Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord Radom 29 lat z Wami Radio Rekord Radom 29 lat z Wami
środa, 5 sierpnia 2026 18:34
Reklama Czarno Białe sprzątanie profesjonalne

Radom opowiadany. Radek jak Radom

Ponad 80 prac wpłynęło na ogłoszony wiosną przez Miejską Bibliotekę Publiczną ogólnopolski konkurs „Radom opowiedziany na nowo”. Komisja przyznała trzy nagrody i sześć równorzędnych wyróżnień. Dziś prezentujemy trzecie z wyróżnionych opowiadań.
Radom opowiadany. Radek jak Radom

Źródło: fot. archiwum cozadzien.pl

Radek jak Radom

Nigdy nie byłem w Radomiu. Mówię szczerą prawdę. To nagle „Radom” zjawił się u mnie, obok mnie, przy mnie. I trwał tak z przerwami aż do ciepłej jesieni 2016 roku. Miał kwadratowe szczęki, łysiejącą głowę i dłonie jak imadła. Radek, „Radzio”, zwany też „Nenią”. Był. Jest. Będzie.

***

Poznaliśmy się na egzaminie wstępnym na gdańską uczelnię. Tak o tym pisałem w niszowym zinie, w liczbie stu egzemplarzy, którego byłem jedynym wydawcą i redaktorem naczelnym. „On się nie dostał, a mnie, Eskimosa, przepchnął pewien Stary Pisarz z Wysp. To przemiły Facet. Potrafił upić się z Żulami ciepłym Piwkiem, wykłócać się z nimi o wiarę Dostojewskiego, a potem głęboką Nocą dzwonić do młodszego od siebie Pisarza i Poety z pytaniem, czy ten go jeszcze kocha? - Kocham cię, kocham! - odpowiadał heteroseksualnemu, Staremu Pisarzowi żonaty, heteroseksualny i zaspany Młodszy Pisarz i Poeta, a następnie odkładał słuchawkę. Taka sytuacja powtarzała się kilka razy w Nocy. Potem widzieliśmy jak ciężko dysząc, wspinał się na piętro, gdzie mieliśmy swój Instytut. Wykłady prowadził znużony. Panie go nie lubiły: „Niech się Panie zastanowią, po co tu przyszły? Zdobyć Dyplom, czy rozwijać Pasję? Dyplom zawsze można zdobyć, ale Pasja jest wynikiem Pasji. Trzeba coś czytać, zadawać pytania, poszukiwać, a nie tylko malować paznokcie!”. Po takiej mizoginicznej tyradzie ostentacyjnie schodził z Katedry”.

Przez rok Radek, „rodzony Brat Światowej Klasy Ciężarowca, plątał się bez celu po Wyspach. Bardzo się polubiliśmy, bo byliśmy mniej więcej w tym samym wieku, obaj wychowani na Punk Rock Musik. (…) Był duszą towarzystwa w tym sensie, że kiedy sobie podpił, okazywał się najzabawniejszym i najdowcipniejszym Mężczyzną pod słońcem. Jako dwudziestolatek siedział w Bastylii, nigdy nie płacił za Izby, a w kapeli grał na Basówce”.

Już tłumaczę. Miał za sobą więzienie za pijackie wtargnięcie do kościoła, z którego nic nie ukradł, tylko umęczony w nim zasnął. Ale przecież nieboszczka komuna ostro karała za takie występy.

Nigdy też nie płacił rachunków za izby wytrzeźwień, mandatów za jazdę na gapę i udzielał się jako gitarzysta basowy w jednym z wielu zespołów rockowych, jakie powstawały w Radomiu w latach 80. ubiegłego wieku. Jak w całym Pereelu od morza do Tatr.

„Czarni Radom”. Nie podstawowy skład, ale i ten epizod miał w życiorysie. Brat jest księdzem. W młodości trenował podnoszenie ciężarów.

A potem zdarzył się Cud. Przestał pić. Tak z dnia na dzień. I już nie wychodził z kościoła do tego stopnia, że nawet złożył podanie do dominikanów. Drugiego cudu jednak nie było. Nie został mnichem, bo w okresie próbnym wyszło, że jest osobowością autonomiczną, niezależną, ciężko poddającą się grupowej obróbce. W tym sensie żołnierzem byłby równie marnym. Ku chwale ojczyzny.

Ale na Kościół nigdy się nie obraził, trzymał się Go pazurami, cierpliwie, uparcie. I zamiast flaszek z wódką obdarowywał przyjaciół książkami. „Sobór Watykański II” z dedykacją: „Drogi Arku! Ofiarowuję Ci tę książkę jako wyraz wdzięczności za wszelkie dobro, jakie mi kiedykolwiek uczyniłeś. Radek. Gdańsk 26.10.2008 r.”.

***

Katastrofa pełzła powoli, konsekwentnie, do samiutkiego końca. Jest taka opowieść – może nawet od niego ją kiedyś słyszałem? – że ludzie powaleni nieuleczalną, śmiertelną chorobą wchodzą do Nieba bez trudu, śpiewająco jak martyr w butach z żelaza, poćwiartowany ku uciesze motłochu na tym łez padole.

W telewizorze piłkarska drużyna wydawała się nie do zatrzymania, a nasz towarzysz, sparaliżowany od stóp do głów, z żywym tylko jednym okiem, niemy posąg z Maroussi szykował się do podróży we Znane i Przeczuwane.

Nie wiem, dlaczego wtedy nie poryczeliśmy się jak dzieci – Darek, Damian i ja. Mija siedem lat. Radom pozostaje we mnie. Do zobaczenia, wcześniej, albo później.

Arkadiusz Panasiuk

Dziennikarz-freelancer. Mieszka w Hajnówce, na skraju Puszczy Białowieskiej. Lat 56.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze

Reklama