Nie mam czasu, wszystko jest ważniejsze… niż zdrowie?
Lista zadań na dany dzień często wygrywa z dbałością o własne ciało i umysł. To nie tak, że na dbałość o zdrowie nie masz czasu – kluczem jest po prostu priorytetyzacja i mikronawyki. Dzięki temu wypracowujesz rutynę, w której dbałość o zdrowie staje się elementem Twojego kalendarza tak, jak zakupy, odebranie dziecka z przedszkola czy wyjście z koleżankami.
Jeżeli uważasz, że nie masz czasu o siebie zadbać, to zastanów się, ile czasu poświęcasz na telewizję czy media społecznościowe. Nie trzeba tego, rzecz jasna, demonizować – każdy lubi relaks, jednak dziesięć minut dziennie w zupełności wystarczy do tego, by zadbać o swoje zdrowie na podstawowym poziomie.
Może to być na przykład przegląd tego, czy nie potrzebujesz jakiejś wizyty albo umówienie takowej. W dobie telekonsultacji możesz śmiało poprosić o wystawienie recepty online, jeżeli dana sytuacja nie wymaga osobistej wizyty u lekarza. Rozmowa online czy telefoniczna oraz wyprawa do apteki, którą możesz odwiedzić przy okazji, naprawdę nie zajmuje dużo czasu!
Teraz nie jest dobry moment… a kiedy będzie?
Kolejną wymówką wielu osób jest ta, że dany moment nie jest odpowiedni na dbałość o zdrowie. Powodów jest wiele – zaraz wyjeżdżam na wakacje, mam ważny projekt w pracy, robię remont. To klasyczny błąd poznawczy i mechanizm odwlekania, który daje Ci złudzenie lepszego momentu.
Faktem jest jednak, że nie nadchodzi on nigdy, a jednocześnie każdy jest dobry, jeśli odpowiednio do tego podejdziesz. Złudzenie da się jednak zamienić w planowanie, jeżeli w dobrym momencie wychwycisz, że prokrastynujesz i szukasz wymówek. Jak to zrobić?
Po prostu ustal sobie, że jeśli nie uda Ci się zrealizować celu w 72 godziny, zapiszesz go w kalendarzu jako zadanie do wykonania z konkretną datą.
Wówczas będziesz mieć w pamięci, że czeka Cię wykupienie leków, przygotowanie bilansu kalorycznego albo zanotowanie wizyt u lekarzy i musisz to wykonać w konkretnym dniu – nie kiedyś, kiedy będzie okazja. Nie pojawi się nigdy, jeżeli będziesz czekać na dobry moment.
To i tak nic nie da… więc lepiej nie robić niczego?
Wiele osób do tematu zdrowia podchodzi z dużym fatalizmem. Być może masz za sobą negatywne doświadczenia związane z nieudaną terapią czy zabiegami, które nie miały takiego rezultatu, na jaki liczysz.
Wmawianie sobie, że to nic nie da albo już jest za późno nie zmieni jednak faktu, że praktycznie z każdą przypadłością (nie mówimy o ekstremach) można sobie lepiej lub gorzej poradzić. Do tematu należy podejść z myślą, że lepiej poprawić swoją sytuację o pięć procent, niż tkwić w momencie, w którym jesteś – z dolegliwościami.
Małe zmiany, niewielkie działania, mikro-rutyny są tym, co przyda się ludziom zabieganym, zdemotywowanym, zmęczonym. Takim, którym już się nie chce i którzy nie wierzą w to, że ich sytuacja może się zmienić. Kiedy zauważysz, jak dużą różnicę robi wspomniane metaforyczne pięć procent, będzie Ci łatwiej zadbać o kolejne kroki.
To za drogie… a znasz ceny leczenia?
Koszty zdrowego jedzenia, suplementów diety, zabiegów u fizjoterapeuty czy aktywności sportowych są wygodną wymówką do tego, by już na starcie zrezygnować z działania – albo w ogóle się go nie podjąć.
Pamiętaj jednak, że koszt zaniechania w ogólnym rozrachunku zawsze okaże się wyższy. Łatwiej i taniej jest regularnie jeść owoce, brać witaminy i zapisać się na basen, niż później leczyć problemy wielu układów w organizmie jednocześnie – nie mówiąc już o niedogodnościach bólowych i psychicznych, które leczenie za sobą niesie.
Ustal sobie, że co miesiąc zainwestujesz pewną kwotę w zdrowie, na przykład sto złotych albo tyle, ile możesz wysupłać z domowego budżetu. Przeznacz to na suplementy, wizytę u lekarza, konsultację medyczną albo po prostu na zdrowe jedzenie czy butelkę na wodę, która przyczyni się do zdrowego nawyku picia odpowiednich ilości płynów.
Stara zasada nie stać mnie na tanie produkty odnosząca się na przykład do butów, które trzeba wymieniać co roku, jeżeli postawi się na tanie i łatwo się zniszczą, ma przełożenie także na zdrowie. Pozorna oszczędność na jedzeniu sprawić bowiem może, że w perspektywie lat czeka Cię leczenie mikrobiomu jelit albo innych dolegliwości układu pokarmowego.
Nie wiem od czego zacząć… to się zdarza!
Współczesną plagą jest paradoks dostępności informacyjnej połączonej z chaosem i szumem medialnym. Z tego powodu ciężko czasem ocenić, co jest prawdą, mimo że mamy do niej dostęp niemal na zawołanie – na przykład w sieci.
Nic w tym dziwnego i nie jesteś jedyną osobą, która doświadcza tego dysonansu. Jeżeli każdy mówi co innego, to łatwiej jest nie robić nic, niż zdecydować się na którąś opcję, skoro żadnej nie można być pewnym.
Kluczem jest jednak podjęcie aktywności w oparciu o najbardziej wiarygodne i dostępne źródła. W pierwszej kolejności powinny to być więc badania całego organizmu (krew, mocz i inne, które zleci lekarz) i wizyta u specjalisty. Omów z lekarzem, czy Twoje ciało lub umysł potrzebuje wsparcia. Kiedy zidentyfikujesz te obszary, możesz zacząć krok po kroku wdrażać zdrowe, małe nawyki.
Przykładowo, jeżeli dokucza Ci bezsenność i dużo się stresujesz, może się okazać, że brakuje Ci konkretnych pierwiastków, a lekarz zleci dokładne badania. Otrzymasz zalecenia, które możesz samodzielnie udoskonalać poprzez zadbanie o sen i dietę.
Dobrze jest więc ustalić kolejność bazując na doświadczeniu specjalisty – dzięki temu będziesz mieć pewność, że nie robisz niczego, co pogorszy Twój stan, zamiast go polepszyć.
Zacznę od poniedziałku – od którego?
Prokrastynacja odbywa się na wielu obszarach naszego życia, nie tylko w pracy czy w szkole. Również przy dbaniu o zdrowie często pojawia się mechanizm opóźnionego startu, czyli lękowego, unikowego działania polegającego na przedłużaniu momentu, w którym trzeba dokonać zmiany.
Wszystko dzieje się dlatego, że wrażenie trzęsienia ziemi zdaje się być paraliżujące, bo właśnie jako trzęsienie ziemi odbiera się czasem wprowadzanie zdrowego stylu życia. To, oczywiście, przekłamanie i wyolbrzymianie, bo o zdrowie zadbać można powoli, na raty, bez ogromnej rewolucji, która faktycznie może przytłoczyć.
Nie mów więc: od poniedziałku będę żyć zdrowo, tylko pójdę dziś spać pół godziny wcześniej albo zjem dziś ciepłą kolację w spokoju. Zmiany wprowadzaj stopniowo, codziennie – zwróć uwagę na to, że tak naprawdę każda Twoja codzienna decyzja czy wybór może być tak skonstruowana, że korzystnie wpłynie na Twoje zdrowie.
Pójdę do pracy pieszo lub pojadę rowerem, nie skorzystam z samochodu. Nie kupię paczki chipsów, zjem warzywa z hummusem. Nie wypiję czwartej kawy, postawię na zieloną herbatę. Tego typu zmiany nie przytłaczają, nie sprawiają wrażenia niewykonalnych. Tak naprawdę wszystkie nawyki można łatwo zmienić, wystarczy tylko robić to stopniowo i pilnować, czy aby nie nakręcasz się w spirali negatywnych myśli.
Trzymamy kciuki – dbaj o siebie skutecznie i efektywnie!














Napisz komentarz
Komentarze