowy, że za chwilę czeka go rewanż zw Ferencvarosem Budapeszt w eliminacjach Ligi Europy i dlatego pomieszał w składzie. Ale ma do dyspozycji tak jakościowych zmienników, że kompletnie nie było tego widać na boisku.
Gdzie szukać plusów w grze Radomiaka? Przede wszystkim w fakcie, że zawodnicy są na różnym poziomie przygotowania fizycznego. Jeżeli Radomianie wejdą na jednakowy pułap, ich intensywność będzie zdecydowanie lepsza. Należy również pochwalić Zielonych, że walczyli do końca. Nie spuścili głów nawet wtedy, gdy przegrywali już 0:3. Korzystnie zaprezentował się Ronaldo Lumungo, który w drugiej połowie w pojedynkę zrobił więcej niż Goure i Che razem wzięci. Podobnie jak Tapsoba, na którym był karny. Kryspin Szcześniak po raz kolejny potwierdził, że jego sprowadzenie było strzałem w dziesiątkę. Nieźle zagrał Jan Grzesik, a w środku pola jak mrówka harował niemiłosiernie poniewierany przez gości Luquinhas.
Wartością dodaną jest również fakt, że w składzie znajduje się coraz więcej Polaków. Rafał Wolski, Grzesik, Filip Majchrowicz, Szcześniak, a w trakcie meczu na placu pojawili się jeszcze Koperski i Kacper Karasek.
Trzy mecze, trzy punkty. Szału nie ma, ale czas gra na korzyść Radomiaka. Z każdym treningiem zespół będzie rozumiał się lepiej. Poza tym do Radomia ma wreszcie dotrzeć Steve Kingue, który z Kamerunu chyba idzie na piechotę, wpław, albo jedzie na ośle. Nie wiem, ale ten jego powrót trwa absurdalnie długo. Za długo. Zdecydowanie. Po kontuzjach wrócą Roberto Alves i Elves Balde. Dlatego spokojnie. Skazywanie Zielonych na spadek z Ekstraklasy po zaledwie trzech kolejkach uważam za grubą przesadę. Spokojnie. Będzie dobrze. Tym bardziej, że moim zdaniem, gdy już Radomiak się zgra, to będzie silniejszy, niż choćby, w poprzednich rozgrywkach.

Napisz komentarz
Komentarze